Pluralistyczne ujęcie tematu

Jako pierwsza wystąpiła Alechnowicz-Skrzypek. Mówiła ona o „punktach orientacyjnych”, które określały tożsamość ludzi żyjących w tradycyjnych społeczeństwach. Były to wierzenia czy symbole wpływające na ich poczynania. Barwny korowód nazwisk jakie przywołała Alechnowicz-Skrzypek (między innymi Mircea Eliade, Joseph Campbell, Zygmunt Bauman, Leszek Kołakowski czy Rollo May) i myśli im przypisane prelegentka sprowadziła do konstatacji, że człowiek współczesny nie mając absolutnych punktów orientacyjnych, musi je ustalać na własną rękę. Świadomość tego staje się dla niego nieznośna, dlatego szuka czegoś, co będzie mogło sztucznie imitować przednowoczesny ład i porządek. Całość skwitowała słowami: „Nasze własne powołanie jest współczesnym pępkiem świata”, co dobrze podsumowało jej wystąpienie.

Podobny wydźwięk intelektualny miał referat Magdaleny Żołud, która jako ilustrację własnej postawy przywoływała myśl Anthony’ego Giddensa opowiadającego się za tożsamością narracyjną (w opozycji do tożsamości metanarracyjnej, tę pierwszą nadać musimy sobie sami). Druga część prelekcji obejmowały cztery Giddensowskie dystynkcje głoszące, że: 1) trudno zachować poczucie jedności; 2) musimy przebyć pewną życiową drogę w celu przybrania tożsamości; 3) brak nam ostatecznych autorytetów a zarazem posiadamy wielość opinii; 4) jesteśmy bombardowani wzorcami życiowymi, których tak naprawdę nie chcemy. Odwołując się do figury „globalnego nastolatka” (osoby wychowanej w całości w dobie komputerów) na zakończenie postawiła dwie tezy mówiące, że: 1) nawet ludzie pokroju owego nastolatka – mimo braku moralnych punktów oparcia – będą przeżywać dylematy moralne; 2) przekaz medialny uczyni trywialnymi dla młodych ludzi owe punkty oparcia.

Trzecie wystąpienie autorstwa Zbyszka Dymarskiego zestawiało ze sobą (co miało odzwierciedlenie w jego tytule) dwóch filozofów: Johna Locke’a i Charlesa Taylora (nie można też nie wspomnieć o św. Augustynie, Pico della Mirandoli i Kartezjuszu, którzy stanowili punkty rekonstrukcyjne wiodące do koncepcji podmiotowości „ojca brytyjskiego empiryzmu”). Według Locke’a – jak wykazały analizy Dymarskiego – człowiek może „budować się” poza światem, natomiast Taylor zajmuje stanowisko odmienne – trzeba przyznać, że już na pierwszy rzut oka dojrzalsze i z założenia komplementarne – mianowicie stajemy wobec świata, wobec przestrzeni historyczno-kulturowej. Stanowisko Taylora poparte zostało kategorią (czy egzystencjałem, jak powiedziałby Heidegger) bycia-w-świecie. Bycie-w-świecie dopełnia Locke’owską „świadomość otwartą” o obszar aksjologiczny czy duchowo-cielesny.

Następnie swój wykład wygłosił wspomniany już gość honorowy, profesor Leszek Koczanowicz. Jego tematem była hamartia rozumiana jako niewygoda (a zatem poczucie nie-bycia na właściwym miejscu) a mottem słowa Arthura Rimbauda: „Ja to ktoś inny”. Koczanowicz przedstawił cechy społeczeństwa przednowoczesnego i nowoczesnego popierając ją bogatą literaturą przedmiotu (wymieńmy tylko powoływanie się na prace Sigmunda Freuda, Maxa Horkheimera i Theodore Adorna, Richarda Rorty’ego czy Ericha Fromma. Profesor postawił trzy tezy: 1) hamartia to skutek procesu dokonującego się w ponowoczesności, a więc stanowi ona niejako chorobę naszych czasów; 2) przed nowoczesnością codzienność (rozumiana jako powielanie każdego dnia tych samych czynności) nie istniała; 3) występuje „silna tożsamość”, ale jest ona skonstruowana względem naszej zależności od innych.

