Po lekturze esejów

Recenzowanie esejów pisanych przez uczestników zawodów okręgowych Olimpiady Filozoficznej jest zajęciem ciekawym i pouczającym. Przeważnie jeden z tematów wybierany jest chętniej niż inne. Tym razem zdecydowanym faworytem była myśl Alexisa de Toqueville pochodząca z pracy Demokracja w Ameryce: „Nie ma ludzi tak ograniczonych i tak lekkomyślnych, by nie zdawali sobie sprawy, że wynaturzenia wolności politycznej narażają spokój, własność oraz życie poszczególnych obywateli. Natomiast tylko ludzie myślący i przewidujący dostrzegają niebezpieczeństwa, jakie kryje w sobie równość, ale na ogół ich nie sygnalizują”.

Większość osób, które wybrały ten temat, koncentrowała się na demokracji jako ustroju politycznym. Mogły się one przy tej okazji powołać na filozofię polityczną Platona i Arystotelesa, wspomnieć o teoriach umowy społecznej, pochwalić się znajomością Hobbesa i  Locke’a. Zdecydowanie chętniej pisano o wolności niż o równości. Co ciekawe, autorzy esejów często traktowali wolność polityczną zamiennie z wolnością filozoficzną. A przecież wolność polityczna jest pojęciem znacznie węższym i konkretniejszym niż wolność w ogóle. Wolność polityczna to: swobody obywatelskie, możliwość zrzeszania się, wyrażania poglądów, realny wpływ na władzę przez udział w wyborach itp. Wolność w sensie filozoficznym, to pewna własność naszego istnienia polegająca na niezależności od praw przyczynowych, na autonomii woli, jak to określał Kant, bądź możliwości wyboru siebie, jak twierdzili, mówiąc w uproszczeniu, egzystencjaliści. Człowiek jest wolny, bo ma możliwość wyboru, ale to łączy się z odpowiedzialnością. Także w warunkach zniewolenia, na przykład w państwie totalitarnym, zachowujemy tę naszą ludzką wolność, choć nie mamy wolości politycznej. W najgorszych warunkach nie tracimy możliwości wyboru, choć wielu sądzi, że jest inaczej. Gdy zatem rozumie się czym jest wolność polityczna, wówczas pierwszy człon cytatu de Toquevilla jest dość prosty do interpretacji. Skutki braku tej wolności są od razu widoczne i odczuwalne. Jeśli w wyniku ograniczenia wolności obywatelskich nie można mówić tego, co się myśli, ma się trudności z przemieszczaniem się z miejsca na miejsce, to ta sytuacja uderza każdego. Dlaczego jednak skutki skrajnej równości nie są dostrzegane, tak jak wynaturzenia wolności politycznej, a jeśli nawet, to nie są one sygnalizowane? Bo równość, to wartość, którą w ruchach wyzwoleńczych stawia się obok wolności i braterstwa. To pewni ideał. Wizja społeczeństwa, w którym wszyscy są braćmi. Jakaż wspaniała perspektywa! Gdy jednak przychodzi do realizacji tego ideału, to okazuje się on mieć destrukcyjne konsekwencje. Wolność jako pojecie ogólne daje się przełożyć na bardziej konkretne, na przykład na pojecie wolności politycznej, a ta oznacza instytucje gwarantujące swobody. Z równością jest gorzej, bo urzeczywistnia się ona przez tego, kto sprawuje władzę, zgodnie z tym, jak jest ona przez tego kogoś rozumiana, jakie ma on o niej pojęcie. Gdy władzę mieli bolszewicy, to tępili burżuazję i w ten sposób dążyli do stworzenia równego, bezklasowego społeczeństwa.

Pisząc o niebezpieczeństwach, jakie niesie za sobą równość, de Toquevill miał na myśli jeszcze inne zjawisko: równość zabija inicjatywę i kreatywność. W interpretacjach wielu uczniów i uczennic pojawił się ten wątek. Zwracano uwagę na to, że nie dałoby się żyć w świecie, w którym wszyscy ubieraliby jednakowo i mieli takie same fryzury.

W zakończeniu kilku esejów pojawiła się ciekawa i budująca myśl: tam, gdzie obowiązują dobre prawa nie ma potrzeby wprowadzania dodatkowych zabiegów zrównujących ludzi ze sobą.

Tyle najpopularniejszy cytat. A co z dwoma pozostałymi? Kilka osób odważyło się podejść do dość niejasnej myśl Maxa Horkheimera i Theodora W. Adorna z Dialektyki Oświecenia: „Kultura to paradoksalny towar. Podporządkowana jest do tego stopnia prawu wymiany, że sama już wymianie nie podlega; tak bez reszty sprowadza się do użyteczności, że nie można jej używać. Jakoż zlewa się z reklamą”. Najtrudniejsze okazało się uchwycenie samego fenomenu kultury. Często kulturę utożsamiano ze sztuką. Niektórzy polemizowali z autorami przytoczonej myśli i bronili wartości „czystej” i wysokiej kultury.

Tylko nieliczni zmierzyli się z myślą Henryka Elzenberga pochodzącą z Kłopotu z istnieniem: „W istocie racjonalizmu tkwi tendencja do odwodzenia umysłu od rzeczywistości ku konstruktom czysto formalnym. By temu przeciwdziałać musi się umysł karmić, że tak powiem, «od spodu» intensywną pożywką irracjonalną”. Opozycję racjonalizm – irracjonalizm traktowano jako przeciwieństwo rozumu i serca, którego sens najpełniej oddaje przekonanie, że sam rozum nie wystarczy. Jak to wyraził autor jednego eseju: „racjonalizm nie jest wystarczający do zrozumienia rzeczywistości, bo rzeczywistość jest nieracjonalna”.

Trzeba powiedzieć, że uczestnicy drugiego etapu XXIX Olimpiady Filozoficznej poradzili sobie bardzo dobrze z interpretacją trzech, niełatwych cytatów. Nawet ci, którzy mieli kłopot z doborem właściwego klucza interpretacyjnego, znaleźli sposób, by poprowadzić sensownie wywód, dając tym samym świadectwo swoich dużych możliwości.

Iwona Alechnowicz-Skrzypek