Leszek Galas

 

O rycerzach, którym słoma z butów wystaje i sztuce zaprzęgniętej do pługa

Wyście sobie, a my sobie.

Każden sobie rzepkę skrobie.

Radczyni

 

W roku tysiąc dziewięćsetnym, we wsi niedaleko Krakowa, pewnej listopadowej nocy odbyło się wesele. Zdarzenie to szczególne, ponieważ przybyli na nie przedstawiciele wszystkich stanów ówczesnego polskiego społeczeństwa. W wiejskiej izbie, w rytmach skocznej, weselnej muzyki i obłokach błękitnego dymu dyskutowali, flirtowali i tańczyli chłopi, inteligencja, artyści i mieszczanie. Połączył ich nie tylko rozwiązujący języki alkohol i weselna, sielska atmosfera, lecz przede wszystkim narodowa idea wskrzeszenia rozdartej przez zaborców ojczyzny. Upojeni jej czarem Polacy, na tę jedną noc i zimny świt, na mgnienie oka, zbliżyli się do siebie.

W takiej właśnie scenerii rozgrywa się akcja najsłynniejszego dramatu Stanisława Wyspiańskiego. Dlaczego zdecydował się on umieścić akcję sztuki, będącej w istocie surową diagnozą kondycji duchowej polskiego narodu, właśnie na weselu? Mogłoby się wydawać, że miejsce wypełnione odgłosami tłuczonego szkła i chaosem wirujących w tańcu ciał, jest nieodpowiednie do rozliczenia rodaków z ich wad, złudzeń, popełnianych błędów a zwłaszcza z rezultatów wspólnych, narodowych inicjatyw, które wymagały integracji i zbliżenia się do siebie wszystkich stanów społecznych. Jednakże, właśnie „zbliżenie się” narodu jest tu kluczowym słowem a weselne tańce, ich dynamizm, nieustanne zbliżanie i oddalanie się od siebie nawzajem upojonych chwilą ciał i dusz, które tylko na ten moment coś dla siebie znaczą, doskonale odzwierciedlają pozorność relacji, jakie panowały pomiędzy stanami polskiego społeczeństwa.

Wydaje się, że istnieje jeszcze jeden powód, pozwalający zrozumieć decyzję Wyspiańskiego o wyborze miejsca akcji Wesela. Wiejska chata w której odbywa się tytułowa uroczystość, leży na skraju dwóch światów: zwykłej, codziennej teraźniejszości, której jednostajny rytm zakłócają polityczne klęski narodu i nieustające nadzieje na odrodzenie Polski oraz świata w którym historia łączy się z baśnią, mitem i z którego sztuka czerpie swoją siłę. Te dwa światy podczas weselnej nocy spotykają się ze sobą a sztuka staje się służebnicą polityki.

Właśnie te dwa, ściśle ze sobą związane wątki: diagnoza kondycji duchowej Polaków i relacji zachodzących pomiędzy nimi oraz uwikłanie i uzależnienie sztuki od polityki stanowią o wiecznie żywej wymowie Wesela.

1. Wieś sielska, anielska

Pierwszy z wątków jest dogłębnie i szeroko analizowany przez Wyspiańskiego. Autor demaskuje i demitologizuje zakorzenione w polskim narodzie fałszywe przekonania, postawy, mity i przesądy.  Dotyczą one kwestii społecznych, kultury oraz polityki.

Charakterystyczną iluzją, a także osobliwą modą współczesnych Wyspiańskiemu intelektualistów a zwłaszcza artystów, była fascynacja chłopstwem i ich życiem. W Weselu rola apologety wiejskiego sposobu życia przypadła Panu Młodemu, który ożenił się z chłopką (Panna Młoda). Mężczyźnie, który jest znudzony i przytłoczony wielkomiejską egzystencją, żywot na wsi i okoliczne piękno przyrody (niczym z obrazów impresjonistów) jawi się jako zbawienna alternatywa dla wegetacji, jaką jest życie mieszczuchów: „Żyłem dotąd w takiej cieśni,

pośród murów szarej pleśni:

wszystko było szare, stare,

a tu naraz wszystko młode,

znalazłem żywą urodę,

więc wdecham to życie młode;”

