Anna Małgorzata Dreko

Rozważania nad niewolnością ludzką

„Czy jako ludzie jesteśmy wolni, czy nasza wola jest wolna lub czy żyjemy jedynie iluzją wolnej woli? Czy wolność i konieczność są ze sobą do pogodzenia?”[1]. Motywem przewodnim tego wywodu będzie pytanie o to, czy kompatybilizm jest słuszną koncepcją, która w swoich założeniach odpowiadałaby rzeczywistemu stanowi rzeczy? Moim zamiarem jest udowodnienie, iż na powyższe pytanie należy odpowiedzieć twierdząco. Kompatybilizm jest bowiem stanowiskiem, które dopuszcza, iż w niektórych przypadkach człowiek bywa wolny, pomimo wszechobecnego, przyczynowego zdeterminowania jego życia. Warto więc zauważyć, że wraz z przyjęciem kompatybilizmu, nie możemy równocześnie definiować pojęcia wolności w postaci wolności wewnętrznej, czy absolutnej. Toteż zakładam, iż w przypadku uznania kompatybilizmu jako stanowiska prawdziwego, wolność pojmowana wewnętrznie i absolutnie nie istnieje. W przeciwnym razie główna teza kompatybilizmu odnosząca się do tego, że determinizm jest do pogodzenia z pojęciem wolności, byłaby niespójna.

Będę się zatem odwoływać do teorii autodeterminizmu, jak też do pojęcia związku przyczynowo-skutkowego. „Każdy nasz czyn powstały w wyniku autodeterminacji, czyli każdy czyn rzeczywiście wolny posiada swoja stronę ‘niewolną’, ponieważ podejmowany jest w środowisku człowieka jako bytu psycho-fizycznego, a nie w porządku czystego ducha”[2]. Nie będzie tu mowy o prawie przyczynowo-skutkowym w jego silnej wersji głoszącej, że te same przyczyny wywołują zawsze te same skutki. Nie ma bowiem bezwzględnej zależności między przyczynami a skutkami, które są przez nie wywoływane. Dzieje się tak ze względu na wielość możliwości dostępnych w akcie decyzyjnym. Jest to odpowiedź na pytanie: dlaczego dwoje ludzi postąpi inaczej w identycznych warunkach? Trzeba również zaznaczyć, że dany człowiek nie jest w stanie dokładnie stwierdzić, jak w przyszłości zachowa się ktoś inny. Jedynie my sami – niczym demon Laplace’a – możemy przewidzieć swoje dalsze życiowe posunięcia. Tylko ja znam samą siebie, tylko ja wiem, w jakich sytuacjach się znajdowałam i znajduję, jakie uczucia rządziły oraz obecnie rozporządzają moim ciałem. Wiem, jakie przyczyny wyrosłe z mojego życia popchnęły mnie ku takiemu, a nie innemu działaniu. Problem swobody wyboru nie opiera się na samej decyzji o tym, czy pójdę w prawo, czy w lewo, lecz na konieczność faktu pójścia albo w prawo, albo w lewo. Ważnym jest, aby nie łączyć ze sobą bez namysłu zdolności wyboru z pojęciem wolności.

Fundamentalnym argumentem na poparcie zasady przyczynowości jest pytanie: dlaczego? np. dlaczego jestem zdenerwowana?, dlaczego chcę mieć dobrze płatną pracę? itd. Mimo zachodzącego aktu wolitywnego, w ludzkim działaniu nie można mówić o wolności woli. Dzieje się tak, ponieważ każde ludzkie uczucie będące motywem danego czynu, ma swoje pierwotne źródło. Tym źródłem jest określona przyczyna, bodziec, który jest mniej lub bardziej uświadomiony przez człowieka w procesie poznawczym. Człowiek ma prawo do wyboru określonego celu swojego działania, zazwyczaj tym celem jest pewne dobro pojmowane również jako przyjemność, czy szczęście. Owo dobro jest więc takim konkretnym impulsem, który zobowiązuje ludzi do określonego postępowania.

„Jednak determiniści mają wszelkie powody, bo odpowiedzieć, że nie istnieje żadne działanie bez motywu, a każdy gest, nawet najmniej znaczący (podniesienie prawej ręki, a nie lewej), odsyła do powodów i pobudek, które nadają mu sens. Nie mogłoby być inaczej, ponieważ każde działanie musi być intencjonalne: musi mieć jakiś cel, a cel odsyła z kolei do jakiejś pobudki”[3].

