Pod znakiem filozofii Zygmunta Baumana

Otwarcie konferencji uświetniła swoim wystąpieniem wspomniana już Iwona Alechnowicz-Skrzypek, która mówiła o życiowych przewodnikach będących pomocnymi (niezbędnymi?) przede wszystkim we współczesnym świecie. Prelegentka poszukiwała specyfiki działalności filozoficznych doradców. Dowodziła ona, że – w istocie – nikt nikomu nie wskaże jak ma postępować. Tym różnią się filozofowie-przewodnicy od terapeutów. Nie dają recept i pouczeń a tylko rzucają snop światła na problemy jakie człowiek spotyka na swej drodze.

Dominika Hamerla za temat przewodni swojego wystąpienia obrała tak zwanych „nomadów cyfrowych” (określenie autorstwa socjolog Fatimy Mernissi współczesnych ludzi „żyjących na walizkach” ze względów zawodowych czy żyjących w związkach na odległość). Starała się określić, jaki wpływ na kondycję ludzką ma mobilność, a także odpowiedzieć na pytanie, czy określenie życia współczesnego człowieka jako wędrówki jest nadal metaforą czy jedynie opisem pewnego zjawiska. Prelegentka wybrała obie te możliwości uznając ponadto, że figura pielgrzyma nie ma dziś zastosowania.

Niezwykle interesujące było wystąpienie Eryka Maciejowskiego, które dotyczyło transhumanizmu, stosunkowo nowego prądu myślowego (lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte XX wieku) o proweniencji materialistycznej i scjentystycznej, obierającego sobie za zadanie rozwój człowieka i wydłużenie jego życia. Meritum prezentacji Maciejowskiego polegało na dostrzeżeniu punktów zbieżnych antropologii transhumanizmu z ideami oświeceniowego postępu oraz XIX-wiecznego pozytywizmu. Owa zbieżność ma polegać zarówno na wspomnianej już materialistycznej wizji trzech powyższych prądów myślowych, jak i wierze w postęp dokonujący się za sprawą nauki i technologii.

Nieco „odklejony” tematycznie od innych był referat Zbigniewa Pawła Zwolińskiego, choć można by doszukiwać się punktów wspólnych z tematem konferencji przez pryzmat wolności, która wpisywała się w zamysł wystąpienia. Zwoliński starał się określić status egzystencjalizmu francuskiego filozofa Maurice’a Merleau-Ponty’ego w oparciu o hasło egzystencjalistów głoszące, że „egzystencja (wolność) poprzedza esencję (naturę ludzką)”. Wynik badań sprowadzał się do konstatacji mówiącej, że Merleau-Ponty jest egzystencjalistą w tym sensie, iż esencje w ogóle nie istnieją, zatem egzystencje są „pierwsze”, bo są… jedyne.

Bohaterem wystąpienia Kamila Olendera były memy (publikowane w polskich serwisach internetowych) zdefiniowane jako „najmniejsza jednostka transmisji kulturowej”. Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego analizował je w ramach figur włóczęgi i podróżnika. Szczególny nacisk został postawiony na emocje towarzyszące poruszonej tematyce. Główną wartością badań prelegenta, jak sam zaznaczył, jest możliwość poszerzenia wiedzy dotyczącej wizerunku i stereotypu osób korzystających z dobrodziejstw sieci.

O cechach rzeczywistości online takich jak anonimowość (choć tutaj należy mieć wzgląd na większą otwartość użytkowników internetu w relacjach interpersonalnych niż w relacjach offline), bezcielesność czy płynność dywagowała Elżbieta Sanecka. Zwróciła ona również uwagę na kształtowanie przez użytkowników sieci swojej tożsamości na drodze „różnych strategii autoprezentacyjnych”. To ostatnie zachowanie pozwala, według niej, określić ich mianem „cyfrowych wędrowców” czy nawet „sieciowych włóczęgów”.

W świat ówczesnego konsumpcjonizmu przeniosła nas dobrze znana w opolskim środowisku akademickim znawczyni i pasjonatka lalek Agnieszka Kot. Ilustracją albo – jak sama to określiła – „wodzirejem” owej wyprawy stała się lalka Barbie. Gorzkie przesłanie odnośnie stanu współczesnego skomercjalizowanego świata, gdzie wartości stały się towarami, a tożsamość ulega zatarciu tracąc swą zawartość, uratowało końcowe stwierdzenie prelegentki – miejmy nadzieję, że nie nazbyt idealistyczne – mówiące, że pozostają jednak jednostki nieodarte z marzeń, które stanowią „sól tej ziemi”.