Jak można pogodzić tezę o stałości stanowiącej niezbędną cechę tożsamości z faktem rozwoju człowieka w ciągu życia? – zapytywała w swoim wystąpieniu wspomniana już dwukrotnie Straś-Romanowska. Pomimo że nie otrzymaliśmy wiążącej odpowiedzi na powyższe pytanie był to prawdopodobnie jedyny „minus” owego wystąpienia. Miało ono zwartą i dobrze skonstruowaną strukturę. Jako cechy tożsamości profesor wyszczególniła: odrębność, stałość (ciągłość) i integralność. Następnie rozróżniła – co szczególnie cenne – tożsamość przedmiotową i tożsamość podmiotow przypisując każdej z nich właściwe jej cechy. Na koniec wysnuła zabarwioną pesymistycznie tezę mówiącą o tendencji do porzucania własnej tożsamości. Wystąpienie, pomimo, moim zdaniem, wzorcowej wykładni, wzbudziło poruszenie. Chyba najbardziej uderzające było zwrócenie przez prelegentkę uwagi na tendencję współczesnych pracodawców cenienia pracowników bez silnego systemu wartości. Cięta, acz niezwykle grzeczna riposta Straś-Romanowskiej odnośnie istnienia wyłącznie wartości obiektywnych, które winna dostarczać nam kultura, wyciszyło dyskusję.

O nacjonalizmie w naszym kraju mówiła z kolei Katarzyna Kubińska. Definiowała ona patriotyzm jako zjawisko pozytywne, natomiast mianem negatywnego określiła nacjonalizm, co nie było na pierwszy rzut oka kontrowersyjne, ale doczekało się krytyki ze strony audytorium kiedy to próbowano umieścić na skali aksjologicznej szowinizm, który jawił się jako zjawisko jeszcze gorsze niż przywołany nacjonalizm. Teza Kubińskiej mówiła, że rosnące poparcie grup nacjonalistycznych jest zrozumiałe w kontekście kryzysów. Jak zatem abstrahując od owych kryzysów tworzyć – zapytywała – tożsamość nacjonalistyczną czy patriotyczną. Wobec „konsekwencji” badań socjologicznych, które przeprowadziła: im młodsi respondenci, tym silniejsze poparcie dla ugrupowań prawicowych, skonstatowano w trakcie dyskusji, że za prawicowe poglądy odpowiedzialny jest ówczesny system edukacyjny.

Przez pryzmat psychologii poznawczej ujął temat konferencji Paweł Dębski. Jak wyjaśniał, zachowanie jest związane ze sposobami przetwarzania informacji. Tożsamość natomiast pojmowana winna być jako: 1) struktura poznawcza, czyli to jak siebie postrzegamy, co z kolei odgrywa ogromną rolę w ludzkim zachowaniu; 2) tożsamość procesualna, czyli zmiana pojmowania siebie w obliczu przełomu. Podane rodzaje tożsamości, według podziału Jamesa Marci, posłużyły prelegentowi do ujęcia i wyjaśnienia kryzysu wieku średniego. Oddźwięk i niezrozumienie wywołała wśród audytorium uwaga Dębskiego mówiąca, że bezpieczeństwo jest dla człowieka naczelną potrzebą. Stosunkowo burzliwą dyskusję na ten temat przeniesiono do kuluarów, jednakże wydaje się, że za klucz do rozstrzygnięcia posłużyć winno rozumienie słowa „naczelna”.