Pan Młody jest zauroczony wsią i jej mieszkańcami. Wieśniacy są dla niego barwnymi, interesującymi ludźmi a miastowe kobiety w zestawieniu z chłopkami okazują się nudne i pospolite. Jednakże, nie dostrzega on trudów i problemów z jakimi muszą się codziennie zmagać chłopi np. ciężkiej pracy. Nie bierze również pod uwagę różnic społecznych, jakie mogą stanowić przeszkodę we wzajemnej integracji ludzi wychowanych w odmiennych środowiskach, a o których mówi świeżo poślubionej Pannie Młodej, Radczyni: „no, ale o czym wy będziecie mówili,

jak ta nadejdzie wieczór długi:

mówić się nie chce, trza przesiedzieć;

on wykształcony, ty bez szkół –”.

Następnym fałszywym przeświadczeniem intelektualistów jest stereotyp chłopstwa jako skrajnie hermetycznej warstwy społecznej, skupionej jedynie na własnym życiu i nie interesującej się wydarzeniami dziejącymi się na świecie. Stereotyp ten obala jeden z chłopów – Czepiec, który stara się uświadomić Dziennikarzowi bezzasadność tego przesądu: „A i my tu cytomy gazety”. Chłopi, nie fascynują się miastem, tak jak artyści wsią . Czepiec wie, że życie w mieście posiada negatywne aspekty. Doskonale zdaje sobie sprawę z wartości i potencjału, które posiadają wieśniacy i uważa, że wyższe stany mogłoby jedynie skorzystać na współpracy z nimi. Natomiast inni chłopi wiedzą, że zachwyt miastowych wsią jest krótkotrwały, spowodowany nudą i odkryciem świata, który jest dla nich nowością.

2. Zakrwawione kosy

Wesele ukazuje rozdarcie inteligencji i artystów pomiędzy szarą codziennością a górnolotnymi aspiracjami, konfrontuje ich marzenia i deklaracje z rzeczywistością. Z jednej strony, pragną oni uczestniczyć w wielkich zdarzeniach, które mogłyby odmienić los polskiego narodu i państwa. Z drugiej, zamiast aktywnie dążyć do realizacji, stawianych całemu narodowi celów, których powinni się stać inicjatorami, pogrążają się w marazmie codzienności, przysłaniającej górnolotne plany: „a tu pospolitość skrzeczy,

a tu pospolitość tłoczy,

włazi w usta, uszy, oczy;”.

W urzeczywistnianiu wyśnionych wizji przeszkodą jest nie tylko bierna postawa wobec sytuacji politycznej, lecz również różnice zdań w kwestii chłopskiej. Według Poety, zakorzeniona w intelektualistach i artystach potrzeba mitologizacji rzeczywistości i fascynacji tym, co nieznane: „że nas mara, dziwo nęci”, przyczynia się również do niepotrzebnej i niebezpiecznej w skutkach idealizacji obrazu polskiego chłopa, który jawi się jako potomek piastowskiej dynastii. Natomiast dla Gospodarza, który od dziesięciu lat żyje na wsi, obraz ten wiernie odzwierciedla zalety chłopskiej duszy i charakteru np. charyzmę, rozsądek, czyli królewskie przymioty: „bardzo wiele, wiele z Piasta;

chłop potęgą jest i basta”.

Jednakże, Gospodarz, jaki i również Pan Młody, rozumieją obawy Poety, wynikające z zachwytu nad chłopstwem. Ojciec Gospodarza i dziadek Pana Młodego zostali bestialsko zamordowani przez chłopów w 1846 roku w tzw. rabacji galicyjskiej, powstaniu chłopskim przeciwko szlachcie i inteligencji, którego prowokatorem i inicjatorem był austriacki zaborca. Dlatego doskonale zdają oni sobie sprawę z faktu, że chłopi, potencjalnie, stanowią poważną siłę zbrojną, konieczną w walce o odrodzenie ojczyzny. Ich ogromną wadą jest podatność na manipulację i porywczy charakter: „tylko im przystawić oręża,

zapalni jak sucha słoma;”.

