Zderzenie świata rzeczywistego ze światem metafizycznym
Fenomen mistyki, czy magiczności zawsze intrygował człowieka żyjącego w materialnym świecie. Magdalena Hlawacz wyraziła kolizję równoległości w kilku różnych odsłonach: raz odzwierciedliła ją w doświadczeniu śmierci, w zetknięciu z religią, następnie w lustrze, fotografii masek zapaśników, czy też w grze komputerowej. Oczywiście ekspozycji było znacznie więcej, ale akurat te wątki, wywołały we mnie konkretne przemyślenia, na temat relacji człowieka ze światem.

Na wstępiea1 wita nas grafika przedstawiająca fata morganę. Mniemam, że może być to klucz do odczytania przekazu całej wystawy Magdaleny Hlawacz, bowiem zaprezentowany został obraz czegoś nierzeczywistego, nasze zmysły zostały zmylone. Wydaje nam się, że to co widzimy własnymi oczami jest prawdziwe, tkwimy jednak w błędzie. Tak samo jest w życiu codziennym, nieraz bywamy przekonani o tym, że jesteśmy tym, kogo dzień w dzień odgrywamy. Rutyna i przyzwyczajenie robią swoje, ponieważ coraz bardziej przestajemy być zainteresowani poszukiwaniem swojej prawdziwej tożsamości. Tkwienie w schematach, które raz po raz powtarzamy jest bezpieczniejsze, niż zagłębianie się w zakamarki swojej psychiki. Toteż dostosowujemy się do tego, o czym czytamy w gazetach, co przekazuje nam telewizja. Nie pozostaje nam nic innego jak utożsamić się z postacią, którą nie tyle co kreujemy, ale przyjmujemy z zewnątrz jej gotowe modele. W tym wypadku fundamentalnym staje się pytanie o to, co by z nas pozostało, gdybyśmy zostali odarci ze wszystkich odgrywanych przez nas ról? Kim jest człowiek, który zdejmuje maskę meksykańskiego zapaśnika? Stając przed lustrem, kogo w nim widzę? Czy umiem poprzez te wszystkie twarze, które zakładam, dojrzeć w sobie prawdziwego człowieka? Wydaje mi się, że na te pytania każdy powinien odpowiedzieć sobie indywidualnie.
Rezygnacja z prawdy, życie w iluzji, to choroba XXI w. Czy przestało nam już na nas zależeć? Oddajemy się w ręce internetowych, społecznościowych portali, zanurzamy się w różnego rodzaju grach online, wszystko po to, aby uciec od rzeczywistości, by uciec od nas samych. Żyjemy ciągle na krawędzi, mając stale styczność z kolizją rzeczywistości: realności i religii, realności i cybernetyki. Od jakiegoś momentu  w życiu po prostu, naturalnie stajemy się niewolnikami masek. Maskę zakłada się po to, aby odegrać jakieś przedstawienie, przemienić się w kogoś zupełnie innego niż się jest lub, żeby zostać nierozpoznanym, zasłonić swoją prawdziwą twarz. Zatem w obu przypadkach, chodzi o to, by inni ludzie nie dowiedzieli się jacy naprawdę jesteśmy.
W najbardziej oświetlonym pomieszczeniu na parterze znajduje się przymocowany do ściany wypukły okrąg, w którym można się przejrzeć, pod nim widnieje napis: „I want to believe”, czyli „Chcę uwierzyć”. Na przeciwko zaś postawioa2ne zostało lustro, na którym jest napisane „The truth is out there”, co w polskim tłumaczeniu znaczy: „Prawda jest gdzieś tam”. Zarówno w jednym jak i drugim przedmiocie widzę siebie, ale kim jest owo ja? Lustro ma taką zdolność, iż nie oddaje tego jaką rolę obecnie odgrywam, czy jestem studentką filozofii, córką, Polką itd. Ono przekazuje prawdę taką jaka jest. Pokazując to jak wyglądam, głównie obnaża mnie przed samą sobą. Napis „The truth is out there” każe się zastanowić, co to znaczy, że prawda jest w tym, co widzę? że prawda tkwi we mnie. Natomiast „I want to believe” motywuje mnie do wiary w czysty obraz człowieczeństwa. Nie jestem przecież wymyśloną przez siebie postacią, fata morganą, za którą biorą mnie inni ludzie. Jestem  przede wszystkim człowiekiem i na powrót muszę zdać sobie sprawę z tego, jakie konsekwencję wiążą się z tym faktem. Muszę na powrót zadać pytanie: co to znaczy być człowiekiem?
Wszystko wskazuje na to, że Magdalena Hlawacz żywi określone nadzieje w stosunku do ludzi. Wystawa nie ma być receptą, czy gotową odpowiedzią. Ma nas skłonić do wyrwania się z mydlanej bańki, w której żyjemy.

Anna Małgorzata Dreko