Jakie założenia ukryto w koncepcjach filmów?
Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że jedno z zadań filozofów polega na tym, aby umieć dostrzec i ujawnić założenia tkwiące u podstaw działalności intelektualnej. Założenia te mają bardziej lub mniej świadomy charakter. Twórca – być może – czasem uświadamia je sobie w trakcie procesu tworzenia, czasem po jego zakończeniu na drodze refleksji, czasem wcale, pozwalając sobie na luksus bycia wolnym duchem nie posiadającym potrzeby tłumaczenia się komukolwiek z tego, co robi, a zwłaszcza samemu sobie. Wajda i Pasikowski mają w zwyczaju zastanawiać się nad własną twórczością. Lubią o niej mówić, naprowadzać, kierować, ratować przed nadinterpretacją. Geniusz jednak nie na tym polega, że się wie, co się robi, lecz że się wyraża więcej niż samemu się zakłada. Co zatem z wypowiedzianych słów, z ujętych scen, uchwyconych momentów trafia do ucha i oka filozoficznie uwrażliwionej świadomości – tej oczywiście mającej smykałkę do prowadzenia dochodzenia? Otóż wspomniani reżyserzy mają nie tylko inną wizję bohatera, lecz w ogóle dochodzą w swojej twórczości do różnych koncepcji tego, czym jest film oparty na faktach.

Pierwsza różnica, zostaje uchwycona we wrażeniu, jakie pozostawiają po sobie oba obrazy. Bohater Kukliński bierze widza za rękę i prowadzi do wehikułu czasu. Wsiadamy wraz z nim do machiny i odbywamy ekscytującą podróż wstecz. Pasikowski wie, jak to robić. Scena z pościgiem na ośnieżonych ulicach to nie filmowe byle co. Pasikowski uderza w wyobraźnię widza wyrobioną przez kino amerykańskie. Żaden to przypadek, bo reżyser swoim filmem puszcza oko do bohatera amerykańskiego. Kukliński wprawdzie nie posiada wszystkich cech ratującego świat półboga, gdyż odznacza się nietypowym dla tego myślenia romantyzmem. Zatem jest Polakiem i ratuje od zagłady nuklearnej najpierw Polskę, a w konsekwencji może cały świat. Twórca więc zręcznie celuje w ścieżki przetarte w wyobraźni przez kino zza oceanu. Natomiast bohater Wałęsa odwołując się do przeszłości mówi nam o teraźniejszości, a prawda jaką chce nam wykrzyczeć prosto w zamarłą twarz jest bardzo gorzka. Po latach pracy nad budowaniem demokracji udało się nam zmienić jedynie fasadę. I niczego w tym względzie nie zmienia Pokojowa Nagroda Nobla. Ten wyrzut sumienia, do roli którego pretenduje film o prezydencie ma charakter uniwersalny. Wajda z jednej strony oddaje hołd przywódcy Solidarności, z drugiej jednak bardziej wykorzystuje ten kawałek historii do powiedzenia nam, jacy jesteśmy. Oglądając Wałęsę człowieka z nadziei nie patrzymy wstecz, lecz przed siebie, a może tuż na czubek własnego nosa. Nie ma wątpliwości, że filmowy Wałęsa to przepuszczona przez świadomość reżysera postać mówiąca subiektywnie o czymś, czego była świadkiem, w czym uczestniczyła, co ocenia tak, a nie inaczej i ma do tego swoje racje, które można podzielać bądź nie.

Zupełnie inaczej w tym względzie przedstawia się sprawa Kuklińskiego. Bohater ten w filmie jest jednoznaczny, a jego czyny również należy oceniać jednoznacznie. Tzn. być mu wdzięcznym za poniesioną ofiarę w imię wyższych racji. Tu nie ma miejsce na wątpliwości, a słowa „film oparty na faktach” pozostają jedynie sloganem. Reżyser bowiem mimo podjętych prób nie wypracował dystansu do swego bohatera, co w gruncie rzeczy przybliża go do amerykańskiego modelu myślenia o tym rzadkim dzisiaj zjawisku, od którego w punkcie wyjścia Pasikowski zdaje się chciał się dystansować.

Dorota Barcik