Waleria Lach

Żelazny uścisk ideału

Ruszyć z posad bryłę świata. Często marzy się o tym w młodości. Niektórzy przekuwają to marzenie w czyn i stają na czele wielkich ruchów społecznych zmieniających bieg zdarzeń i kształt rzeczywistości. Być może wielkość genialnych polityków i przywódców polega na umiejętności wykorzystania i pokierowania nastrojami społecznymi tak, by prowadziły one do realizacji określonego celu. Z pewnością, gdyby nie odpowiednie warunki, żadna genialna jednostka nie byłaby w stanie porwać za sobą mas, przekonać ich do podjęcia walki. Ludzie decydują się na nią wówczas, gdy nie mają nic do stracenia bądź gdy szukają ujścia dla nagromadzonej w nich frustracji. Rewolucyjni przywódcy mają wyczulone zmysły i potrafią rozpoznać, kiedy przyszedł czas na wkroczenie do akcji. To w ich umysłach dojrzewa idea, która rzucona na odpowiedni grunt, zaczyna wzrastać i materializować się. Jak dochodzi do jej pojawienia się? Czy idea (myśl) jest czymś osobistym, czy też raczej jest ucieleśnieniem zbiorowego pragnienia? Podejmowano wysiłki, by odpowiedzieć na to pytanie, ale chyba pozostały one bezowocne. Podobnie trudno o jednoznaczną ocenę działań wielkiej jednostki w historii. O tym, czy zostanie uznana za bohatera/kę czy zbrodniarza/kę decyduje układ sił; w jednym można być czczonym, w innym odsądzanym od czci i wiary. Tym bardziej zastanawiające są przykłady podziwu do genialnych polityków i przywódców, z jakimi często mamy do czynienia. Wiadomo przecież, że te wielbione postacie nie mają wiele wspólnego z żywymi ludźmi, którzy nigdy nie są czarno-biali, a stają się tacy w rezultacie procesu mitologizacji będącego elementem społecznej gry. Stanisława Przybyszewska z powodu Maximiliana Robespierre’a zerwała stosunki ze swoim ojcem, który źle się o nim wyrażał (uważał go za nędznego, głupiego adwokata). „Ludzie o niewybrednym poczuciu humoru”, pisała Przybyszewska w jednym z listów, „dotychczas zasypują Robespierre’a i Jego cnotę nieryzykownymi drwinami. Sądzą oczywiście, że genialny ten polityk i twórca nowego ustroju żądał od pracowników społecznych jedynie wzorowego prowadzenia się i poniechania sprawek miłosnych. Ojciec mój był oczywiście tego samego zdania; to właśnie stało się przyczyną, dla której mu nareszcie powiedziałam wyraźnie, co sądzę o jego sądach i poglądach”[1]. Dla Przybyszewskiej Robespierre był Nieskazitelny. W taki sposób nazywa go w Sprawie Dantona, dramacie pisanym przez nią od 1928 do 1929 roku. Pierwotnie dramat ten miał nosić tytuł „Zgniłe bożyszcze”, a to ze względu na niechęć Przybyszewskiej do drugiego bohatera jej sztuki, Georgesa Dantona, którego uważała za człowieka sprzedajnego i dwulicowego, zachowującego się gorzej niż niejeden szpicel i prowokator. Nie mogła znieść, że to Danton, a nie Robespierre był tym, „przed którego pomnikiem wszyscy belfrzy świata biją pokłony, wszyscy młodzieniaszkowie o pseudo-rewolucyjnym zacięciu dostają epilepsji z uniesienia” [2].

Przybyszewska publicznie przyznawała się do swojego uwielbienia dla Robespierre’a, w którym, jak wyznawała w jednym z listów, była zakochana. „Nikomu, ani żywemu ani fikcyjnemu nie dotrzymałam wierności tak długo. Nikt z drugiej strony nie miał na mnie tak przewrotowego wpływu, jak ten człowiek, dzięki któremu odkryłam moralność, najwyższe duchowe pojecie ludzkości”[3].

Pozostawiając na boku psychologiczne wyjaśnienie fascynacji młodej kobiety (bądź co bądź) mężczyzną, warto się zastanowić nad tym, jak ona mogła dostrzegać aż takie wysokie wartości w polityku – rewolucjoniście, nie wahającym się zabijać przeciwników politycznych przez ścinanie im głów. Robespierre był dla Przybyszewskiej Nieskazitelnym. Faktycznie mówiono o nim Nieprzekupny. O ile nieprzekupność może iść w parze z czynami uznawanymi za złe, o tyle przy nieskazitelności taka korelacja jest raczej wykluczona. Przybyszewska nazywała Robespierre’a Nieskazitelnym, ponieważ traktowała go jako istotę będącą na wyższym poziome rozwoju duchowego. Tego rodzaju istota sięga tam, gdzie nie sięga wzrok zwykłego człowieka i w związku z tym nie może podlegać miarom przykładanym do czynów zwykłych śmiertelników, z definicji jest usprawiedliwiona. Ten „wyższy człowiek”, powiedzmy za Nietzschem „płowa bestia”, znajduje się poza dobrem i złem. Kroki podejmowane przez Robespierre’a, by obronić rewolucję przed upadkiem, prowadzące w konsekwencji do oskarżenia i zabicia Dantona nie były „legalne”. Dekret oskarżenia został przeforsowany a nie przegłosowany jak wymagały tego procedury. Jednak dla tego typu jednostek jak Robespierre nie ma instancji, której się podporządkowują, bo jedynie do czego się odnoszą, na co zważają, to ideał. Do jego urzeczywistnienia można użyć każdego środka, nawet zbrodni. Kurs „na ideał” prowadzi do postawy zasklepienia, braku elastyczności a w konsekwencji do rezultatów przeciwnych od oczekiwanych. W jednej ze scen sztuki Przybyszewskiej Danton mówi: „Izoluje Pan rewolucję, Robespierre! Te nieludzkie wymagania odstraszają stopniowo najzapalczywszych! Na pańskich szczytach nie można oddychać!”[4]. Z życia nie da się pewnych ciemnych zjawisk wyeliminować, bo stanowią one dopełnienie jego jasnej strony. Gdy się je pomija, wówczas dusi się wszelką chęć działania a przez to sprzyja się schematyzacji i sztampie.

