Leszek Galas

 

Różewicza wizja ładu niedoskonałego

 

Świat to dziwnie urządzona maszyna, a człowiek
jest i smarem, i piaskiem w trybach tej maszyny
.

Mężczyzna

 

 

Czy stabilizacja życia społecznego jest ekwiwalentem obywatelskiego zadowolenia? Gdzie przebiega granica ingerencji władzy, która próbuje uszczęśliwić podległy jej lud? Jaka jest cena egzystencji w wyreżyserowanym raju i czy jest on lepszy od wojennego piekła? Czy  łańcuch zależności, skuwających społeczne mrowisko, posiada słabe ogniwa? Jak smakuje wolność i samotność w tłumie?

W dramacie Świadkowie albo Nasza mała stabilizacja Różewicz przedstawia współczesną mu rzeczywistość. Świat drugiej połowy dwudziestego wieku, cywilizację, która otrząsnęła już się z traumy drugiej wojny światowej, odbudowała zniszczone miasta i zaprowadziła nowy ład, stabilizację społecznych stosunków i relacji. Ceną, jaką płacą obywatele za spokój i regulację ich egzystencji, jest usunięcie wszelkich skrajności, ekstremów z każdej sfery życia. Panuje wszechobecne „uśrednienie”, przeciętność, umiarkowanie w dążeniu, odczuwaniu, postrzeganiu i rozumowaniu. Przeciwieństwa straciły wyrazistość, wyblakły. Nikt nikogo prawdziwie nie kocha ani nienawidzi. Zawężony horyzont ludzkich potrzeb nie mieści w sobie dążenia ku obszarowi transcendencji: „metafizyka ma

nogi jamnika”.

Również eschatologia straciła moralizatorską funkcję, obywateli nie straszy się już piekłem, a refleksję nad sacrum, jakim była tajemnica śmierci, zastąpiono konsumpcją szerokiej gamy artykułów pogrzebowych.

Otaczająca rzeczywistość jest skrajnie monotonna i przewidywalna: „domy stoją

samochody jeżdżą

panowie mają panie

panie mają futra

futra mają kołnierze

i tak dalej”.

Ludzie, którzy w niej funkcjonują, zostali pozbawieni możliwości decydowania o swoim losie w szerszym wymiarze, poszukiwania własnej tożsamości. Wyreżyserowany świat, w którym wegetują, decyduje za nich, o tym, kim są i do czego dążą. Pozbawieni wielkich wyborów i dylematów, nie doświadczają wielkich wstrząsów i tragedii. Jedyny obszar, w jakim mają swobodę działania, to ich mała, prywatna, poukładana, przesiąknięta rutyną codzienność, a jedyna obawa, to możliwość utraty własnej, prywatnej „małej stabilizacji”, lub pragnienie uwolnienia się od niej.

Ponieważ bohaterowie sztuki Różewicza pozbawieni są możliwości kreowania rzeczywistości, wykraczającej poza ich mały, stabilny świat, mają do niej skrajnie obojętny stosunek. Zdarzenia nie dotykające ich bezpośrednio, traktują beznamiętnie, jak sceny z telewizyjnych wiadomości lub informacje przeczytane w porannej gazecie, o których później, rozmawia się ze znajomymi. Natomiast w sytuacji, w której zewnętrzny, obcy świat przekracza granicę ich małej rzeczywistości i zakłóca jej monotonny, stabilny puls, okazują się bezradni i szukają pomocy lub zrzucają na innych ludzi odpowiedzialność reakcji, interwencji. Dlatego Różewicz nazywa bohaterów dramatu „Świadkami”, a więc niezaangażowanymi, przypadkowymi obserwatorami zdarzeń, potrafiącymi jedynie relacjonować, a nie kreować sytuację, w której niespodziewanie się znaleźli. Postacie sztuki nie mają ściśle określonej  tożsamości, wyglądu ani wieku, są niczym puste formy, doskonale dopasowane do przeciętnego obywatela, żyjącego w czasach powojennego ładu.

Postaci dramatu to Kobieta i Mężczyzna oraz Drugi i Trzeci. Kobieta i Mężczyzna tworzą zwyczajne małżeństwo, skupione na drobnych, codziennych sprawach. Wydają się tworzyć udany, harmonijnie uzupełniający się związek. Kobieta ma dosyć małżeńskiej rutyny, słodkiej, mdłej stabilizacji i z tęsknotą wspomina czasy ich szalonego narzeczeństwa. Ma poczucie, że mąż bardzo się od niej oddalił, jednakże jedyne co potrafi zrobić dla ratowania związku, to niespodziewany i krótkotrwały „wybuch” szczerości, po którym wszystko wraca do normy. Mężczyzna również chce zmian, składa deklaracje, lecz szybko o nich zapomina. On, podobnie jak żona, nie potrafi szczerze rozmawiać o ich związku, posuwa się jedynie do dwuznacznych aluzji: „Jeśli nie możesz żyć…”. Chociaż oboje pragną zmian, to bardziej obawiają się utraty dotychczasowego ładu i zamiast poprawy relacji, jakie zachodzą między nimi, wybierają dotychczasową stabilizację.