Przedmiotem kolejnego wystąpienia było „zarządzanie tożsamościami” – jak zaznaczył sam następny prelegent, Marcin Pietrzak. Powołując się na myśl Kennetha Burke’a poprzez tożsamość indywidualną rozumiał on zespół tożsamości zbiorowych na bazie języka i kultury jako takiej. Przywoływał on dwie metody budowy tożsamości, to znaczy wpływu na człowieka, które korzystają z zasobu słów o charakterze emotywnym. Były to metody: 1) moralisty, która zmieniała sens opisowy słowa nie zmieniając znaczenia emotywnego; 2) metoda immoralisty (cynika), która zmieniała znaczenie opisowe, by zmienić je emotywnie. Pietrzak pokazywał na przykładach, jak słowa uważane za złe stają się czymś dobrym (na przykład słowo „cudzołóstwo”) przez co dowodził, że „dochodzi do unaocznienia nowego ideału naoczności”.

Celem referatu Arkadiusza Jasińskiego było zbadanie korelacji pomiędzy systemem wartości a poczuciem tożsamości w tak zwanej grupie młodych dorosłych. Badania przeprowadzone zostały na 84 osobach i w oparciu o klasyczny, czterostopniowy podział wartości Maxa Schelera (wartości hedonistyczne, witalne, duchowe i religijne). Wynik badania będący główną wartością referatu wykazywał, że tożsamość w większym stopniu zależy od wartości witalnych a zwłaszcza hedonistycznych aniżeli od wartości duchowych i religijnych. Ciekawa okazała się uwaga dyrektora Instytutu Filozofii Uniwersytetu Opolskiego Adama Groblera, który wyraził wątpliwość co do hierarchii wartości Schelera. Jak zauważył, na przykład wartości uważane za witalne (dajmy na to seksualność) mogą być wartościami duchowymi czy nawet religijnymi.

O tożsamości kobiet, w tym feministek drugiego dnia konferencji mówiła natomiast Agnieszka Hensoldt. Przedstawiła ona tak zwane, klasyczne już, trzy fale feminizmu: 1) związaną z nazwiskiem Virginii Woolf i ruchem o prawa kobiet (między innymi prawo do głosowania; hasło: „podział płci jest faktem biologicznym”); 2) zapoczątkowaną w 1960 roku i kojarzoną z Simone de Beauvoir i jej słynną książką Druga płeć (1950), gdzie podział płci jest uważany za fakt historyczny w myśl słynnego stwierdzenia de Beauvoir: „Nie stajemy się kobietami, rodzimy się nimi”; 3) mającą miejsce z początkiem lat ’80 i kojarzoną z książką Uwikłani w płeć (1988) Judith Butler. Hensoldt zakończyła wystąpienie optymistycznym wnioskiem, że obecnie istnieje tendencja do rozwijania praw kobiet.

Tożsamością kobiety, tym razem w prozie Julli Fiedorczuk (Poranek Marii i inne opowiadania), Justyny Bargielskiej (Małe lisy) i Joanny Mueller (Powlekać rosnące), zajęła się w swoim wystąpieniu Aleksandra Byrska. W sposób barwny charakteryzowała ona typy opisu tożsamości i punkty wspólne postaci będących bohaterkami książek. Stworzona z nich mozaika, którą otrzymaliśmy pozwala je ujrzeć jako „będące zawsze w ruchu i wciąż konstruowane na nowo”. Szczególnie interesująca mogła być dla słuchaczy koncepcja saturowania oznaczająca projekt tożsamościowy poprzez odcięcie się i scalenie od nowa. Pojęcie to pochodzi z książki Romy Sendyki Od kultury ja do kultury siebie, choć w prelekcji zostało użyte na określenie przejść bohaterki prozy Mueller.

Za przykład tytułowego coming outu oznaczającego ujawnienie przed rodziną i światem orientacji homoseksualnej posłużyła Katarzynie Kurowskiej Allison Bechdel, autorka dwóch powieści graficznych: Fun Home. Tragikomiksu rodzinnego i Jesteś moja matką? Komiksodramatu. W wystąpieniu Kurowska analizowała kwestię, pod wpływem jakich tekstów literackich, biografii, psychoanalizy i teorii feministycznych i queerowych rozwijała się tożsamość seksualna Bechdel. W trakcie dyskusji mogliśmy dowiedzieć się także jakie znaczenie miało to, że opowieść została ukazana w formie komiksu.

