Uniwersalny język liczb

Biblijny mit o wieży Babel można interpretować na wiele sposobów. Nie ulega wątpliwości, że posługiwanie się wspólnym językiem dało ludziom wielką siłę. Pomieszanie języków znacznie ich osłabiło. Choć nie jest możliwy powrót do stanu sprzed wieży Babel, to wciąż żywe jest marzenie o porozumieniu ponad różnicami, marzenie, o języku przekraczającym ograniczenia języków etnicznych. W zamyśle Leibniza, uniwersalny język miał być nie tyle narzędziem komunikacji, co narzędziem umożliwiającym uzyskiwanie niezawodnego poznania, wiedzy pewnej i powszechnie ważnej. Zbudowanie takiego języka wymagałoby przyporządkowania pojęć liczbom. Jeśliby się to powiodło i wszystkie pojęcia udałoby się przełożyć na uniwersalne znaki, wówczas dałoby się także przeprowadzać poprawne rozumowania, a co za tym idzie rozwiązywać problemy i wyjaśniać sporne kwestie. Działoby się tak, ponieważ posługiwanie się pojęciami odbywałoby się na takiej samej zasadzie, jak operowanie formułami matematycznymi. Wynik każdej operacji na pojęciach byłby tylko jeden, podobnie, jak jest tylko jedno rozwiązanie równania matematycznego. Czy ktokolwiek byłby na tyle szalony, by dyskutować z liczbami i z wynikami działań, które są na nich prowadzone? W razie wątpliwości wrzucałby się sporną kwestię do maszyny liczącej, a ta po kilku chwilach wyrzucałaby wynik, który trzeba by było zaakceptować. Mamy dziś takie maszyny. W ich pamięci przechowujemy całą ludzką wiedzę i wydobywamy ją stamtąd w każdej chwili za sprawą odpowiednich algorytmów. W jakimś dalekim sensie spełniło się marzenie Leibniza o języku uniwersalnych symboli (bo czym innym są algorytmy wyszukiwarek internetowych), choć nie do końca w takiej postaci, w jakiej on to wymyślił.

Iwona Alechnowicz-Skrzypek