Należy tu także podkreślić, że wykluczenie wolności w sensie wewnętrznym, bądź absolutnym, nie zaprzecza samej czynności decydowania lub intencjonalności jako takiej. Podejmując zagadnienie możliwości, nie należy myśleć o nieskończonych i niczym niezdeterminowanych możliwościach, jakie zakładałaby wolność absolutna. Chodzi raczej o możliwości, które są ograniczone przez następujące czynniki: zdolności poznawczo-rozumowe, determinanty biologiczne, fizjologiczne i kulturowe. Jeśli istnieje określona liczba sytuacji, to zachodzi także sposobność względnego wyboru między nimi, np. mogę zostać lekarką, nauczycielką, policjantką itd., jednak jestem w stanie podjąć tylko taki zawód, jaki oferuje mi rynek pracy. Poza tym, ograniczeniem może być dla mnie to, że nie będę fryzjerką, bo mam alergię na produkty chemiczne, nie będę także malarką, gdyż nie mam talentu plastycznego. Nie mogę stać się nikim innym, niż kimś z konkretnego zakresu dostępnych mi zawodów, bowiem moje zdolności poznawcze powstrzymują mnie przed wyobrażeniem sobie zawodu, który jeszcze nie powstał. W dzisiejszych czasach, dzięki operacji plastycznej człowiek może pozwolić sobie na zmianę swojego wyglądu, bądź płci, ma możliwość zmiany adresu zamieszkania, zmiany swojego imienia oraz nazwiska, ale nigdy nie przestanie być tym samym ja, które przyszło na świat tego konkretnego dnia miesiąca i roku.

„(…) W mojej świadomości pojawiła się myśl: «Siódma rano to odpowiednia pora na lampkę tego oto koreańskiego wina». Towarzyszyło jej określone zdarzenie neuronowe. A teraz pomyślmy o Eskimosie, który w życiu nie słyszał o zegarze, o Korei ani nawet o winie (…) W pewnym sensie człowiek nie może mieć myśli niezależnych od tego, co go otacza. (…) A zatem niewyobrażalne jest to, żeby komuś przyszła do głowy myśl sama z siebie, że siódma godzina jest porą na lampkę koreańskiego wina”[4].

Ludzie podejmując rozważania na temat swojej natury powinni częściej odnosić się do świata zwierząt, niżeli do względnego świata boskiego. Są oni bliżsi zwierzętom, lecz tym, co ich od nich odróżnia jest rozwinięta cywilizacja, dzięki której zyskali prawo do względnej wolności zewnętrznej. Z powodu postępu technologicznego owo prawo nieustannie się rozszerza, aczkolwiek zawsze pozostaje w pewien sposób ograniczone np. nawet gdybym chciała wzbić się w niebo o własnych siłach, nie uda mi się tego uczynić, bowiem moje ciało nie zostało do tego stworzone, jednakże mogę się wspierać różnymi wynalazkami, które umożliwią mi latanie, choćby paralotnią. Mogłabym skoczyć z dziesiątego piętra, ale spadnę w dół i jedyne co mnie czeka to śmierć. Wszystko ma swoje określone pobudki, lecz skąd jednostka ludzka wie czego naprawdę by chciała, skoro nawet nie umie sobie dokładnie wyobrazić wszystkich możliwości, alternatyw, wariantów „(…) nihil volitum quin praecognitum (‘nic nie jest chciane, jeśli nie jest uprzednio poznane’)”[5]. Człowiek ulega więc temu, co jest dostępne dla niego tu i teraz. Takiego działania nie można nazwać wolnym, lecz ograniczonym. Wolność nie jest własnością, z którą człowiek przychodzi na świat, własnością, która jest z nim nierozerwalnie związana – on ją nabywa podczas życia w społeczności. Wolność określana przeze mnie za Isaiahem Berlinem jako „prawo do” i „prawo od” nie jest wrodzonym atrybutem człowieka, a raczej przywilejem, który można otrzymać, bądź stracić. Sądzę, że dla ludzi naturalnym stanem jest zniewolenie, cywilizacja zaś stwarza wolność zewnętrzną. Tak też postrzegałabym ideę kompatybilizmu.


[1] J. Bremer, Wprowadzenie do filozofii umysłu, Kraków 2010, s. 182.

[2] M. A. Krąpiec, Ludzka wolność i jej granice, Lublin 2008, s. 73.

[3] J. P. Sartre, Byt i nicość, przeł. J. Kiełbasa, P. Mróz, R. Abramciów, R. Ryziński, P. Małochleb, Kraków 2007, s. 537.

[4] T. Honderich , Ile mamy wolności? Problem determinizmu,  przeł. A. Florek, Poznań 2001, s.39-40.

[5] M. A. Krąpiec, wyd. cyt., s. 18.