Oportunistyczny i ugodowy stosunek do chłopstwa, bezlitośnie demaskuje Pan Młody: „myśmy wszystko zapomnieli:

o tych mękach, nędzach, brudzie;

stroimy się w pawie pióra”.

Czepiec pełni w Weselu rolę wyraziciela woli chłopów. Podziela on stanowisko wyższych stanów o potrzebie zjednoczenia wszystkich klas społecznych narodu polskiego w celu skutecznej walki zbrojnej z zaborcami. Przypomina on Gospodarzowi, że to intelektualiści rozbudzili w wieśniakach poczucie narodowej tożsamości i ujrzeli drzemiącą w nich siłę. Niestety, uosabia on nie tylko chłopską wolę, ale również ich porywczość i bezmyślność, której tak bardzo obawiają się panowie: „ jeżeli nie pójdziecie z nami,

to my na was – i z kosami!”.

3. Duchy z przeszłości

Osobiste konfrontacje złudzeń z rzeczywistością, z jakimi muszą się mierzyć przedstawiciele artystycznej cyganerii i intelektualnej elity, związane są ściśle ze zjawami z baśni lub odległej historii Polski, nawiedzającymi w drugim akcie Wesela niektóre z postaci dramatu. Najważniejszymi z nich, w kontekście demaskacji złudzeń Polaków, są: Rycerz ukazujący się Poecie, Stańczyk odwiedzający Dziennikarza, Wernyhora przybywający do Gospodarza oraz Chochoł, rozmawiający z Jaśkiem w finałowych scenach sztuki. Za przybycie duchów odpowiadają Poeta i Rachel, młoda dziewczyna zafascynowana twórczością młodopolskich artystów. Oboje pragną napełnić weselną chatę poetycznością i namawiają państwa młodych, aby zaprosili na wesele gości z baśni, legend i historii. Moment ten rozpoczyna drugi z głównych wątków dramatu, czyli ukazanie sztuki jako narzędzia przekazu politycznych treści. W tym kontekście szczególnego wymiaru nabiera postać Poety, który jako reprezentant młodopolskiej bohemy gardzi działalnością artystyczną, która nie jest celem samym w sobie i dla siebie, i która pragnie być jedynie środkiem do większych od niej samej kwestii. Cyganeria artystyczna miała za nic sztukę, świadomie tworzoną jedynie dla celów politycznych i głosiła autonomię artysty i jego dzieła – tzw. sztuka dla sztuki.

Rycerz jest duchem wojownika, który brał udział w bitwie pod Grunwaldem – prawdopodobnie Zawiszy Czarnego. Reprezentuje również moc i potęgę, o której marzy, trawiony biernością i dekadencją Poeta. Zjawa nakłania mężczyznę do walecznych czynów: „nędzarzu, na koń, na koń”, i za oddanie duszy oferuje uczestnictwo w sile, której jest manifestacją. Poeta decyduje się zaprzedać ducha w zamian za upragnioną potęgę. Jednakże, okazuje się, że nie jest on gotowy, aby stać się wielkim bohaterem  – gdy Rycerz podnosi przyłbicę, aby Poeta mógł spojrzeć w oczy legendarnej mocy, artysta widzi jedynie: „Śmierć – – – Noc!”. Pomimo że Rycerz przedstawia się jako duch postaci historycznej, to jest on również istotą z pogranicza baśni i sztuki, a więc reprezentuje dwie sprzeczne wartości – politykę i sztukę. Poeta sprzeciwia się działalności łączącej te sfery i dlatego, prawdopodobnie, nie może stać się następcą Rycerza.

