Myślenie, zamyślenie i rozmyślanie

Margarethe von Trotta przedstawia w swoim filmie okoliczności nieprzychylnego przyjęcia przez opinię publiczną cyklu artykułów Hannah Arendt o procesie Eichmanna opublikowanych w dzienniku „The New Yorker”. Czy rzeczywista Arendt otrzymywała tak wiele krytycznych listów i pogróżek, jak to zostało przedstawione w filmie, trudno powiedzieć. Film nie jest dokumentem, a opowieścią, która choć opiera się na faktach, to nie może zostać w prosty sposób do nich sprowadzona.

Jedną z tez sformułowanych przez Arendt w jej relacji z procesu Eichmanna brzmiała, że gdyby przywódcy żydowscy nie współpracowali z Niemcami w rejestrowaniu Żydów, kierowaniu ich do gett, a potem do obozów koncentracyjnych, to liczba zamordowanych Żydów byłaby mniejsza. Uznano to za wyraz braku miłości do narodu żydowskiego. Filmowa Arendt na każdym kroku podkreśla swój sprzeciw wobec takiego stawiania sprawy. „Nie kocham narodu żydowskiego tylko ciebie”, mówi do swojego kuzyna, który nie był w stanie przyjąć odkrytej przez nią prawdy. Przekonanie, że rzeczywistości nie da się poznać inaczej, jak tylko przez poznanie jednostek leżało też u podstaw zastrzeżeń Arendt co do charakteru procesu Eichmanna. Jej obawy, że w jego trakcie nie będzie sądzony człowiek, ale historia sprawdziły się. Nie udało się postawić Eichmanna przed jego ofiarami, ponieważ większość świadków, która zeznawała w procesie nie miała z nic wspólnego z oskarżonym. Tę pułapkę myślenia o sprawiedliwości, w jaką wpadli oskarżyciele w procesie Eichmanna chciała pokazać Arendt opinii publicznej, a wyszło na to, że broni nazistów.

Przeświadczenie, że zawsze mamy do czynienia z jednostkami i z konkretnymi bytami ukształtowało się w Arendt pod wpływem Karla Jaspersa, jej nauczyciela i promotora pracy doktorskiej poświęconej pojęciu miłości u Augustyna. Przeciwne takiemu przekonaniu jest uznawanie, że jednostki są tylko momentami takich całości jak naród, państwo, historia. Wprawdzie von Trotta nie wspomina w swoim filmie o Jaspersie, ale jej bohaterka na tyle wiernie przekazuje przekonania swojego pierwowzoru, że można się domyśleć, kto za nimi stoi. Jeśli nawet nie przyjdzie nam do głowy Jaspers, to z pewnością Kant, do którego Jaspers się odwoływał.

W filmie nie ma mowy o Jaspersie, za to jest wiele odniesień do Heideggera. Bezpośrednio z nim wiąże się problem myślenia, którego brak dostrzegła Arendt u Eichmanna. Kiedy w filmie przywoływane są obrazy z przeszłości – spotkania Arendt z Heideggerem – to po to, by ukazać, że myśl o myśleniu wzięła ona właśnie od niego. Jednak w przeciwieństwie do Heideggera Arendt widziała w myśleniu siłę sprawczą. Brak myślenia prowadzi do całkowitego odczłowieczenia.

Arendt jest ukazana w filmie jako osoba, która potrafi nawiązywać głębokie  relacje z  innymi ludźmi. Miłość nie jest dla niej abstrakcją, pojęciem, a jest konkretnym działaniem. Zupełnie odwrotnie rzecz się ma z tymi, którzy wiele mówią o ideach a nie potrafią zobaczyć drugiego człowieka takim, jakim on jest naprawdę. Tak właśnie było z Heideggerem. Nie tylko myślenie było dla niego ideą, miłość także nią była.

Biorąc udział w procesie Eichmanna Arendt chciała zrozumieć oskarżonego jako człowieka, nie abstrakcję w postaci ucieleśnionego zła. Ów człowiek okazał się był miernotą, pozbawioną wyraźnych cech charakteru. Wiele filmowych scen ukazuje, jak w czasie procesu Arendt przygląda się Eichmannowi i powoli odkrywa tę straszną prawdę o nim. Nie ma w nim nic demonicznego, tylko bezkresna bezmyślność. To przez nią mógł nie czuć żadnego związku ze swoimi ofiarami, które wysyłał na śmierć.

Filmowa Arendt nie tylko myśli, ale i często się zamyśla. Nałogowe palenie papierosów bardzo jej w tym pomaga. Często ukazywane są zbliżenia jej twarzy, kiedy stoi wpatrzona w widok za oknem, siedzi przy biurku bądź też leży na kanapie, zaciągając się wolno dymem z papierosa.

Margarethe von Trotta stworzyła film o myśleniu (a także o częstych zamyśleniach i rozmyślaniach głównej bohaterki). Nie wiadomo, czy doprowadziły one Arendt do prawidłowych wniosków. Być może na jej widzenie Eichmanna wpłynęła przeszłość i wbrew temu, co sama mówiła, pozostała ona wierna Heideggerowi, którego bezmyślności nie chciała dostrzec.

Iwona Alechnowicz-Skrzypek