Dwa typy praktyki filozoficznej

O Sokratesie mówi się, że przeniósł badania filozoficzne z przyrody na człowieka. Wiedza o zjawiskach przyrodniczych przydaje się wprawdzie w życiu, lecz to nie ona jest jego podstawą: „geometrii należy uczyć się tylko tyle, żeby móc wymierzyć ziemię, którą się otrzymuje lub sprzedaje”. Sokrates zapoczątkował tradycję zajmowania się kwestiami, których podjęcie sprzyja rozwojowi człowieka. Odwołują się do niego i doradcy filozoficzni i coachowie. Praca nad ludzkimi zasobami przypomina przecież sokratejską sztukę położniczą: jest wydobywaniem z człowieka wiedzy, o której on sam często nie wie, że ją ma.

Sokrates odcinał się od spekulacji. W swojej mowie obronnej ironizował odnosząc się do zarzutu Meletosa, jakoby twierdził, że słońce to kamień a księżyc to ziemia. „Tobie się zdaje, że ty Anaksagorasa skarżysz?”. Sokrates nie uprawiał filozofii a filozofował. Różnicę  między jednym a drugim typem postępowania dobrze oddaje odróżnienie filozofii przez duże „F” i przez małe „f”. Ta pierwsza, to dyscyplina akademicka, druga, to spontaniczne i żywiołowe poszukiwanie odpowiedzi na pytania o życie, świat i miejsce, jakie zajmuje w nim człowiek. Umieć obchodzić się takimi pytaniami, rozumieć, na czym polegają problemy filozoficzne, to obszar działań filozofa, który nie pisze rozpraw naukowych, lecz pomaga ludziom w dochodzeniu do rozmienienia istoty rzeczy.

Mamy zatem dwa typy praktyki filozoficznej, pierwszy to działalność nakierowana na rozwój ludzkiego potencjału, wydobywanie tego, co drzemie w człowieku jako jego zasoby czy talenty. Tak rozumie się proces coachingowy. Drugi typ związany jest bardziej z działalnością doradcy filozoficznego i jest nakierowany na problemy, z jakimi styka się człowiek w swoim życiu. Może to być poczucie bezsensu, rozpacz, ból, lęk przed śmiercią, dotknięcie upokorzeniem. Całe spektrum sytuacji określanych mianem egzystencjalnych. Wpisane są one w ludzkie istnienie w świecie i nie da się ich oswoić ani obłaskawić prostymi zabiegami. Psucie konceptu „obowiązkowemu optymizmowi profesorów filozofii” Artur Schopenhauer uważał nie tylko za łatwe, ale także za przyjemne. Zdaniem tego wielkiego pesymisty „każdy potrzebuje nawet pewnego kwantum troski lub bólu, lub biedy tak jak okręt balastu, by zdecydowanie iść prosto do przodu”.

Iwona Alechnowicz-Skrzypek