Brak symetrii

Martin Heidegger

Martin Heidegger
(ilustracja Ilona Uherek)

Historia przedstawionego w sztuce Savyon Liebrech romansu jest znana. Mówiło się o nim u nas sporo gdy w 1998 roku wydana została w Polsce książka Elżbiety Ettinger poświęcona związkowi tych dwojga wybitnych myślicieli. W 2010 roku ukazał się polski przekład korespondencji Arendt i Heideggera, dzięki któremu można się przekonać samemu, co ich łączyło. Rzecz o banalności miłości nie opowiada jednak tylko historii ich związku. Centralną kwestią tej sztuki jest problem istnienia bądź braku symetryczności w relacjach międzyludzkich. Trudno powiedzieć, czy poszukiwania dotyczące symetrii były udziałem rzeczywistej Hannah Arendt. Savyon Liebrecht jest z wykształcenia filozofką, niewykluczone zatem, że wyeksponowała  własny problem wkładając go w usta bohaterki swojej sztuki. O symetrii jest mowa w jednej z pierwszych scen Rzeczy o banalności miłości, kiedy to sześćdziesięciodziewięcioletnia Arendt (grana przez Teresę Budzisz-Krzyżanowską) przyjmuje w swoim nowojorskim mieszkaniu Michaela Ben Szaked (Marcin Hycnar) młodego Izraelczyka pragnącego przeprowadzić z nią wywiad na temat jej książki o Eichmannie. Arendt zadaje swojemu gościowi szereg pytań dotyczących jego osoby, by jak wyjaśnia, ich relacja nie pozostawała jednostronna: on wie o niej wiele, a ona nie wie o nim nic.

Można przypuszczać, że dbałość Arendt o symetrię wynikała z chęci, by nie dopuścić do jej braku, którego doświadczyła w relacji z Heideggerem. Przekonujemy się o tym śledząc losy ich związku przedstawione w retrospektywie, we wspomnieniach przywoływanych przez Arendt w trakcie spotkania z młodym Izraelczykiem – rzekomym doktorantem z  Uniwersytetu w Jerozolimie.

Kolejne sceny spektaklu odtwarzają przywoływane w pamięci zdarzenia z przeszłości. Oto pierwsze spotkanie młodziutkiej Arendt (Agnieszka Grochowska), studentki filozofii na Uniwersytecie w Marburgu z Heideggerem (Piotr Adamczyk) poza salą wykładową. Ona pełna zachwytu i uwielbienia dla starszego od siebie ponad dwukrotnie profesora, on spoglądający na nią z zainteresowaniem i pożądaniem. W tej scenie Heidegger dominuje nad Arendt, ona nie ma szans powstrzymania rodzącego się w niej uczucia, wyrastającego na wielkim podziwie i poddaniu się uczennicy swojemu mistrzowi. O tym, że Heidegger jest dla niej mistrzem można się przekonać w scenie kolejnego spotkania, kiedy to Arendt wygłasza pochwałę Bycia i czasu i zachwyca się wszystkim, o czym Heidegger mówi na swoich wykładach. Gdy Arendt wygłasza płomienną i pełną żaru pochwałę dokonań Heideggera, on spogląda na nią z życzliwym przyzwoleniem i nieskrywanym podziwem, że taka młoda a tak wiele rozumie.

W rodzącej się namiętności między młodziutką Arendt a dojrzałym Heideggerem nie ma równości. Autorka sztuki znalazła znakomity środek wyrazu ukazujący dominację mistrza nad swoją uczennicą. W czasie jednego z pierwszych spotkań Heidegger świadomie i celowo zachęca Arendt do zapalenia papierosa. Ona bierze go od niego spłoszona i niepewna. Palenie wciągnęło ją tak bardzo, że wkrótce prześcignęła swojego nauczyciela, co z sarkazmem wytknęła Heideggerowi w jednej ze scen późniejszego spotkania, kiedy to ich drogi zaczęły się już rozchodzić. Stało się to za sprawą nowej sytuacji politycznej w Niemczech, zaostrzania się nastrojów nacjonalistycznych. Arendt oceniała tę sytuację bardzo krytycznie a Heidegger przeciwnie, przyjmował z entuzjazmem. W tym okresie ich związku widoczne już były pierwsze symptomy tego, że uczennica zaczyna przerastać swojego mistrza. Arendt nie tylko widziała więcej i lepiej niż Heidegger, ale  i  nie miała żadnych złudzeń co do narodowego socjalizmu. Dokonała się w niej wówczas ważna zmiana – stała się, jak sama to określała zwierzęciem politycznym, choć wcześniej twierdziła, że polityka ją nie interesuje.

Jak trudno było wyzwolić się Arendt z uczucia, które żywiła do Heideggera mimo krytycznego stosunku do jego opowiedzenia się za narodowym socjalizmem, wbrew  trzeźwemu osądowi sytuacji widać w scenie, w której Arendt czuje się urażona pogardliwym określeniem przez Heideggera jej przyjaciela mianem „Żydek”. Ona sama jest w takim razie po prostu Żydóweczką. Ze łzami w oczach mówi: „powinnam się na ciebie obrazić, ale wbrew rozumowi pragnę tylko jednego, żebyś mnie przytulił”.

Podobne rozdarcie widoczne jest w scenie przedstawiającej swoistego rodzaju rozliczenie dwojga bliskich sobie ludzi, którzy spotykają się po raz pierwszy po wojnie, po bardzo długim okresie rozstania. Znana i ceniona już wówczas Arendt ma przewagę nad Heideggerem (granym przez Andrzeja Grabowskiego). On jest wyraźnie zmęczony i przygnębiony, ona dojrzała i kwitnąca. Jednak po pewnym czasie przewaga ta niknie i Arendt znów ze łzami w oczach przyznaje się Heideggerowi do tego, że choć jej rozum przemawia przeciw niemu, to serce mówi co innego. Taki jest los miłości, która nie zachowuje symetrii, miłości uzależniającej. Miłość, w której nie ma uzależnienia jest możliwa wówczas, gdy relacje są symetryczne.

Arendt wbrew wszystkiemu pozostała „wieczną sojuszniczką” Heideggera. Sztuka kończy się piękną symboliczną sceną spotkania starej i młodej Arendt. Ta pierwsza siedzi w fotelu swojego nowojorskiego mieszkania, zamyślona po wyjściu młodego Izraelczyka, bardzo pragnie zapalić papierosa, czego nie wolno jej zrobić i spokojnie wita przychodzącą do niej młodziutką Arendt przynoszącą jej papierosa. Ten papieros to symbol jej młodzieńczych fascynacji i namiętności, które wciąż są w niej obecne i których nie chce się pozbyć.

Spektakl Teatru Telewizji został bardzo ciekawie zrealizowany i wspaniale zagrany. Niemal czuje się klimat tamtej epoki, pierwszego spotkania Arendt i Heideggera, jej fascynacji człowiekiem i jego dziełem. Czuje się też upadek moralny Heideggera i zwycięstwo Arendt, która wyzwoliła się ze swojego związku z niemieckością, stała się Amerykanką. Warta podkreślania jest znakomita gra aktorska. Reżyser spektaklu Feliks Falk powiedział w jednym z wywiadów, że mając tak znakomitych aktorów, on jako reżyser nie miał nic do roboty. Z pewnością była to tylko kokieteria. Pozostaje mieć nadzieję, że wyreżyserowana przez niego sztuka poruszyła widzów. Dotarcie z filozofią do wielomilionowej publiczności, jaką ma Teatr Telewizji może się jej przysłużyć bardziej niż inne działania.

Iwona Alechnowicz-Skrzypek