Leszek Galas

Solaris, czyli opowieść o dwóch lustrach świadomości

 

Nie moja wina, że jesteśmy tak ulepieni, w połowie z bezinteresownej

kontemplacji, i w połowie z apetytu.

Czesław Miłosz

 

Czy istnieje nieprzekraczalna granica ludzkiego poznania, uniemożliwiająca odkrycie przynajmniej niektórych z fundamentalnych tajemnic, dotyczących wszechświata i świadomości? Z tym pytaniem związane są kolejne dylematy i problemy. Czy możliwe jest obiektywne poznanie, niezależne od pragnień, nadziei i przekonań badacza? I czy on sam, niczym asceta, potrafi ujarzmić skłonności i popędy drzemiące w otchłaniach jego jaźni, aby nie zakłócały stwierdzania obiektywnych faktów? A jeżeli źródłem skrytych emocji i żądz jest niemalże całkowicie niedostępna podświadomość? Nasuwa się tutaj jeszcze jedno, jakże prowokacyjne, pytanie: Zakładając, że badacz zna treści własnej podświadomości, że może w nich czytać jak w otwartej księdze, niczym w przypadku, gdyby zmaterializowałyby się i stanęły przed jego oczami, to, czy potrafi odwrócić od nich wzrok i spojrzeć obiektywnie na siebie i rzeczywistość?

 

1. Myślący ocean

Wydawałoby się, że poznanie świata i miłość to dwa odmienne, niezwiązane ze sobą, a czasami nawet wzajemnie wykluczające się aspekty ludzkiego istnienia. Aby doświadczyć dogłębnie któregoś z nich, trzeba albo żarliwie kochać, być poetą w uczuciu, albo oddać się naukowej pasji odkrywania tajemnic przyrody. W Solaris, najsłynniejszej powieści Stanisława Lema, poznanie i miłość są niczym dwa pociągi, pędzące po równoległych torach, których szyny w pewnym momencie krzyżują się ze sobą. A główny bohater, Kris Kelwin, nie jest wprawdzie poetą, ale naukowcem z romantyczną duszą.

Kris oprócz posiadania stopnia doktora psychologii, ukończył również Instytut Planetologii i specjalizuje się w badaniu tajemniczego zjawiska na osławionej planecie Solaris. Wyjątkowość tego globu związana jest z zagadkową istotą żyjącą na nim – zajmującym niemalże całą powierzchnię planety, galaretowatym stworzeniem, żyjącym „oceanem”. Badania tego tajemniczego bytu trwają nieustannie, od ponad stu lat, a ich skala i natężenie doprowadziły do utworzenia nowej dziedziny wiedzy, solarystyki. Początkowo, zakładano, że ocean ma budowę organiczną, ale nie jest żywym tworem. Następnie, odkryto, że jest jedynym w swoim rodzaju organizmem, różniącym się całkowicie od ziemskich stworzeń nie tylko rozmiarami i wewnętrzną konstrukcją, lecz nawet elementarną budową – ocean nie posiadał białkowo-komórkowej struktury. Dokonano także jego klasyfikacji.

Prawdziwym przełomem było odkrycie, że galaretowaty olbrzym posiada świadomość. Do takiej konkluzji doprowadziły niektórych naukowców pomiary orbity Solaris, krążącej wokół dwóch gwiazd. Okazało się, że w wyniku skomplikowanego oddziaływania grawitacyjnego obu słońc, planeta powoli i systematycznie zbliża się do jednego w nich, aby, za około półtora miliona lat, stopić się w jego wnętrzu. Jednakże, kolejne pomiary, prowadzone przez kilkanaście lat, wykazały, że orbita Solaris jest stabilna i planeta, wbrew przewidywaniom, nie zbliża się do gwiazdy. To doprowadziło do konstatacji, że to ocean, świadomy zagrożenia, jakie dla niego i globu stanowi grawitacyjny wpływ gwiazd, celowo, w sobie tylko wiadomy sposób, lecz zgodnie z geometriami nieeuklidesowymi i konsekwencjami wynikającymi z einsteinowskiej teorii względności, modyfikuje czasoprzestrzeń wokół Solaris i w ten sposób wytwarza kontroddziaływanie grawitacyjne, stabilizujące orbitę planety i zapobiegające jej przyciąganiu przez jedną z gwiazd.