Stańczyk jest duchem słynnego błazna, żyjącego na dworze królów z dynastii Jagiellonów. Duch rozpoznaje w Dziennikarzu bratnią, błazeńską duszę (intelektualista należy do ugrupowania politycznego zwanego „stańczykami”), jednakże nie widzi w nim godnego następcy, który nie lęka się wytknąć rządzącym ich błędów, a jedynie jednego z wielu, niewolników władzy: „błaznów coraz więcej macie”. Mężczyzna wyznaje duchowi, że jako dziennikarz i polityk nie realizuje patriotycznej misji podtrzymywania narodowego ducha w społeczeństwie, wybierając ugodową i bierną postawę wobec zaborców: „Usypiam duszę mą biedną

i usypiam brata mego”.

Intelektualista jest zawieszony pomiędzy przeszłością, do której nie ma powrotu i przyszłością, która jest pozbawiona perspektyw na zmianę losów narodu. Mniema, że tylko jakiś wielki kataklizm mógłby obudzić jego pokolenie z apatii. Dziennikarz wyznaje, że dręczą go błędy minionych pokoleń i jako Polak poczuwa się do odpowiedzialności za nie. Stańczyk wie, że to jedynie puste słowa hipokryty i komedianta:

„Acan się zalewa łzami,

duszę krwawi, serce krwawi;

ale znać z Acana mowy,

że jest – tak – przeciętnie zdrowy;”

Jednakże, fatalizm mężczyzny jest mu bliski: „uderzyłeś błazna ton”, i dlatego wręcza mu kaduceus jako symbol narodowego przewodnictwa: „Staj na czele!!”.

Wernyhora to półlegendarna postać, kozacki prorok i wróżbita, symbol zbliżającej się ogólnonarodowej walki o wyzwolenie Polski spod jarzma zaborców. Odwiedza on Gospodarza, nakazuje mężczyźnie rozesłać w świat wici o nadchodzącym powstaniu, o świcie zgromadzić lud przed wiejską kaplicą i wspólnie w ciszy oczekiwać na Wernyhorę i jego armię z archaniołem na czele, a gdy będą nadjeżdżali, zadąć w złoty róg. Podarowany przez proroka instrument ma obudzić w narodzie ducha walki. Gospodarz zamiast samemu wypełnić polecenia Wernyhory, obarcza tym zadaniem Jaśka, młodego drużbę i brata Panny Młodej, na co chłopak ochoczo przystaje. Przekazanie wykonania rozkazu proroka młodzieńcowi ukazuje wielką nieodpowiedzialność Gospodarza i świadczy o tym, że powierzona mu misja przerosła jego zapał i rzeczywiste możliwości. Nawiasem mówiąc chociaż Wernyhora przyjeżdża do Gospodarza, to, w odróżnieniu od innych duchów, widzą go lub słyszą dźwięk jego liry również inni bohaterowie, co wskazuje na to, że jego wiadomość jest skierowana do wszystkich Polaków.

Nie tylko Rycerz, lecz także Wernyhora jest postacią z pogranicza dwóch światów: historii i polityki oraz baśni, legend i sztuki – pojawia się on na obrazie Matejki i w twórczości Słowackiego. Również Stańczyk, który, w odróżnieniu od Rycerza i Wernyhory, jest postacią historyczną a nie zaledwie legendarno-historyczną, został uwieczniony na płótnie przez Matejkę. Wszystkie trzy zjawy, a zwłaszcza Wernyhora, ukazują uwikłanie i zależność sztuki od polityki.

