Co filozofowie mają przeciw kognitywistyce?
Kognitywistyka to dziedzina interdyscyplinarna, w której skład wchodzą psychologia poznawcza, neurobiologia, filozofia umysłu, lingwistyka, a zatem nauki zajmujące się wyjaśnianiem procesów poznawczych. Jak w każdej dziedzinie wiedzy, także i na gruncie kognitywistyki pojawiają się koncepcje wykraczające poza badania prowadzone przez każdą z jej poszczególnych dyscyplin, mające ambicje zbudowania teorii podstawowej, która wyjaśniałaby, jak działa nasz umysł. Właśnie takie dążenia w obrębie kognitywistyki zakwestionowane zostały przez Richarda Rorty’ego i Roberta B. Brandoma. Analiza stosowanej przez obu argumentacji była przedmiotem wykładu prof. Szubki.
Rorty zarzuca kognitywistyce a szczególnie jednemu z jej przedstawicieli, Noamowi Chomsky’emu, uleganie mitowi poznania umysłu przy pomocy metod nauk przyrodniczych. Dokonuje się to na bazie naturalizacji umysłu i sprowadzania go do procesów mózgowych. Tymczasem mózg jest tylko narzędziem wykorzystywanym przez umysł do działań znacznie wykraczających poza całą biochemię i fizjologię mózgu. Chodzi przede wszystkim o społeczny kontekst procesów poznawczych. Umysł daje się zrozumieć jedynie w jego kontakcie ze światem a ten świat jest światem społecznym i nie da się sprowadzić do prostych związków przyczynowych. Społeczne praktyki są, zdaniem Rorty’ego, sposobem wykorzystania naszego fizjologicznego wyposażenia, ale nie mogą być przez nie w pełni zrozumiane.
Brandom rozwinął zawarty w krytyce Rorty’iego choć nie wyeksponowany przez niego wątek wewnętrznego charakteru stanów mentalnych, leżących u podstaw badania procesów poznawczych z punktu widzenia przeżywającego je podmiotu, wewnętrznego obserwatora tych stanów. Brandom uważa, że jest to pozostałość kartezjanizmu, do którego odwoływano się w kognitywistyce po wyczerpaniu się formuły kwestionowania istnienia takich stanów, na co wpływ miał w dużej mierze behawioryzm. Takie zmiany sposobów wyjaśniana zjawisk i wypierania jednych teorii przez inne zachodzą stale. W latach sześćdziesiątych panował model cybernetyczny, wszystko wyjaśniono w kategoriach systemu i zmian jego organizacji, potem przyszła kolej na semiologię i sprowadzanie wszystkiego do znaku, a teraz jest czas na moc obliczeniową komputera i traktowanie wszystkiego w kategoriach przetwarzania danych.
Przedstawienie zarzutów wobec kognitywistyki sformułowane przez Rorty’iego i Brandoma były oczywiście pretekstem do przedstawienia przez prof. Szubkę własnego stanowiska w tej sprawie. Okazało się ono zgodne ze stanowiskiem omówionych przez niego filozofów. Według prelegenta, zamiast o kognitywistyce lepiej jest mówić o naukach kognitywnych. Nie ma jednej dyscypliny umyśle, bo nie ma czegoś takiego jak umysł w ogóle. Nie da się zbudować żadnej spójnej a nawet tylko ogólnej teorii umysłu, która tłumaczyłaby jego działanie na wszystkich poziomach, i mózgowym i społecznym. Aby zobrazować błędność samego zamysłu dążenia do tego rodzaju teorii, a co za tym idzie i nauki, która miałaby taki całościowy przedmiot prof. Szubka odwołał się do pewnego porównania. Załóżmy, że chciałoby się wyjaśnić wszystkie procesy zachodzące w lesie i do tego powołałoby do życia naukę zwaną forestyką. Nie byłaby ona w stanie wyjaśnić, dlaczego przy takich samych warunkach grzyby raz wyrastają w pewnych miejscach a raz nie. Podobnie jak nie można dać całościowej wiedzy o lesie, nie można też dać całościowej wiedzy o umyśle.
W dyskusji po wykładzie zwracano uwagę na to, że istnieje nauka o lesie. Wprawdzie nie nosi ona nazwy forestyki, ale zajmuje się leśnym ekosystemem i w ramach tego przedmiotu wyjaśnia zachodzące w środowisku leśnym zjawiska. Poza tym dążenie do uznania kognitywistyki za naukę wynika z organizacji badań naukowych na całym świecie. Jeśli coś jest nauką, to może otrzymać dotację na badania. Zwracano także uwagę na to, że wolność badań powinna być sprawą nadrzędną i jeśli kognitywisci skupiają się na nieistotnych, zdaniem filozofów, problemach, to nikt im nie może tego zabronić. Wiele badań w innych dyscyplinach prowadzonych jest bezproduktywnie i filozofowie przeciw temu nie protestują. Poza tym łatwo jest krytykować na dużym poziomie ogólności gdyby zejść do szczegółów i konkretów okazało by się że kognitywiści mają wiele osiągnięć, którymi nie może pochwalić się filozofia.
Niezależnie jednak od stanowisk, jakie ujawniła dyskusja, trzeba przyznać, że była ona inspirująca i twórcza a to z pewnością zasługa prelegenta, który swoim wystąpieniem pobudził słuchaczy do myślenia.