Odkrycie przejawów świadomości i niezwykle wysokiej inteligencji żywego oceanu, rozbudziło w solarystach pragnienie nawiązania z nim kontaktu, jaki możliwy jest jedynie pomiędzy rozumnymi istotami. Rozpoczęto eksperymenty, polegające na wysyłaniu w ocean rożnego rodzaju sygnałów za pomocą elektronowych urządzeń. Wprawdzie stwór reagował na te bodźce, odbierał wysyłane w jego kierunku impulsy, a nawet poddawał je modyfikacji i wysyłał sygnały zwrotne, jednakże każdy z nich był zbyt skomplikowany i niepowtarzalny, aby z ich niezliczonej ilości wyłonił się jakiś jednorodny, systematyczny zapis, możliwy do jednoznacznej interpretacji.

Również Kris miał wkład w analizę impulsów, wysyłanych przez solaryjskiego kolosa. Zauważył on pewne podobieństwo pomiędzy nimi a zapisem sygnałów generowanych przez ludzki mózg, rejestrowanych podczas odczuwania najsilniejszych emocji. Wieść o intrygujących wynikach jego badań dotarła do Gibariana, jednego z solarystów. Naukowiec docenił talent młodego psychologa i wysłał Krisowi propozycję udziału w badaniach na legendarnej planecie.

 

2. Fantomy

Właściwa akcja powieści rozpoczyna się, gdy Kris ląduje na stacji badawczej, lewitującej nad solaryjskim oceanem. Stacja wydaje się opuszczona, w jej korytarzach panuje nieład i bałagan. Chwilę po wylądowaniu psycholog spotyka Snauta, cybernetyka, który, oprócz Gibariana i fizyka Sartoriusa jest jednym z trójki naukowców przebywających na stacji. Snaut wydaje się być wstrząśnięty widokiem Krisa, jakby zobaczył jakąś przerażającą istotę. Dopiero po dłuższej chwili dociera do niego, że ma przed sobą psychologa, o którego przylocie został wcześniej powiadomiony. Snaut w dwuznacznych słowach daje Krisowi do zrozumienia, że Gibarian nie żyje. Ostrzega go również, że może zobaczyć coś lub kogoś, na co nie jest absolutnie przygotowany i że powinien zachować spokój.

W czasie dalszego zwiedzania stacji, Kris rzeczywiście napotyka „zjawisko”, przed którym przestrzegał go cybernetyk. Spotyka wielką murzynkę, odzianą jedynie w słomianą spódniczkę, wyglądem przypominającą człowieka z paleolitu, człapiącą po korytarzu. Podczas drugiej rozmowy ze Snautem, naukowiec zdradza mu, że Gibarian popełnił samobójstwo, z powodu dziwnych zjawisk. Kris informuje badacza o murzynce i nalega, żeby naukowiec zdradził mu, co tak naprawdę dzieje się na stacji, jednakże, cybernetyk odmawia jakichkolwiek wyjaśnień. Gdy psycholog próbuje dowiedzieć się czegoś od Sartoriusa, pracującego w laboratorium, fizyk najpierw nie chce otworzyć drzwi, a następnie, wychodzi do Krisa na korytarz, jakby starał się za wszelką cenę nie dopuścić, aby ten wszedł do pomieszczenia. Z laboratorium słychać hałas i jakby tupot stóp małego dziecka – prawdopodobnie Sartorius zmaga się z czymś podobnym do murzynki, napotkanej przez Krisa. Od fizyka bohater również niczego się nie dowiaduje, a gdy wraca do Snauta, cybernetyk mówi mu, że zrozumie sytuację na stacji, gdy sam doświadczy odwiedzin „gości”.

Słowa Snauta wkrótce się spełniają. Gdy Kris budzi się po pierwszej nocy spędzonej na stacji, spostrzega, że na krześle obok łóżka siedzi Harey, jego dziewczyna, która dziesięć lat temu popełniła samobójstwo przez wstrzyknięcie trucizny. W czasie kłótni poprzedzającej ich rozstanie, dała mu ona do zrozumienia, że chce się zabić, a Kris zignorował jej słowa, mówiąc, że nie wierzy w jej dramatyczne wyznanie. Dzień później, przypomniał sobie o zastrzykach, które zostawił w jej mieszkaniu, i przestraszony chciał iść do niej, jednakże, zaniechał tego, gdyż nie chciał się przed nią przyznać, że jednak uwierzył w jej ostrzeżenie o samobójstwie. Gdy trzeciego dnia zdecydował się jednak ją odwiedzić, dziewczyna już nie żyła…