Tematyką carnal artu, czyli odłamu body artu, skupionemu na „sztuce cielesnej” zajęła się Martyna Kasprzak. Za przykład posłużyła jej artystka znana pod pseudonimem Orlan, najbardziej bodaj charakterystyczna przedstawicielka tego nurtu. Przeszła ona kilkanaście operacji modyfikujących doszczętnie jej ciało. W referacie Kasprzak poruszyła „problem autowykorzenienia” jakiemu poddała się Orlan oraz kwestię zaburzeń tożsamości artystki. Aktu grozy wystąpienia dopełnił ukazany z inicjatywy Grzegorza Francuza krótki film z operacjami plastycznymi Orlan. Tematyka wystąpienia wzbudziła skrajne emocje i wątpliwości odnośnie równowagi psychicznej artystki poddającej się modyfikacjom własnego ciała.

„Narracyjną koncepcję świadomości” w oparciu o tak zwaną teorię mikrogenetyczną w myśli Jasona Browna ukazał Piotr Leśniak. Zaletą tej teorii – jak dowodził – jest łączenie przez nią danych neurofizjologii mózgu z „materiałem” fenomenologicznym oraz wyjście poza dylemat „materia czy duch” i zdiagnozowanie go jako procesualnego charakteru psychiki człowieka. Leśniak próbował odpowiedzieć między innymi na dwie następujące kwestie: 1) jakie są neurofizjologiczne podstawy naszego poczucia tożsamości; 2) jakie znaczenie dla naszej tożsamości ma świadomość marzeń sennych. Szczególnie wiążąca była odpowiedź na drugie pytanie głosząca, że sen jest drogą do tworzenia się naszej świadomości.

O tożsamość religijną Carla Gustava Junga, wybitnego psychoanalityka, członka Kościoła reformowanego (zwingliańskiego), intensywnie zajmującego się religią chrześcijańską, który jednak stronił od praktyk religijnych, pytał z kolei Henryk Machoń. Inne poruszone kwestie dotyczyły tego czy: 1) natura tożsamości religijnej jest rodzajem wrażliwości czy formalnym potwierdzeniem prawd wiary; 2) jest świadoma czy też nie. Machoń pytał też, jak tożsamość religijna odnosi się do czasu, to znaczy czy jest ona procesualna czy trwała. Szczególnie ciekawym wnioskiem wystąpienia był ten, który mówił, że religijność jest rodzajem „nastrojenia”, mianowicie ktoś jest religijny, tak jak ktoś jest muzykalny, i w takim świetle lokalizował Junga prelegent.

Kwestią „ja” w odniesieniu do buddyzmu zajął się Grzegorz Francuz. Przywoływał on eksperymenty myślowe Dereka Parfita z jego chyba najbardziej znanej książki Racje i osoby. Francuz w ślad za Parfitem twierdził – co zapewne nie wpłynęło pozytywnie na egocentrycznie nastawionych słuchaczy prelekcji – że nie ma elementu wspólnego co do tożsamości i że jedność to konstrukcja. Unicestwieniu uległa zatem, w myśl tej koncepcji, ciągłość psychiczna a uwypuklone zostały eliminatywizm i redukcjonizm w odniesieniu do faktów fizycznych i psychicznych. Takie stanowisko pozostaje zatem w zbieżności z buddyzmem, o którym już wspomniano czy – na gruncie myśli zachodniej – z wiązkową teorią jaźni Davida Hume’a. Na koniec zastanawiano się nad niezbędnością ciała jako nośnika jaźni.

