Tęsknota za bezpośredniością

W starożytności przyjmowano istnienie prostej relacji między naszym umysłem a światem. Umysł poznaje przedmioty materialne dzięki temu, że może odbierać ich niezmysłowe formy, które zostają odciśnięte na zmysłach a następnie przechodzą proces uduchowienia i stają się przedmiotami umysłowymi. Ani umysł, ani świat nie były problematyzowane. Kartezjusz zmienił ten stan rzeczy. Za pewne i bezpośrednie przyjął on bowiem jedynie idee znajdujące się w umyśle. Choć idee są obrazami rzeczy, to nie rzeczy są nam w nich dane, tylko ich reprezentacje. Umysł i ciało to dwie odmienne substancje. Nie ma żadnej pewności, że istnieje cokolwiek poza umysłem, a co za tym idzie, poza ideami. Następcy Kartezjusza próbowali nawiązać zerwaną relację między myśleniem a bytem. David Hume uzasadniał, że istnienie rzeczy na zewnątrz nas jest kwestią wiary. Nie możemy tego udowodnić, ale przyjmujemy to, bo inaczej nie moglibyśmy działać.

Na początku dwudziestego wieku Wilhelm Dilthey poszukiwał źródeł naszej wiary w realność świata zewnętrznego. Za Kartezjuszem przyjmował, że niewątpliwym gruntem poznania jest doświadczenie wewnętrzne. Wszystko, co wiemy o świecie zewnętrznym dane jest nam w przeżyciach, a te są przecież w nas, a nie poza nami. O realności tego, co zewnętrzne przekonujemy się wówczas, gdy podejmując działania napotykamy na opór. Myśl może się rozwijać swobodnie, jest nieskrępowana i wolna. Rzecz jest bierna i bezwładna. Natykając się nie nią myśl, musi się zatrzymać. Gdyby nie opór, na jaki natrafia myśl w działaniu, które wyzwala, nie bylibyśmy w stanie odróżnić złudzeń od rzeczywistości.

Współcześnie relacja myślenia do świata, umysłu do ciała uległa dalszej komplikacji: zakwestionowano uprzywilejowaną pozycję myślenia w poznaniu. Świat nie jest dostępny w myślach, w świadomości, ale w języku, który należy do sfery publicznej a nie do sfery prywatnej. Świat dany nam jest za pośrednictwem słów i znaków.

Wydawałoby się, że sprawa została już definitywnie rozstrzygnięta. A tymczasem, jak mogliśmy się przekonać w czasie wykładu Mariusza Bodynka, żywe jest pragnienie, by powrócić do przed-nowożytnej bezpośredniości doświadczenia świata, do obcowania z nim bez pośrednictwa pojęć i znaków. Przywrócić kontakt z realnie istniejącymi rzeczami. Nie chodzi o Bergsonowską intuicję doświadczania trwania ani o Husserlowski powrót od rzeczy samych. Chodzi o Tomaszowy realizm poznawczy. Zgodnie z nim jesteśmy zdolni do kontaktu poznawczego ze wszystkim, co nas otacza. Ów kontakt nawiązujemy przez zmysły. Gdy stykamy się z czymś, wydajemy sąd egzystencjalny, w którym stwierdzamy, że to coś istnieje. W dalszych krokach możemy doprecyzowywać, czym to jest. Niemniej jednak, w punkcie wyjścia afirmujemy to jako dane. Nie „wytwarzamy” tego i nie konstruujemy.

Czy jednak samo doświadczenie czegoś, bez stwierdzenia, czym to jest może być podstawą jakiegokolwiek poznania? Doświadczamy świata w taki sam sposób, lecz mówimy o nim w różnych językach. Dopiero na tym poziomie dokonuje się istotnych rozstrzygnięć.

Pragnienie powrotu do realistycznej koncepcji poznania odpowiada istniejącym we współczesnym świecie tendencjom powrotu do „natury”, do sposobów wytwarzania zgodnie z przepisami naszych przodków, czy będzie to chleb na zakwasie wyrabiany według starych receptur i pieczony w piecu chlebowym, czy szkuta wiślana – drewniana łódź zbudowana tak, jak się budowało setki lat temu.

Czy można odwrócić logikę rozwoju myśli filozoficznej i zawrócić ją na pozycje, na których była przed wieloma wiekami? Odpowiedź na to pytanie wydaje się być oczywista, a jednak nie jest taka dla wszystkich.

Iwona-Alechnowicz Skrzypek