Po tym wszystkim, co dotychczas zobaczył na stacji Kris nie wydaje się być zdziwiony pojawieniem się Harey. Doskonale zdaje sobie sprawę, że istota, która go nawiedziła, niczym upiór z koszmaru, nie jest jego zmarłą dziewczyną. ale jej prawie identyczną kopią. W czasie rozmowy zauważa, że wprawdzie fizycznie jest ona niemal identyczna (oprócz skóry na stopach, gładkich jak u niemowlęcia) z prawdziwą Harey, jednakże, jej osobowość jest mocno uproszczona, do kilku najbardziej charakterystycznych dla zmarłej dziewczyny, ruchów i zachowań. Kris postanawia pozbyć się gościa, próbuje związać dziewczynie ręce, jednak ta wyrywa się z niespotykaną siłą, próbuje uśpić ją środkami nasennymi, w końcu  zwabia ją do małej rakiety stojącej na lotnisku, zamyka w środku i wystrzeliwuje na orbitę planety.

Snaut wreszcie odkrywa przed Krisem wszystkie karty. Okazuje się, że to solaryjski olbrzym, myślący ocean jest odpowiedzialny za pojawienie się „gości”. Trwające latami badania, prowadzące przez rzesze naukowców, mające na celu kontakt z plazmatycznym kolosem, nie przyniosły żadnych zadawalających rezultatów. Gibarian razem z Sartoriusem, poirytowani „milczeniem” giganta, wpadli na pomysł naświetlenia oceanu bardzo silnym promieniowaniem. W dziewięć dni po tym eksperymencie, Gibariana, jako pierwszego, nawiedził gość, którym była, widziana przez Krisa, murzynka. Później, odwiedzin fantomów (tzw. twory F), doświadczyli również Snaut i Sartorius. Ocean, w jakiś sobie tylko znany sposób, prześwietla mózgi naukowców, w czasie gdy śpią (to dlatego Harey nawiedziła Krisa, po jego przebudzeniu), podczas tej analizy wybiera z ich pamięci najbardziej charakterystyczne, gdyż najgłębiej ukryte, oddzielone od innych, fragmenty i na podstawie zawartych w nich informacji, rekonstruuje fantomy, na podobieństwo osób, które związane są z niechcianymi i wypartymi wspomnieniami. Dla Krisa, największa trauma, jakiej doświadczył, związana jest ze śmiercią Harey. Nietrudno zatem wyjaśnić, dlaczego jego „gość” jest kopią zmarłej dziewczyny. Fantomy wydają się być niezniszczalne (przynajmniej konwencjonalnymi środkami), posiadają zdolność bardzo szybkiej regeneracji odniesionych obrażeń, odczuwają nieustanną potrzebę bycia obok osoby, którą nawiedzają, a wszelkie próby pozbycia się gości, włącznie z wystrzeleniem ich w rakiecie na orbitę (czego próbowali, poza Krisem, również pozostali badacze), kończą się niepowodzeniem, gdyż twory F nieustannie powracają. Jako, że ocean rekonstruuje gości jedynie na podstawie fragmentarycznych zapisów pamięci, twory te są o wiele uboższe psychicznie, od osób, które mają naśladować, jednakże, im dłużej przebywają z ludźmi, tym bardziej stają się bogatsze mentalnie.

Dla Snauta, odwiedziny tworów F są gorzkim ziszczeniem marzeń nawiązania porozumienia z rozumnym oceanem, surogatem kontaktu, który odbywa się wbrew mitycznemu scenariuszowi, jaki wymyśliła sobie ludzkość, i który bezlitośnie demaskuje antropocentryzm, próżność i małostkowość człowieka: „Wyruszamy w kosmos, przygotowani na wszystko, to znaczy, na samotność, na walkę, męczeństwo i śmierć. Ze skromności nie wypowiadamy tego głośno, ale myślimy sobie czasem, że jesteśmy wspaniali. Tymczasem, tymczasem to nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic. Jedne planety mają być pustynne jak Sahara, inne lodowate jak biegun albo tropikalne jak dżungla brazylijska. Jesteśmy humanitarni i szlachetni, nie chcemy podbijać innych ras, chcemy tylko przekazać im nasze wartości i w zamian przejąć ich dziedzictwo. Mamy się za rycerzy świętego Kontaktu. To drugi fałsz. Nie szukamy nikogo oprócz ludzi. Nie potrzeba nam innych światów. Potrzeba nam luster. Nie wiemy, co począć z innymi światami. Wystarczy ten jeden, a już się nim dławimy. Chcemy znaleźć własny, wyidealizowany obraz; to mają być globy, cywilizacje doskonalsze od naszej, w innych spodziewamy się znowu znaleźć wizerunek naszej prymitywnej przeszłości. Tymczasem po drugiej stronie jest coś, czego nie przyjmujemy, przed czym się bronimy, a przecież nie przywieźliśmy z Ziemi samego tylko destylatu cnót, bohaterskiego posągu Człowieka! Przylecieliśmy tu tacy, jacy jesteśmy naprawdę, a kiedy druga strona ukazuje nam tę prawdę ­ tę jej część, którą przemilczamy – nie możemy się z tym zgodzić!…Mamy go, ten kontakt! Wyolbrzymiona jak pod mikroskopem nasza własna, monstrualna brzydota, nasze błazeństwo i wstyd!!!”