Przedmiotem wystąpienia Karola Michalskiego była filozofia Martina Heideggera, a dokładnie „przełamanie” przez tego ostatniego w swojej fenomenologii hermeneutycznej myśli Edmunda Husserla i jego świadomości transcendentalnej. Mówiąc inaczej, Heidegger odrzuca Husserlowskie „ja” transcendentalne na rzecz „faktycznego życia”, czyli życia w świecie i życia o charakterze historycznym. Hermetyczna tematyka wystąpienia, co ma związek z wręcz mityczną „mętnością” filozofii Heideggera, przedstawiona była w referacie przez nieco przystępniejszy język, choć gwoli sprawiedliwości należy powiedzieć, że i w nim widać było „okruchy” owej mętności. Tak czy inaczej, słuchacze mieli możliwość zaznajomienia się z historycznym rysem myśli kontynentalnej i przełomem jakiego dokonał myśliciel z Meßkirch.

Jako kolejny wystąpił Zbigniew Paweł Zwoliński. Tematem owego wystąpienia była filozofia Sartre’a ograniczona z jednej strony do zagadnienia ego i jego tożsamości – co naturalne ze względu na tematykę konferencji, z drugiej do wczesnej myśli francuskiego filozofa (lata ’30 XX wieku). Szkic ewolucji poglądów Sartre’a wyrosłych z fenomenologii Husserla i związanych z ideą intencjonalności uwieńczony został dwoma przeciwstawnymi hipotezami (do których jednak prelegent – jak zaznaczył – „nie jest przywiązany”) zrywającymi z Sartrem i wychodzącymi poza jego filozofię: 1) nie istnieje nie tylko ja, ale także świadomość przedrefleksyjna, a więc taka, która miałaby się rzekomo ukazać na przykład, przy okazji zaabsorbowania jakąś rzeczą przez nasz wzrok (umysł?); 2) postępowanie Sartre’owskie może wieść do solipsyzmu (wbrew deklaracji jego odcięcia się od tej postawy).

Do klasycznej pozycji polskiej literatury odniósł się Jarosław Pilc. Wygłosił on prelekcję na temat Doliny Issy Czesława Miłosza, którą przedstawił przez pryzmat rekonstrukcji koncepcji narracyjnej tożsamości rozwoju osobowości Dana McAdamsa. U podstaw owej koncepcji znajdują się takie elementy składowe jak: ton narracyjny, wyobrażenia i „tematycznie zorganizowane całości”. Te trzy składowe tworzyć mają rzekomo temat późniejszej narracji. Pilc dowodził, że omawiana przez niego powieść posłużyła nobliście w tworzeniu horyzontu tożsamościowego w jego twórczości literackiej oraz postawie filozoficznej. Podczas wystąpienia dało się odczuć wyjątkową wrażliwość prelegenta na warstwę językową rzeczywistości.

Rafał Jakiel mówił z kolei o zawiłościach jakie stanowi problem tłumaczenia. Odniósł je do kwestii odczytywania kultur i przebudowy tożsamości. Poprzez tłumaczenie rozumiał on wyjaśnianie zawiłości lub przekład z jednego języka na drugi. Wyróżnił on także trzy obszary, w których przejawia się potrzeba tłumaczenia: a) językoznawstwo; 2) przyrodoznawstwo; 3) filozofia. Atrakcyjne merytorycznie i dość wyczerpujące temat (o ile można tak powiedzieć o 15 minutowym wystąpieniu) zawierające odniesienia do takich tuzów myśli hermeneutycznej jak Friedrich Schleiermacher, Hans-Georg Gadamer czy Paul Ricouer uwieńczone zostało rozważaniami na temat wpływu tożsamości tłumacza na efekt tłumaczenia.