Iwona Alechnowicz-Skrzypek

Utracona jedność
Profesor Szubka poruszył w swoim wystąpieniu kilka kwestii ważnych dla dyskusji między przedstawicielami nowej dyscypliny akademickiej, jaką jest kognitywistyka a przedstawicielami filozofii analitycznej, do której to tradycji prelegent zalicza samego siebie. Już na wstępie można zauważyć, że ani nie została poddana refleksji kognitywistyka w całej swej okazałości, ani też nie każdy filozof analityczny zdecydowałby się podpisać w pełni pod stawianymi przez profesora zarzutami. Nie taki też był cel wykładu. Chodziło w nim o to, aby z punktu widzenia analizy pojęć wymienić grzechy główne formującej się dziedziny wiedzy. Profesor Szubka za Rortym i Brandomem zwrócił głównie uwagę na fakt, że istnieją co najmniej dwa rodzaje pojęcia umysłu, czego zdają się nie zauważać niektórzy kognitywiści. Posługiwanie się pojęciem umysłu jako mózgu prowadzi do naturalizacji umysłu, któremu wyżej wymienieni filozofowie chcą się przeciwstawić. Profesor przytoczył opinię Rorty’ego, w myśl której współcześni wyznawcy naturalizmu więcej czasu poświęcają na rozważania dotyczące podobieństw między ludźmi a małpami niż nad tym, co łączy nas współczesnych z Platonem.
Krytyce została poddana również teza mówiąca, że po kognitywistyce można spodziewać się stworzenia uniwersalnej teorii, mającej być lekarstwem na negatywnie rozumiany naukowy eklektyzm. Kognitywiści nie dają odpowiedzi ostatecznych oraz nie stworzą teorii całości wiedzy. Zresztą próby stworzenia nauki, która potrafiłabym wypowiadać się o rzeczywistości w sposób całościowy już dawno okazały się złudzeniem. Jeśli więc istnieją kognitywiści, którzy roszczenie to ciągle wysuwają jako zadanie, to należałoby ich odesłać do historii filozofii. Samo jednak wskazanie błędnego założenia nie może zdyskredytować wszelkich działań w ramach nauk kognitywnych. Intencją profesora Szubki była więc prowokacja i można stwierdzić, że jego cel został zrealizowany. W dyskusji po wykładzie podnoszono między innymi argument, że w kognitywistyce nie są ważne jej nawet najśmielsze roszczenia, lecz problemy, które stawia i opracowuje. Na obronę przytaczano również fakt, że w ramach kognitywistyki stawia się pytania, których wcześniej nie stawiano w sposób naukowy. Naukowcy nie podejmowali w sposób szczegółowy pytania o istotę sztucznej inteligencji bądź innego rodzaju inteligencji niż ludzka. Zajmowali się tym literaci. I chociaż robili to często w sposób filozoficzny, to jedynie w twórczości science fiction. Tu przytoczyć należy pisarza będącego nieustanną inspiracją dla rozważań tego typu, a mianowicie Stanisława Lema. Co z tymi robotami? Pytanie to kiedyś mogło wydawać się naiwne. W dobie niesamowitego rozwoju technologicznego zaczyna nabierać zupełnie poważnych kształtów. Argument mówiący, że rzetelne potraktowanie problemów związanych z komputerami, robotami i programami stanowi o sile kognitywistyki, nie był jedynym głosem w obronie tego nurtu. Chociaż zauważano ograniczenia związane z zamętem pojęciowym, to został podniesiony stawiany przez niektórych badaczy (Searle i Dennett) problem tego, co wewnętrzne. Pytanie o związek między wewnętrznością a zewnętrznością jest interesujący nie tylko z punktu widzenia kognitywisty, który musi odnieść się do tego, co na ten temat mówią nauki biologiczne i ścisłe. Pytanie to jest równie ważne dla filozofa klasycznego, który chciałby odpowiedzieć na pytanie kim jest człowiek? Kognitywista zatem może pokazać tutaj perspektywy nauk, których nie można pominąć przy stawianiu tego typu pytania. Dostarcza więc syntezy, na którą często nie starcza czasu filozofowi zadającemu klasyczne pytania.
Prowokacyjna rola wykładu znalazła również ujście w innej zdawałoby się pobocznej kwestii, którą jest sposób finansowania nauki. Nie jest tajemnicą, że projekty kognitywistyczne cieszą się wysoką oceną decydentów dysponujących finansami nauki. Pojawiła się więc wątpliwość dotycząca tego, czy rzeczywiście słusznym jest to, że hojną ręką obdarowuje się kognitywistów stawiających śmiałe hipotezy, które nie zawsze prowadzą do równie spektakularnych odkryć. Wszak wszyscy chcielibyśmy cieszyć się podobną atencją i każdy z nas uważa, że akurat jego problemy badawcze są niezbędne, by nauka mogła się rozwijać lub chociaż cieszyć się dobrą kondycją. Nie mając jednak zbyt dużego wpływu na umysły (w rozumieniu filozofii analitycznej a nie kognitywistycznej) członków wszelakich komisji naukowych można zadać dwa pytania, które zostawiam otwarte. Czy nie lepiej jest zamiast rozwodzić się nad tymi, którzy rozsypują po podłodze mąkę usiąść do stołu z tymi, którzy upiekli chleb? A patrząc z innej strony, czy można rozkoszować się siedząc przy stole, jeśli jednocześnie przez okno widzi się, że ktoś, kto dostał 300 kg mąki rozsypuje ją po rynku? W ten oto sposób doszliśmy do pytania, które stawiają sobie niektórzy w ramach filozofii społecznej. Jak żyć mądrze wśród innych z innymi?
Dorota Barcik