 

3. Granice poznania

Kluczowym słowem w monologu Snauta jest „lustro”. Symbolizuje ono przede wszystkim antropocentryzm, który jest niezbywalną cechą świadomości człowieka. Pozornie, antropocentryzm, podszyty takimi hasłami jak szlachetność, bohaterstwo, humanitaryzm, wydaje się być wizytówką, z której ludzkość powinna być niezmiernie dumna. W rzeczywistości jest źródłem próżności i megalomanii, przyczyną naszego kalectwa, garbem, który zawsze, na Ziemi i poza nią, nosimy na plecach, okularami, których nie sposób zdjąć, trwale i nieodwracalnie zniekształcającymi obraz rzeczywistości.

Zazwyczaj antropocentryzm przejawia się częściowo w różnego rodzaju „centryzmach” np. etnocentryzmie, egocentryzmie. W powieści Lema przejawia się on najwyraźniej w zjawisku, które można nazwać naukocentryzmem (scjentyzm nie jest synonimem tego pojęcia). Przez ponad wiek, solaryjski ocean był obiektem badań naukowców z rozmaitych dziedzin. Jednym z problemów, które zmniejszyły szansę, na przynajmniej częściowe, wyjaśnienie procesów odpowiadających za jego funkcjonowanie i psychiczną aktywność, stała się mnogość, wzajemnie wykluczających się interpretacji, stawianych przez badaczy z różnych dziedzin. Znamiennym przykładem naukocentryzmu w środowisku solarystów jest dyskusja, czym są tzw. symetriady – kilkukilometrowe, ultrasymetryczne, ulegające dynamicznym przekształceniom, konstrukcje, które czasami wynurzały się z pod powierzchni rozumnego oceanu. Niektórzy specjaliści widzieli w nich dowody na matematyczną działalność olbrzyma – każde równanie da się przedstawić za pomocą bryły, odpowiadającej temu równaniu, zatem symetriady, jako swego rodzaju, olbrzymie figury przestrzenne, służyły myślącemu oceanowi do prowadzenia niezwykle skomplikowanych obliczeń. Inni badacze interpretowali symetriady jako np. przejaw działalności architektonicznej oceanu.

Z antropocentryzmem ściśle związana jest skłonność do postrzegania gatunku ludzkiego w mitologicznym kontekście, jako elementu związanego z nadprzyrodzonymi istotami i mocami. Jeden z solarystów, Muntius, przedstawił zagadnienie dążenia do kontaktu z oceanem, jako współczesną wersję, dawno przebrzmiałych doktryn i koncepcji religijnych. Według Muntiusa, oczekiwanie na kontakt jest równoznaczne z nadejściem Mesjasza i objawieniem sensu ludzkiego życia, a sami naukowcy pełnią rolę dawnych proroków i kapłanów.

Lustro jest również częścią odwróconego schematu poznania. Solaryjska istota, „włamująca” się do pamięci śpiących naukowców, staje się podmiotem badania, natomiast ludzie, zostają w tej relacji sprowadzeni do roli przedmiotów tajemniczej analizy. Jednakże, nie są tylko i wyłącznie królikami doświadczalnymi. Fantomy nawiedzające badaczy są zmaterializowanymi, nieuświadomionymi treściami, wydobytymi z ich pamięci a więc są dla naukowców rodzajem luster. Bohaterowie, wpatrujący się w gości, mają możliwość poznania niewygodnych sekretów własnej psychiki. Dla przeglądających się w fantomach, niczym w koszmarnych zwierciadłach, solarystów nie istnieją bariery poznawcze, jakie napotkali, usiłując zgłębić istnienie oceanu. Jednakże, jeżeli chcą poznać samych siebie, zamiast prób przekroczenia granic poznania, muszą mierzyć się, z tkwiącymi głęboko w nich, granicami akceptacji, tego, co twory F im ukazują.