Kwestią gustu jako kategorii tożsamości zajęła się Agnieszka Urbańczyk. Powołując się na dzieło Pierre’a Bourdieu Dystynkcja dokonała rozróżnienia ludzi na klasę wyższą i niższą, w zależności od odbioru przez nich sztuki wysokiej bądź niskiej. Prelegentka przedstawiła dwie strategie zajmowane przez osoby, które czerpią przyjemność w obcowaniu z dziełem o niskiej wartości estetycznej i intelektualnej. Są to strategię guilty pleasures i campu. Pierwsza polega na płaceniu niejako swojej klasie przez odbiorcę dzieła haraczu, czyli przyznaniu prze niego, że dzieło wprawdzie mu się podoba, ale gotów jest wymienić (udowodnić) wady obrazu czy utworu muzycznego. Druga strategia  – camp – uprawomocnia utwór przynależący do kultury niskiej, który ma dostarczać odtąd wyrafinowanych odczuć o charakterze estetycznym.

Celem wystąpienia Tomasza Króla była analiza sposobów przedstawienia tożsamości osobowej w kinie z gatunku cyberpunk. W przedstawionym przez niego świecie modyfikacjom ulega w pierwszej kolejności ciało, jednak kluczowe jest przekształcenie poprzez nie tożsamości, która ma charakter procesualny. Jak słusznie zauważył Król, tożsamość osobowa z jednej strony jest trwalsza i stabilniejsza aniżeli tożsamość cielesna, z drugiej natomiast strony, zmienia się wraz z ciałem albo niezależnie od niego przez, na przykład, wszczepianie wspomnienia. Kategorie psychofizyczne są niewystarczające do utrzymania tożsamości, dlatego należałoby w tym kontekście mówić – utrzymywał prelegent – o post lub też nietożsamości. Temat był frapujący czego świadectwem było, między innymi, pytanie o kwestię podświadomości u sztucznej inteligencji.

Jako ostatni swój referat przestawił Tadeusz Kokurewicz. Mówił on o tożsamości etycznej w tak zwanych grach komputerowych cRPG. Poszukiwał również elementów kultury wysokiej w owym typie gier. O ich etyczności decyduje to, że – jak dowodził – każda z nich jest „moralnym aktem”, zaś jej celem jest poczucie kontroli nad światem, nie gratyfikacje punktowe, jak ma to miejsce w grach „mniej ambitnych”. Co ciekawe, styl gier cRPG prelegent uznał za bardzo konserwatywny, co pozostaje niejako w sprzeczności z „liberalnym” światem – jak może się wydawać – graczy owych gier. Podsumowując, była to barwna podróż, która uwieńczyła drugi i ostatni zarazem dzień konferencji.

Wyszczególnione w zapowiedzi konferencji proponowane obszary badawcze, mianowicie: podmiotowość i tożsamość, podmiot w filozofii umysłu i filozofii języka, narracyjna koncepcja tożsamości (kulturowa i płciowa) oraz tożsamość historyczna (narodowa) miały swoje reprezentacje odzwierciedlone w tematyce wystąpień, choć akcenty rozłożyły się w sposób dość zróżnicowany. To dobry kierunek w porównaniu z ubiegłoroczną konferencją, która została zdominowana przez – jak pisałem w poprzednim sprawozdaniu – Baumanowski paradygmat. Należy jednak przyznać, że temat tegorocznej sesji naukowej wydaje się sformułowany zmyślniej, co zaowocowało wzmożonym pluralizmem tematycznym.

Z zadowoleniem można powiedzieć, że III opolska konferencja naukowa „Tożsamość w (prze)budowie” zapoczątkowuje (miejmy nadzieję, że tendencja ta będzie się utrzymywała, a może się i uwydatni) udział w obradach wiodących postaci życia intelektualnego naszego kraju, jakim jest grono profesorskie, a nie – jak dotąd – ograniczanie się, co najwyżej, do opolskiego środowiska naukowego (i to w okrojonym zakresie).

Niezmiernie ciekawe wystąpienia prelegentów i przede wszystkim celne uwagi słuchających oraz niemniej rzeczowe riposty wygłaszających referaty czyniły, że owe dwa majowe dni obrad były może nie magiczne, nie „mnóżmy [słów] ponad potrzebę”, ale wyznaczały wciąż dobry kurs opolskich poczynań akademickich.

Zbigniew Paweł Zwoliński