Daniel Macioł

Nadludzie XXI wieku?

Niedawno w niemieckiej stacji telewizyjnej ZDF został wyemitowany reportaż poświęcony włoskiemu alpiniście i himalaiście Reinholdowi Messnerowi – pierwszemu człowiekowi, który zdobył Koronę Himalajów – wszystkie czternaście ośmiotysięczników świata.

Wsłuchując się w kolejne fakty życiorysu wspinacza zdałem sobie sprawę, jakie pokłady samozaparcia i woli walki ten człowiek musiał w sobie wytworzyć, aby móc osiągnąć wyznaczony przez siebie cel. Jak sam powtarza, „das Haben ist langweilig, die Herausforderung ist wichtig” (posiadanie jest nudne, wyzwanie jest ważne).

Już samo oglądanie zdjęć z wypraw, w jakich Messner brał udział sprawia, że człowieka ogarnia strach, a co dopiero, gdyby się tam było. We wspomnianym wywiadzie Messner opowiada, że nie odczuwał żadnego strachu będąc świadomy faktu, że w danym miejscu może stracić życie. Chcąc nie chcąc nasuwa się tutaj filozofia Nietzschego i jego koncepcja nadczłowieka – Übermensch. W dziele Tako rzecze Zaratustra nadczłowiek został określony jako osoba odrzucająca wszelkie ograniczenia, jakie mogłyby stanąć na drodze do wyznaczonego celu. Bo jak inaczej można nazwać człowieka, który w czasie swych wypraw przeżył burze śnieżne, ślepotę śnieżną, stracił sześć palców u nogi. Nawet w momentach skrajnych zachowywał zimną krew, jak to miało miejsce 1970 roku w czasie wyprawy na Nanga Parbat, w której to zginął jego młodszy brat Günther, czy rok później podczas podboju szczytu Manaslu, w czasie której zginęli dwaj pozostali członkowie załogi Franc Jaeger i Andy Schrick. Nietzscheański Übermensch jest jednostką „autentyczną” sprzeciwiającą się „człowiekowi stadnemu”, czyli człowiekowi uformowanemu przez społeczeństwo i przestrzegającemu społecznych norm moralnych. Jest zatem rezultatem scalenia procesów ewolucji biologicznej oraz procesu rozwoju duchowego. Messner swój stan tłumaczy maksymalnym skupieniem, w którym zapomina o wszystkich „przyziemnych”, „ludzkich” sprawach. Człowiek w danym momencie znajduje się w pewnego rodzaju stanie uniesienia, uskrzydlenia, tunelu, w którym jest tylko on i dana sprawa. W literaturze stan też nazywany jest stanem przepływu, z angielskiego „flow”. Stan ten został zrelacjonowany przez najwybitniejszych sportowców świata, jak np. Felixa Bamgartnera – znanego ze skoku ze stratosfery z wysokości 38 969,4 metrów.

Według Nietzschego kształtowanie nadczłowieka jest procesem widzianym w podobny sposób, jak ujmował to Arystoteles, który uważał, że należy nakreślić sobie pewne cele w swoim życiu i starać się je sumiennie zrealizować. Dążyć do tego co najlepsze w nas, czyli dotrzeć do najwyżej położonego szczebla, do jakiego jesteśmy w stanie dotrzeć. W starożytnej Grecji stan ten nazywano eudajmonią. Odmianą tego rodzaju myślenie jest także filozofia Kaizen, wprawdzie obecnie kojarzona wyłączne z biznesem, ale w swych założeniach bliska jest temu, co głosił Arystoteles. Kaizen to niekończące się drobne ulepszenia. Według mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni, skąd nurt się wywodzi, największa siła tkwi w drobnych krokach, które gwarantują człowiekowi stabilny rozwój. Tak rozumiane pojęcie nadczłowieka ukazuje nam, że nie jest on geniuszem, który czerpie ze swych wewnętrznych pokładów wiedzy i energii, by osiągnąć sukces wynikający z wrodzonej doskonałości. Geniusz jest bowiem jedynie końcowym produktem pracy.

Messner sam mówi, że kilkakrotnie musiał przed samym szczytem przerwać wyprawę (w sumie 13 razy był zmuszony zawrócić przed osiągnięciem szczytu). Jak przyznaje, z wiekiem decyzja przychodziła mu łatwiej, zawsze wtedy kiedy czuł, że ryzyko jest za duże, kiedy lęki przed zagrożeniem były zbyt intensywne, rezygnował. Słowa te tylko potwierdzają, że znajdował się na drodze do swoistej doskonałości. Nie tyle cielesnej, co psychicznej, duchowej. Według Nietzschego człowiek powinien samodoskonalić swój charakter w oparciu o czynnik zewnętrzny. Dzięki temu bowiem wyzwoli swoją istotę i będzie mógł istnieć bez przeszkód polegając jedynie na sobie. Dlatego właśnie z pojęciem nadczłowieka ściśle powiązana jest koncepcja „woli mocy”. Moc pochodząc z zewnątrz pozwala człowiekowi podążać w stronę owej doskonałości. Człowiek poprzez własne istnienie chce samodoskonalenia i dzięki mocy darowanej mu przez los może wznieść się w swym bycie wyżej. W jednym z wielu filmów autobiograficznych Messner przyznaje, że w początkowych fazach swojej kariery miał wielkie problemy z opanowaniem strachu, tylko i wyłącznie dlatego, że i on także jest tylko człowiekiem. Człowiek chcąc przekroczyć siebie narzuca sobie nowe, większe wymagania, zmuszając się tym samym do podejmowania wyzwań, działań ambitniejszych, charakterystycznych dla jednostek odważnych, wykorzystujących własne siły i potencjalnie predestynowanych do grona nadludzi. Pomimo złych konotacji jakie ma pojęcie nadczłowieka, omawiana tematyka jest w obecnym świecie wszechobecna. Wyznając zasadę niemieckiego trenera piłkarskiego Dettmara Crammer „So lange besser möglich ist, ist gut nicht genug” (Dopóki jest możliwość bycia lepszym, dobrze nie jest wystarczające) każdy ma możność stania się nadczłowiekiem, nie w złym tego słowa znaczeniu, lecz bardziej w sensie przywołanym w biblijnej przypowieści, w której wierny sługa maksymalnie pomnożył swoje talenty, osiągając w ten sposób cel swojego życia w postaci „radości Pana”. Nawet jeśli nie jest to możliwe we wszystkim, to przynajmniej w jednej dziedzinie. Przykład Reinholda Messnera jest tego tylko potwierdzeniem.