W kontekście odwróconego schematu poznania, nasuwa się pytanie o możliwości i granice poznania nie ludzi, a oceanu, który ich analizuje. Solaryści, przez wiele lat, oczekując na legendarny kontakt, prowadzili dwa rodzaje badań nad różnego rodzaju impulsami generowanymi przez zagadkową istotę. Pierwszym rodzajem była bierna analiza emitowanych przez niego sygnałów magnetycznych, grawitacyjnych i elektrycznych. Wynikało z niej jedynie, że sygnały te wykazują podobieństwo do abstrakcyjnego języka wyższej matematyki i fizyki teoretycznej. Drugi rodzaj badań polegał na aktywnym wysyłaniu w ocean różnego rodzaju sygnałów. Ocean odbierał te impulsy, przekształcał je i wysyłał z powrotem, jednakże ich treść była zbyt skomplikowana i niejednorodna, co uniemożliwiało jakiekolwiek próby ich odczytania. Według Snauta, ocean analizując ludzką świadomość i pamięć, napotkał te same przeszkody, co solaryści, którzy go badali, ponieważ „treści” które wydobył z mózgów naukowców, mogły być dla niego w równym stopniu niezrozumiałe, jak sygnały, które on generował, były niezrozumiałe dla badaczy: „Przecież mógł wziąć tylko recepturę produkcyjną, która nie składa się ze słów. Jako utrwalony zapis pamięciowy jest ona strukturą białkową. Jak główka plemnika czy jajo. Tam nie ma przecież, w mózgu, żadnych słów, uczuć, wspomnienia to obraz, spisany językiem nukleinowych kwasów na wielkomolekularnych kryształach asynchronicznych. Więc on wziął to, co było najwyraźniej wytrawione w nas, najbardziej zamknięte, najpełniejsze, najgłębiej odciśnięte, rozumiesz? Ale wcale nie musiał wiedzieć, czym to jest dla nas, jakie to ma znaczenie.”

Granice poznania okazały się podwójne, ponieważ język matematyki, w którym dało się ująć sygnały generowane przez ocean, jak i język biologii molekularnej, w którym są zapisane ludzkie wspomnienia, są narzędziami abstrakcyjnymi i nie da się wydobyć, wyprowadzić z nich żadnych dodatkowych treści wyższego rzędu, szczególnie informacji dotyczących emocji, myślenia i kultury. Wydaje się, że prawomocna jest jeszcze jedna hipoteza o niemożliwości porozumienia. Ocean, w naturalnym środowisku planety Solaris, jest jedyną, nie tylko żywą, ale również świadomą istotą. Ten brak innych bytów, z którymi można nawiązać komunikację, mógł spowodować, że galaretowaty olbrzym po prostu nie znał zjawiska komunikacji, ani tym bardziej nie był wyposażony w „organy” ją umożliwiające, ponieważ nie była mu ona, przez cały czas jego istnienia, do niczego potrzebna. Wprawdzie, odpowiadał, na wysyłane w jego kierunku sygnały, innymi impulsami, jak również, na naświetlenie bardzo silnym promieniowaniem, odpowiedział, wysyłając twory F, jednakże, te dwa działania zwrotne, mogły być tylko zwykłą reakcją na bodźce.

 

4. „Czas okrutnych cudów”

Gdy Harey kolejny raz odwiedza Krisa, mężczyzna nie próbuje pozbyć się gościa, wręcz przeciwnie, zakochuje się, z wzajemnością, w kopii zmarłej dziewczyny. Wie, że innej, prawdziwej Harey nigdy już nie zobaczy i postanawia wykorzystać szansę, daną mu przez los.