Bierny, obojętny stosunek małżeństwa do otaczającej rzeczywistości ukazują sceny, w których, naprzemiennie, wyglądają przez okno (symbolizuje ono granicę ich świata) i szczegółowo relacjonują pomiędzy sobą zaobserwowane zdarzenia. Najpierw widzą małego kotka, następnie pojawia się dziewczynka, robiąca babki z piasku, później zjawia się chłopiec. W pewnym momencie chłopiec łapie kotka, torturuje go i bestialsko zabija. Na małżeństwie ta sytuacja nie robi żadnego wrażenia. Żegnają się ze sobą i opuszczają mieszkanie. Po ich wyjściu do mieszkania wchodzi tajemniczy człowiek – Obcy. Sprząta ze stołu, w taki sposób, jakby chciał usunąć wszystkie ślady, pozostawione przez małżeństwo i zamyka okno. Wydaje się, że jest on zwiastunem ingerencji ślepego losu, przypadku, fatum, w poukładane życie małżeństwa, rujnującego ich małą stabilizację.

Drugi i Trzeci to Panowie w średnim wieku znajomi, którzy spotkali się na tarasie kawiarni. Drugi zwierza się Trzeciemu z wstydliwych sekretów swojego życia. Uwagę mężczyzn przykuwa zbliżający się do nich powoli tajemniczy obiekt, który bohaterowie starają się ignorować. Jednakże, dystans pomiędzy nimi skraca się i zdają się widzieć w tajemniczym przedmiocie, psa potrąconego przez samochód lub rannego, czołgającego się człowieka. W końcu, zagadkowe stworzenie podczołguje się, podpełza do ich foteli. Gnijąc, wydaje z siebie fetor. Mężczyźni, całkowicie bezradni wobec zaistniałej sytuacji, pogrążają się w oczekiwaniu na pomoc, która nie nadchodzi.

Tajemniczy byt jest metaforą zbliżającego się kryzysu, problemu, zagrożenia, któremu można przeciwdziałać. Mężczyźni nie robią tego z dwóch powodów. Po pierwsze, sądzą, że problem nie dotyczy bezpośrednio ich małych światów, nie zagraża ich małym stabilizacjom i starają się zrzucić odpowiedzialność na innych mieszkańców miasta: „W drugiej połowie XX wieku w samym środku miasta leży padłe bydlę i nikogo to nic nie obchodzi”. Po drugie, brak reakcji ze strony dwójki mężczyzn wynika z ich sytuacji egzystencjalnej. Drugi to człowiek na wysokim stanowisku, który poświęcił wszystko dla jego osiągnięcia. Aktualnie, celem jego życia jest utrzymanie zdobytej z trudem pozycji zawodowej, gwarantującej życiową stabilizację. Metaforą jego przywiązania do stanowiska jest fotel, na którym siedzi i z którego nie może zejść – oznaczałoby to niebezpieczeństwo utraty wywalczonej pozycji. Dlatego, nawet czując smród rozkładającego się cielska, woli znosić fetor niż wstać i odejść, ryzykując destabilizację dotychczasowego ładu: „Może przywyknę”. Natomiast Trzeci, to człowiek zorientowany ku przyszłości, niedbający o przeszłość i skupiony na jakimś konkretnym celu, przysłaniającym mu resztę otaczającej go rzeczywistości – potrafi on, w odróżnieniu od Drugiego wstać ze swojego fotela, jednakże może poruszać się tylko do przodu, bez oglądania się za siebie i na boki. Fotele mężczyzn są odwrócone w przeciwnych kierunkach, Trzeci siedzi w kierunku przeciwnym do kierunku, z jakiego nadszedł „pies”, więc, z racji poruszania się tylko do przodu, jest pozbawiony możliwości „uprzątnięcia problemu”. Jest on skazany na relacjonowanie, opis sytuacji przez Drugiego. Dodatkowo, ich fotele stoją równolegle do siebie, jednak nie na tyle blisko, aby mogli chwycić się za dłonie, co symbolizuje niemożliwość współpracy. Ich „imiona” – Drugi, Trzeci zdają się sugerować, że potrzebują oni kogoś dodatkowego, dzięki komu mieliby szansę nawiązania kolektywnego działania – czyli Pierwszego, a więc wyrażają niepełność pojedynczych jednostek i ich zależność od reszty społeczeństwa. Jednakże, luka pomiędzy fotelami mężczyzn wskazuje, że z jednostkowych, prywatnych małych stabilizacji nie da się utworzyć jednej Wielkiej Stabilizacji, czyli ładu ostatecznego, co ma optymistyczny wydźwięk. Taki porządek możliwy byłby tylko dzięki idealnej współpracy, a więc również mentalnej zgodności poszczególnych jednostek i oznaczałby ich całkowitą uniformizację. Nieciągłość i niepełność jest więc gwarancją wolności człowieka, istoty skazanej ostatecznie na samego siebie i własne, małe słabości, wady i kalectwa.

Sztuka Różewicza dokonuje rozrachunku z systemem komunistycznym. Pokazuje, że próba urzeczywistnienia, postulowanej przez dyktaturę, doskonałej harmonii, współpracy i ładu społecznego doprowadziła do dysharmonii, pesymizmu i atomizacji jednostek, które, wskutek działań „opiekuńczego” systemu, wyręczającego obywateli z konieczności decydowania o sobie, reżyserującego i kreującego otaczającą rzeczywistość, zostały pozbawione możliwości dążenia do wyższych celów w wspólnej przestrzeni, zamknęły się w małych, prywatnych światach i zredukowały życie do troski o ich utrzymanie. Z tego marazmu i egzystencjalnej apatii wybudziły społeczeństwo ruchy takie, jak Solidarność, przywracając jednostkom możliwość kreowania otaczającej rzeczywistości i siebie zarazem.