Silnie inspirowane myślą Baumana było wystąpienie Moniki Wasilonek, która przywołała kilka typów osobowościowych ponowoczesnego człowieka autorstwa polskiego socjologa: włóczęgi, turysty, gracza i spacerowicza. Wniosek, do jakiego doszła Wasilonek był zbieżny z myślą Baumana, mianowicie nie możemy stać się pielgrzymami, jak miało to miejsce w nowoczesności. Nasza sytuacja nie pozwala nam stać się jednym z idealnych typów wyróżnionych przez Baumana. Jesteśmy ich mieszaniną.

Przedmiotem prezentacji Jakuba Beliny-Brzozowskiego był buddyzm w swej odmianie zen, który został przystosowany do oczekiwań szeroko rozumianego człowieka „Zachodu” (Europa i Ameryka Północna) pod wpływem zmienności, fragmentaryczności i epizodyczności celów. Jak słusznie zauważył Belina-Brzozowski, buddyzm zmienił swój charakter. Pierwotnie był formą „pielgrzymki”, to znaczy podporządkowywał życie swoich wyznawców oświeceniu, współcześnie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom ponowoczesnego człowieka. Tym samym autor referatu skłonił się ku temu, by uznać baumanowską figurę włóczęgi za obowiązującą.

Głosem ładu i „starego porządku” było wystąpienie Adama Grzegorzycy, które dotyczyło myśli Jana Pawła II. Propagowało ono prawdę obiektywną i kładło nacisk na metafizykę jako dostarczycielkę obiektywnej etyki. Znana mi osobiście z krystalicznych, jednoznacznych poglądów i gawędziarskiego zacięcia osoba Grzegorzycy „nie zawiodła” i tym razem. Niemalże w ciągu całej swojej obecności (a więc pierwszego dnia konferencji) był on obok Magdaleny Żołud i Tadeusza Kokurewicza wiodącą postacią w dyskusji.

Sebastian Malkusz pragnął w swoim wystąpieniu przyjrzeć się biblijnym „włóczęgom” (Kainowi czy „synowi marnotrawnemu)”, którzy stanowią temat o wiele mniej wyeksponowany aniżeli biblijni „pielgrzymi”. Jest to zrozumiałe – argumentował Malkusz – ponieważ semickie postrzeganie włóczęgi miało wydźwięk zarówno negatywny jak i pogardliwy. Tekst biblijny stanowiący podstawę analiz prelegenta był przez niego poddany egzegezie przy pomocy metody diachronicznej i synchronicznej.

W przerwie pomiędzy wystąpieniami przeznaczonej na pytania do prelegentów, rozbrzmiał jednogłos w sprawie punktów zbieżnych pomiędzy buddyzmem i chrześcijaństwem. Autorami owego jednogłosu byli wymienieni już Belina-Brzozowski i Grzegorzyca. Ten ostatni przyznał, że etyka obiektywna może być groźna na wielu polach. Jako przykład takiego zagrożenia podał ideologię nazizmu.

Od stosunkowo nowatorskiej strony temat konferencji ujął Łukasz Gomułka. Mówił on o tak zwanym chaosie probabilistycznym (zatem – mówiąc oględnie – o chaosie, gdzie istnieją pewne statystyczne zależności), stanowiącym jeden z ważniejszych problemów w ontologii Stanisława Lema. Prelegent dowodził, że „podział na ścieżkę pielgrzyma i włóczęgi jest zasadny jedynie z ludzkiego punktu widzenia”. Są to dwa rodzaje tej samej ścieżki, przy czym żadna z nich nie jest adekwatnym sposobem opisu współczesności.

Przedmiotem referatu Bogumiły Kurzei była osoba i poezja Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. Opis twórczości lubelskiego twórcy, określonego „ostatnim włóczęgą literatury polskiej” skupił się na jego późnym tomiku poezji Rzeczywiste i nierzeczywiste staje się jednym ciałem. Obraz włóczęgostwa jaki nakreśliła Kurzeja wpisywał się w baumanowską figurę ponowoczesnego włóczęgi.

Marta Ryczkowska zajęła się z kolei „nomadyzmem jako strategią twórczą w sztuce współczesnej”. Figury pielgrzyma czy włóczęgi – jak zauważyła absolwentka KUL-u – są (często) synonimem artysty. Przedmiotem wystąpienia była działalność takich artystów-podróżników jak Joseph Beuys, Richard Long, Bas Jan Ader i Robert Kuśmirowski. Ich twórczość nieodłącznie spowinowacona z ich sposobem życia pozwoliła twórczo spojrzeć na motyw wędrówki jako sposób przyswajania świata w aspekcie geograficznym, kulturowym czy duchowym.