Kris, badając pod mikroskopem krew fantoma, dochodzi do dwóch wniosków. Ciała tworów F stanowią idealne kopie nie tylko od zewnątrz, wewnętrznie również stanowią dokładne powtórzenie organizmu, który mają naśladować. Jednakże, okazuje się, że ich wewnętrzna budowa jest tylko pewnego rodzaju kamuflażem, ukrywającym prawdziwą, głęboko ukrytą konstrukcję – dostateczne powiększenie kropli krwi pod mikroskopem, powinno ukazać atomy, jednakże zamiast nich jest tylko pustka. Oznacza to, że goście zbudowani są z cząstek o wiele mniejszych od atomów, zbyt małych, aby można zobaczyć je pod mikroskopami znajdującymi się na stacji. Według Krisa, tymi cząsteczkami są neutrina, które nie łączą się ze sobą, a więc teoretycznie nie można z nich zbudować żadnego stałego układu. Jednakże, psycholog podejrzewa, że ocean stabilizuje neutrina, wytwarzając jakieś specyficzne pole. Jego hipotezę popiera Sartorius. Fizyk, wspólnie ze Snautem, chce za wszelką cenę uwolnić się od fantomów i postanawia zbudować anihilator, destabilizujący pole i tym samym powodujący zniszczenie, rozpad tworów F na pojedyncze neutrina. Kris, coraz mocniej zakochany w Harey, jest temu oczywiście przeciwny i postanawia, że jeśli Sartoriusowi uda się zbudować anihilator, to w czasie jego użycia, on razem z dziewczyną, muszą znajdować się poza zasięgiem jego działania. Dodatkowo, Sartorius, nadal wierzący w możliwość kontaktu z oceanem, chce przesłać stworowi, wykonany encefalogramem, całkowity zapis fal mózgowych Krisa. Psycholog zgadza się wziąć udział w eksperymencie.

Harey zaczyna odczuwać wewnętrzna pustkę, wie, że nie jest do końca sobą, nie pamięta niczego, oprócz tych kilku dni spędzonych na stacji. Podejrzewa, że cierpi na jakąś chorobę. Kris nie chce wyjawić jej dramatycznej prawdy. Dziewczyna znajduje magnetofon, z przeznaczonym dla psychologa, nagraniem Gibariana, objaśniającym czym są twory F. Porównuje ich charakterystyczne cechy np. brak snu, potrzebę nieustannego bycia z osoba, przypisaną do danego gościa, ze swoim zachowaniem i w ten sposób odkrywa prawdę o własnym byciu. Uważa, że jej istnienie jest torturą dla Krisa i postanawia popełnić samobójstwo. W nocy wypija płynny tlen. Odgłosy jej „agonii wybudzają  Krisa ze snu, który stara się ją ratować, chociaż wie, że twory F, ze względu na bardzo szybką regenerację organizmu, który jest zaledwie zasłoną dla neutrinowego wnętrza, są nieśmiertelne, wyłączając oczywiście anihilator. Jego reakcja świadczy o tym, jak bardzo jest zaangażowany w osobliwy związek. Dziewczyna po kilku minutach jest zupełnie „zdrowa” i wreszcie dochodzi pomiędzy nimi do szczerej rozmowy.

Naukowcy rozpoczynają eksperyment „Myśl”, polegający na przesłaniu, za pomocą rentgenowskich promieni, zapisu fal mózgowych Krisa, w kierunku oceanu. Powtórzony, kilkukrotnie, nie przynosi żadnego rezultatu. Upragniony kontakt z zagadkową istotą, również tym razem nie dochodzi do skutku. Psycholog, razem z Harey, planują, przyszłe, wspólne życie na Ziemi, jednakże, oboje wiedzą, że to płonne marzenia. Kris doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że próbując uciec razem z dziewczyną z Solaris, wylecą poza zasięg pola, stabilizującego neutrinowe ciała fantomów, i jego ukochana zamieni się w chmurę cząstek.

Harey w tajemnicy przed Krisem, nadal szuka możliwości popełnienia samobójstwa. Dowiaduje się od Snauta, że Sartorius skończył budowę anihilatora i decyduje się na samounicestwienie. Pewnej nocy podaje Krisowi sok z środkami nasennymi. Gdy bohater budzi się rano, dowiaduje się od Snauta o „śmierci” dziewczyny. Ma nadzieję na jej powrót, ale cybernetyk mówi mu, że od pewnego czasu twory F nie powracają, tak jak dawniej, po próbie uwolnienia się od nich. Kris drugi raz bezpowrotnie traci ukochaną… „Czas okrutnych cudów”, czas rozpaczy, kłamstw, bólu, miłości i nadziei, dobiegł końca.

 

5. Obiektywne poznanie i zobiektywizowana miłość

Czy jest więc Solaris opowieścią o granicach poznania i o miłości, która granic nie zna? Kris, choć usilnie w to wierzy, nie kocha darowanej mu przez myślący ocean istoty. Obwinia się oczywiście za śmierć prawdziwej Harey i w miłości do jej kopii widzi szansę odkupienia starych win. Jednakże, popełnia ten sam błąd. W relacji z nią jest tak samo nieszczery, jak z dziewczyną, której śmierci zapobiegłby, gdyby przyznał się przed nią, że wierzy w jej oświadczenie o samobójstwie.