Koleje rewolucji francuskiej (i każdej innej) pokazują, że rządzący w imieniu ludu wcześniej czy później tracą z nim kontakt i zaczynają odnosić się do jakiegoś ideału (wizji) a nie do rzeczywistości. Rezultatem dążenia do zachowania ideału jest terror, krwawe rozprawianie się z przeciwnikami politycznymi, podtrzymywanie przy życiu wyimaginowanego stanu rzeczy. Ideał staje się pułapką, jego kleszcze zaczynają powoli obejmować coraz większy krąg osób, hamując możliwość ruchu. W końcu nie ma już ratunku. Kiedy literacki Robespierre sobie to uświadamia, wyznaje swojej gospodyni: „Sprawa Dantona to dylemat. Jeśli przegramy – cała Rewolucja na nic. A jeśli wygramy…prawdopodobnie też”[5].

Sztuka Przybyszewskiej choć dotyczy postaci historycznych ukazuje pewną uniwersalną figurę relacji między dwoma osobami o całkowicie odmiennych usposobieniach i temperamentach. Robespierre zimny, niemal pozbawiony emocji, potrafiący działać wbrew fizycznym słabościom, Danton zmysłowy, korzystający z życia, gotowy wycofać się z polityki, by wreszcie spać spokojnie. Robespierre wie o szkodliwych działaniach Dantona, ale na początku chce jego ocalenia. Sytuacja się zmienia, gdy po rozmowie z Dantonem dochodzi do niego, że jest on niebezpieczny i może zagrozić rewolucji. „Tymczasem R. (u mnie; ale kto wie, czy tak nie było naprawdę) uważał Dantona dotąd za niezwykłego spryciarza, obdarzonego pewnym węchem finansowym, zupełnym brakiem zmysłu moralnego i doskonale pustym mózgiem; a był sam zdania, że «puste pałki są nieszkodliwe, nawet gdy chcą Paryż wysadzić w powietrze. Groźną jest dopiero przewrotna myśl». (Zdaje się, że to jasne). Wybuch Dantona przekonał go – nie o zbrodniach, które znał od dawna i na które gotów był machnąć ręką, z chwilą gdy miał gwarancję, że się powtórzyć nie mogą; ale o niepokojącym fakcie, że Danton umie myśleć. Ma poglądy fałszywe, bardzo powierzchowne, tanie – lecz, jak wiadomo, takie właśnie poglądy przyjmują się najłatwiej. Jeśli nawet zaniecha prowokatorstwa wobec Anglii, to jeszcze może szerzyć moralną i intelektualną zarazę, co gorsza, na wpół mimo woli. Dochodzi zatem do przekonania, że «nie ma co. Trzeba go zabić i to czym prędzej»”[6].

Robespierre jest nieustępliwy, trwa przy swojej wizji i nie podejmuje próby znalezienia innego rozwiązania. Nie może tego zrobić, nawet gdyby chciał. Nie jest w stanie żyć ze świadomością, że zawiódł ideał, że mu się sprzeniewierzył. Takie są skutki zawierzenia ideałowi.

Kiedy się czyta Sprawie Dantona, widoczne się staje, jak wiele wysiłku jej autorka włożyła w to, by skontrastować pozytywnie postać Robespierre’a z postacią Dantona, a tym samym zrealizować cel, jakim była jej chęć obalenia mitu wielkości tego drugiego. Cechą prawdziwego dzieła sztuki, a z czymś takim mamy do czynienia w przypadku tego dramatu jest jednak to, że przemawia ono samo, nawet wbrew intencjom autora/ki. Żyje własnym życiem i wypowiada własną prawdę. W adaptacji filmowej sztuki Przybyszewskiej z 1982 roku dokonanej przez Andrzeja Wajdę, widz staje po stronie Dantona, nie tylko z powodu znakomitej kreacji stworzonej przez Gerarda Depardieu (równie wielką stworzył Wojciech Pszoniak jako Robespierre). Danton jest człowiekiem z krwi i kości, Robespierre natomiast jest jakąś bezkrwistą marą. To oczywiście siła sprawcza ideału, który wyznaje, w który wierzy, a który wysysa z niego życie. Osobę znajdującą się w kleszczach ideału poznać po tym, że nigdy nie cofa się ani o krok. Prowadzi to w końcu do zguby jej samej, jak pokazuje historyczny przykład sprawy Dantona, która była w istocie sprawą Robespierre’a.

[1] S. Przybyszewska, Listy, t.1, opr. T. Lewandowski, Gdańsk 1978, s. 169.

[2] Tamże, s. 137.

[3] Tamże, s. 394.

[4] Taż, Sprawa Dantona, Kraków 2003, s. 96.

[5] Tamże, s. 230.

[6] S. Przybyszewska, Listy, s. 232.