4. Słomiane dusze

Chochoł nakazuje Jaśkowi powyjmować broń z rąk zamarłego ludu i połączyć ich ręce, jak do tańca. Sam zaczyna na patykach, jak skrzypcach, grać weselną melodię. Jej dźwięki wprawdzie wyrywają bohaterów z mitycznego odrętwienia, jednakże tylko po to, aby, nadal mentalnie uśpieni, mogli nieustannie tańczyć w rytm granej przez słomianego grajka muzyki: „To drugi CZAR!”. Ta groteskowa scena ujawnia schemat zachowań polskich patriotów. Polacy, będąc w niewoli, oczekują na możliwość walki o wyzwolenie narodu i państwa a gdy taka szansa zaistnieje, to okazuje się, że jej wykorzystanie przerasta ich możliwości – tak jak bohaterów Wesela przerosła wizja narodowego powstania, tak i w rzeczywistości inicjatywy zbrojne, z różnych powodów, kończyły się klęskami. Porażka rozpoczyna okres pokoju (symbolizuje go Chochoł nakazujący Jaśkowi zabrać z rąk bohaterów broń), w którym naród, pogrążony w apatii z powodu poniesionej klęski i w marzeniach o kolejnej szansie na wyzwolenie, biernie oczekuje na jej nadejście – ten stan symbolizuje taniec w rytm melodii granej przez Chochoła. Gdy taniec dobiega końca: „będą tańczyć cały rok”, i rozpoczyna się kolejna próba realizacji narodowych pragnień i mitów. Zatem chocholi taniec symbolizuje również błędne koło wyzwoleńczych starań Polaków. Natomiast sam Chochoł, jako istota groteskowa, wydaje się uosabiać duszę polskiego narodu: krzak róży symbolizuje arystokrację i inteligencję, okrywająca go słoma, chłopów, skrzypce na których gra, artystów. Duszę, składającą się z kilku niepasujących do siebie części, i dlatego karykaturalną, jak Chochoł, i tak jak słomiany wodzirej wyswobadza bohaterów z jednego czaru, iluzji i rzuca jednocześnie drugi urok, tak i ona doprowadza do wewnętrznych konfliktów i zarazem je łagodzi.

To niedopasowanie do siebie poszczególnych stanów społeczeństwa, swoistą pstrokaciznę, konflikt wzajemnie wykluczających się interesów, obnaża Dziennikarz: „Społem” to jest malowanka,

„społem” to duma panka,

„społem to jest chłopskie „w pysk”,

„społem” to papuzia kochanka,”.

W kontekście sztuki uwikłanej i zależnej od polityki, Chochoł symbolizuje zniewolonego pseudoartystę – gra na patykach a nie na prawdziwych skrzypcach, ukrywając w ten sposób ważne i wartościowe treści sztuki pod politycznym banałem – róża przykryta słomą, i którego publiczność stanowią obywatele, łakomi na polityczną propagandę i mitologię. Natomiast, chocholi taniec, jaki wykonują bohaterowie w zakończeniu dramatu można zestawić z pląsami, w których brali udział podczas weselnej nocy. Oba rodzaje tańca ukazują brak porozumienia między Polakami – weselne były metaforą nietrwałego porozumienia, natomiast finałowy, w którym postaci, w parach, nieustannie trzymają się za ręce i wykonują monotonne, powolne figury, ukazuje wprawdzie jakąś trwałą więź, jednakże zawiązaną nie dla realizacji wielkich idei, a dla wzajemnego pocieszenia w tragedii. A więc Polaków może połączyć na dłuższy czas jedynie wspólna klęska i następujący po niej marazm.

Wyspiański w mistrzowski sposób obnażył przywary polskiego narodu. Jednakże, największym atutem tego dzieła jest jego nieprzemijająca aktualność. Naiwność Polaków i ich wiarę w mającego nadejść z zewnątrz wyzwoliciela, potwierdziły złudne nadzieje o pomocy ze strony aliantów w drugiej wojnie światowej. Natomiast dzisiaj, ponad wiek od napisania Wesela, w Polsce nadal unosi się atmosfera męczeństwa, przesiąknięta przelaną krwią wolnościowych wysiłków, jakie podejmowali polscy patrioci w ubiegłym stuleciu. Przedstawiciele niektórych ugrupowań politycznych, niczym intelektualiści z dramatu Wyspiańskiego, egzystuję, zawieszeni pomiędzy teraźniejszością oraz historią, której nadają nieomal mityczną rangę i której duchy nieustannie ich nawiedzają, a sztuka, tak jak dawniej, służy do utrwalania wizerunku narodowych bohaterów (zwłaszcza tych, którzy zginęli tragicznie w niewyjaśnionych katastrofach), już nie na płótnie a taśmie filmowej.