Podczas kolejnej przerwy kawowej, na czas której zostały przeniesione pytania do prelegentów, rozgorzała dyskusja na temat wątków romantycznych oraz podobieństw w twórczości Dyckiego i Edwarda Stachury. Zainicjował ją wspominany już Grzegorzyca. Dwa odmienne stanowiska zostały wyartykułowane w odniesieniu do wystąpienia Gomułki, który nie podzielał stanowiska Alechnowicz-Skrzypek odnośnie filozoficznego charakteru pisarstwa Lema.

Drugi dzień obrad konferencyjnych zapoczątkowała rzetelna prezentacja Arkadiusza Jasińskiego. Wysunął on tezę o występowaniu związku (a właściwie jego braku) pomiędzy poczuciem tożsamości a nieprawidłowym funkcjonowaniem psychicznym. Teza została poparta dobrze udokumentowanym materiałem empirycznym z zakresu psychologii, neuropsychologii i psychiatrii. Ważnym wątkiem tego wystąpienia było kształtowanie się osobowości pod wpływem leków psychotropowych.

Weronika Urban mówiła o złudnym pragnieniu bezpieczeństwa w dzisiejszej dobie. Jej wystąpienie było w pewnym zakresie polemiką z myślą Baumana. Według Urban, człowiek istotnie jest pozbawiany tożsamości we współczesnym świecie, jednak – jak uzupełniła – chodzi tutaj o tożsamość prawdziwą. Wszelkie próby zakotwiczenia w czymś trwałym, mimo szczerych intencji, kończą się dziś fiaskiem, zaś namiastka stabilności jaką oferuje ponowoczesność tylko uwypukla egzystencjalne nienasycenie.

Tematem rozważań wspomnianego już Tadeusza Kokurewicza była powieść Alberto Moravi Nuda. Prelegent porównywał nudę jednego z bohaterów powieści będącego – co ważne w tym momencie – arystokratą a nudą współczesnego konsumpcjonisty klasy średniej. Nuda metafizyczna charakteryzuje się tym, że bez nas świat nudnym być nie może – zakończył słowami Moravi swoje wystąpienie Kokurewicz.

W czasie przeznaczonym na zadawanie pytań uaktywnił się jeden z wcześniejszych prelegentów, niżej podpisany, Zwoliński, który dociekał jaka jest różnica pomiędzy nudą metafizyczną a nudą psychologiczną i jaka jest genealogia nudy? Padło również pytanie o różnicę pomiędzy tożsamością a osobowością. Zebrani doszli do wniosku, że ta druga jest zbiorem stosunkowo stałych cech ujętych na sposób empiryczny, podczas gdy pierwsza stanowi niejako „trwały rdzeń na sposób metafizyczny”.

W kolejną podróż literacką zabrała nas Barbara Klimek, która oparła swój referat aż na pięciu utworach. Ich bohaterowie byli konfrontowani z realiami zagranicznych wojaży, co zaowocowało doświadczeniami stanowiącymi przełomy w ich życiu. Jak stwierdziła autorka wystąpienia jej celem było dowiedzenie, że „autorzy współczesnych książek mają doskonałe instrumentarium, aby pobudzać w swoich czytelnikach chęć do działania”.

Łukasz Głos za temat przewodni swojego wystąpienia obrał przydatność kategorii homo peregrinus w opisie wędrówki bohaterów we wczesnej twórczość Marka Hłaski. Usiłował odpowiedzieć na pytanie, czy możliwe jest połączenie figury włóczęgi i pielgrzyma. Doszedł do następującego wniosku: wprawdzie bohaterowie Hłaski propagowali włóczęgę, ale była ona w istocie rzeczy próbą restytucji sensu i człowieczeństwa (co równało się figurze pielgrzyma) w trudnych czasach „pokolenia październikowego przełomu” (określenie Jana Błońskiego).

Tematem kolejnego wystąpienia był z kolei topos wędrowca w Iliadzie i w Odysei, w jedynych dostępnych współczesnemu czytelnikowi utworach archaicznej literatury greckiej. Przywołane one zostały przez Tomasza Rehlisa. Przedstawicielami owych toposów byli oczywiście odpowiednio Eneasz i Odys. O ile wędrówka Eneasza miała charakter linearny (przybywa on w końcu do ówczesnej Italii), to włóczęga Odysa (jak ją nazwał autor wystąpienia) miała wydźwięk cyrkularny (wyrusza i wraca ostatecznie do miejsca, z którego wyruszył. Poboczną kwestią wystąpienia było odniesienie przywołanej literatury do aktualnych problemów (głównie fali migracji jaka ma miejsce w ostatnim czasie).