Neutrinowa Harey wie, że jest jedynie narzędziem myślącego oceanu, o nieznanym zastosowaniu i celu, zmaterializowaną, uprzedmiotowioną cząstką wspomnień psychologa. Wie, że paradoksalnie może stać się podmiotem, decydując o sobie, niszcząc przedmiot, którym jest. Kris, akceptując nową Harey, wierzy, że w ten sposób uczłowieczy ją, obdarzy szacunkiem i miłością. Jednakże, podkreśla jedynie to, co chce usunąć, ukryć, jeszcze bardziej upokarza i uprzedmiotawia fantomową istotę, czyni z niej narzędzie własnego rozgrzeszenia. Prawdziwym dowodem miłości Krisa byłoby pogodzenie się z powziętą przez Harey, decyzją samounicestwienia, wyzwolenia od przeznaczenia, nadanego jej przez ocean i od roli sztucznej pocieszycielki dla skrzywdzonego chłopca, którym Kris pozostaje, aż do powtórnego utracenia obiektu własnych, egoistycznych uczuć.

 

6. Lustro, soczewka, szkiełko

Mickiewicz w Romantyczności przeciwstawił ideał naukowca, wyzwolonego od uczuciowości i mityczności, przezroczystego niczym „szkiełko”, którym bada świat, ideałowi osoby, która właśnie uczuciami i instynktami świat odczuwa i poznaje. Poeta wyznaczył zatem ostrą linię demarkacyjną pomiędzy rozumem a emocjami i intuicją, racjonalnością a mitycznością, analizą a „czuciem” rzeczywistości, opowiadając się za romantycznym odbiorem świata. Pozytywizm odziedziczył tą dychotomię serca i rozumu, jednakże, przeciwstawnie do romantyzmu, w tej epoce uważano, że naukowe badanie faktów jest jedyną właściwą metodą poznania świata. Naukowiec przedstawiony w Romantyczności jest doskonałym przykładem osoby o pozytywistycznym światopoglądzie. Natomiast dociekania metafizyczne, ze względu na obszar badań, wykraczający poza sferę faktów i empirycznego poznania, jak i ze względu na przedmiot badań (dusza ludzka, nadzmysłowy, duchowy świat, zagadnienia eschatologiczne), posiadają punkty styczne z romantyczną wizją rzeczywistości. Łączy je również  teleologiczny typ pytań „Dlaczego…?”, stawianych w celu dogłębnego poznania świata, zrozumienia jego immanentnej celowości. Pytania te w pozytywizmie, jak i późniejszym empiryczno-teoretycznym modelu nauki zostały zastąpione minimalistycznym pytaniem „Jak…?, którego odpowiedzi sprowadzają się jedynie do odkrywania praw kierujących zjawiskami i związków pomiędzy nimi.

Kris Kelwin sprzed dekady, to młody, oddany całkowicie misji kontaktu z solaryjską istotą, naukowiec. To, również, rozpaczający po utracie ukochanej chłopiec, bezskutecznie szukający odpowiedzi na tragedię, której mógł przecież zapobiec. Jest więc dawny Kris człowiekiem, którego tożsamość definiują dwa klasyczne, męskie wzorce osobowości, pozytywistyczny odkrywca i romantyczny kochanek, nieodłączne od przypisanych do nich typów pytań, na które psycholog dramatycznie poszukuje odpowiedzi. Wzorce te równolegle, nie krzyżując się wzajemnie i nie generując wewnętrznych konfliktów, konstytuują świadomość psychologa. Psyche bohatera jest, niczym niezmącone obcym obrazem lustrem, w którym Kris odnajduje potwierdzenie własnych celów i wiar.