Wielkich narracji (metanarracji) ponowoczesności broniła w swoim wystąpieniu Magdalena Żołud krytykując tym samym nie tylko Baumana, ale też innego klasyka przedmiotu, Jeana Francoisa Lyotarda. Choć Żołud przyznała, że wielkie narracje utraciły na znaczeniu, to doszukiwała się ich ostatnich bastionów w wielkich religiach świata i, w mniejszej mierze, w sztuce masowej. W swoim wystąpieniu pokazywała ponadto, jak można rozumieć tę ostatnią jako metanarrację oraz jakie konsekwencje mogą wynikać z takiego przedstawienia sprawy.

Kwestię baumanowską podjął wprost Robert Szewczyk posiłkując się klasyczną pozycją polskiego socjologa i filozofa Ponowoczesność jako źródło cierpień. Odróżnił on, w ślad za autorem tej pracy, człowieka nowoczesnego od człowieka ponowoczesnego, świat oparty na racjonalności przeżywający kryzys tradycyjnych wartości od świata pogodzonego z tą klęską, następnie przeciwstawił turystę włóczędze.

Odpowiedniej metafory, w której można by było ująć współczesnego człowieka poszukiwała również Weronika Wojtanowska. Jej zdaniem, figurze pielgrzyma należało przeciwstawić inne określenia. Według niej, Bauman celowo dobiera redukcjonistyczne terminy. Zdiagnozowała ona członków dzisiejszego społeczeństwa, co ciekawe i nowatorskie na tle innych wystąpień, jako będących raczej odkrywcami lub… alpinistami, choć jak zastrzegła, żadna z metafor nie może oddawać w sposób pełny istoty ludzkiego życia. To – według prelegentki – figura alpinisty lepiej ujmuje przeplatanie się „celowości i przygodności, trudu i wypoczynku, monotonii i przygody”.

Ostatnie wystąpienie konferencji należało do Aleksandry Matyi. Podjęła ona aktualny dziś temat wolonturystyki, czyli połączenia wolontariatu i turystyki. Wysunęła wątpliwości natury moralnej, mianowicie pytała czy taka forma pomocy nie jest przejawem egoizmu i dbania (wyłącznie) o własne interesy.

Końcowa dyskusja przybrała najbardziej na sile w porównaniu do wszystkich wcześniejszych. Grzegorz Francuz zarzucił Wojtanowskiej, wcześniejszej prelegentce, że brak w ponowoczesności odniesień pozaindywidualnych. Rozgorzał również spór o to, czy bardziej adekwatna jest metafora alpinisty czy pielgrzyma. W końcowym rozliczeniu przystano na tę pierwszą propozycję. Okazało się, że „alpinista” pogodził „zwaśnione” strony, co można potraktować jako niespodziewany konsensus owych dwóch dni obrad.

Konferencja organizowana przez Instytut Filozofii Uniwersytetu Opolskiego miała w teorii być oczywiście konferencją z gruntu filozoficzną. Niewielu jednak sądziło, że wezmą w niej udział wyłącznie filozofowie. I rzeczywiście, posiadała ona w praktyce charakter interdyscyplinarny (wprawdzie większość stanowili filozofowie, ale udział wzięli również przedstawiciele psychologii, socjologii, teologii czy licznie reprezentowanej filologii (nie tylko polskiej).

Pisząc rok temu o pierwszej konferencji doktorantów filozofii UO miałem nadzieję, że następna konferencja odbędzie się w szerszym gronie. Wprawdzie brałem pod uwagę zwyżkową tendencję liczby osób wygłaszających swoje referaty, nie sądziłem jednak, że przybierze ona aż takie rozmiary. To budzi zadowolenie.

Nieco bardziej krytycznie winno się ocenić „Baumanowski paradygmat” dominujący w wystąpieniach. Wiele z nich nawiązywało bądź zapożyczało z myśli naszego „eksportowego socjologa”. Nie jest to jednak (pewnej miary czy całkowita) wina uczestników, którzy podążyli baumanowskim tropem. Widać to duch absolutny Hegla (ale i temat konferencji nawiązujący do myśli Baumana) przyświecał obradom i nie pozwolił na bardziej wielowątkowe rozważania na temat kondycji człowieka obecnej doby.

Trudno wobec powyższego o pesymizm, tym bardziej, że opolskie wydarzenie ewoluuje we właściwą stronę i prężnie się rozwija. Kolejnym zaś etapem, jeżeli nie wydarzy się jakiś kataklizm zwany zaniedbaniem, będzie następna, trzecia już konferencja doktorancka w opolskim świecie akademickim.

Zbigniew Paweł Zwoliński