Kris Kelwin, który doświadcza na Solaris „czasu okrutnych cudów”, staje się człowiekiem rozdartym, targanym wewnętrznymi konfliktami. Dwa wzorce, które, niesprzecznie, do tej pory, określały jego tożsamość, antagonizują się. Pozytywistyczne ideały rozwoju i postępu ludzkości, zogniskowane w nadziei na kontakt z oceanem, zderzają się z nadzieją odzyskania utraconej dziewczyny, której sobowtór, niczym upiór z romantycznej ballady, nawiedza bohatera. Mężczyzna, pierwszy raz w życiu, odwraca wzrok od samego siebie, od wewnętrznego lustra i przegląda się w podstawionym mu przez ocean, fantomie. Błąd, który popełnia Kris, polega na tym, że w nowym zwierciadle, zamiast ujrzenia obrazu własnej podświadomości, psycholog woli widzieć to, co jest dla niego bezpieczne i wygodne, niesie nadzieję i odkupienie. Dlatego obraz z zewnętrznego lustra nie może nałożyć się na obraz lustra wewnętrznego, świadomość nie może zharmonizować się z podświadomością. Lustro jego duszy staje się soczewką, która jedynie skupia, a nie pochłania, niechciane obrazy, niczym promienie światła, wyzwalając wewnętrzny ogień – Kris spala się w pożarze własnych namiętności.

Jest jeszcze jeden Kris, ten, który wydobył się z własnego czyśćca, który, tak, jak Snaut i Sartorius, przetrwał „czas okrutnych cudów” na planecie Solaris. Jednakże, w odróżnieniu od nich, jest odrodzony niczym feniks z popiołów, niepragnący nadal, jak jego towarzysze, ziszczenia mitycznego kontaktu, ani powrotu Harey. Jego świadomość, z soczewki, przeistoczyła się w przeźroczyste szkiełko, ponieważ tylko tak, Kris, wreszcie może patrzeć na świat, bez zaglądania we własne wnętrze, szukania tam ukojenia i bezpiecznej przystani. Nie jest to jednak to samo przeźroczyste szkiełko, którym patrzył na świat badacz w balladzie Mickiewicza i przemieniony Kris nie jest również jego odpowiednikiem. Tamto, chociaż przeźroczyste, było przecież zabarwione nieuświadomionymi pragnieniami i marzeniami, również przeźroczystego, ale tylko pozornie, naukowca.

 

7. Drugie lustro

Naukowcy postanawiają przesłać na Ziemię raport o wydarzeniach na Solaris. Zanim do planety doleci jeden z wielkich krążowników ziemskiej floty i Kris wyruszy w powrotną podróż, na swoją ojczystą planetę, minie kilka miesięcy…

W zakończeniu powieści, Kris, po raz pierwszy, ląduje na mimoidzie – jednym z dziwnych tworów, które wynurzały się z pod powierzchni oceanu, i doświadcza, jak wielu przed nim, pozornego kontaktu z myślącym olbrzymem. Stojąc na brzegu mimoidu, unoszącego się na falach oceanu, podchodzi do jego krawędzi i wyciąga dłoń w kierunku fali, omywającej brzeg. Jakby w odpowiedzi, z plazmatycznej cieczy, wyłania się galaretowata kopia dłoni mężczyzny, która zbliża się do oryginału, nie stykając się z nim jednocześnie. Zjawisko powtarza się kilkukrotnie, po czym ustaje.

Stojący pośród fal myślącego oceanu Kris, nie jest już dawnym, zniewolonym przez własne i obce mity, iluzje i pragnienia, człowiekiem. Jest pogodzonym z losem obserwatorem rzeczywistości, który oczekuje na kontynuację „okrutnych cudów” oceanu, aby wreszcie uczestniczyć w nich bez garbu własnych lęków i uprzedzeń, cierpliwie czeka, lecz nie na powrót Harey: „A więc lata wśród sprzętów, rzeczy, których dotykaliśmy wspólnie, w powietrzu pamiętającym jeszcze jej oddech? W imię czego? Nadziei na jej powrót? Nie miałem nadziei. Ale żyło we mnie oczekiwanie, ostatnia rzecz jaka mi po niej została. Jakich spełnień, drwin, jakich mąk się jeszcze spodziewałem? Nie wiedziałem nic, trwając w niewzruszonej wierze, że nie minął czas okrutnych cudów”

Pozostaje jeszcze jedno pytanie. Jeżeli Kris doświadczył swoistej przemiany i oczyszczenia, spalił w ogniu stare, subiektywne „ja”, to czy nie jest wybrańcem, który ma szansę doświadczyć rzeczywistego kontaktu z solaryjską istotą – przecież to właśnie jego encefalogram został wysłany w ocean? Odpowiedź musi pozostać negatywna, ponieważ, chociaż jego dusza jest jak przeźroczyste szkiełko, to dużo głębiej w nim tkwi, jak w każdym z nas, drugie lustro, zwierciadło świadomości społecznej i historycznej, ostateczna, niezbywalna podstawa, fundament, początek i koniec człowieczeństwa, ostateczna i nieprzekraczalna granica ludzkiego horyzontu.