Agnieszka Kot

O lalkach jako obrazach, rzeczach i nadrzeczach

Efekt lalki – lalka jako obraz i rzecz, świetna książka autorstwa Radosława Filipa Muniaka, która otrzymała nagrodę im. Stefana Morawskiego.

Muniak efektem lalki nazywa impresję wynikającą z kontaktu człowieka z lalką, która rozmywa jego podmiotowość i uwypukla dosyć kruchą kondycję egzystencjalną. Z kolei poprzez ulokowanie się między różnymi przeciwstawnościami, rzecz ta daje wrażenie bytu nieobecności. Ludzie są zależni od rzeczy. Korelacja ta jest szczególnie widoczna wówczas, gdy mamy styczność z lalkami, co, być może, budzi w nas niepokój, który z czasem jednak zamienia się w fascynację względem czegoś do złudzenia przypominającego życie oraz będącego przeraźliwym obrazem śmierci…

Już w samym tytule publikacji Efekt lalki – lalka jako obraz i rzecz, zostało zaakcentowane, że lalka jest rzeczą. Autor wyjaśnia jednak, że jest ona „przedmiotem materialnym – artefaktem, który pod względem formalnym charakteryzuje się antropomorfizacją, a pod względem funkcjonalnym animacją”.

Jak tłumaczy Muniak, przytaczając koncepcję „czystego obrazu” Romana Ingardena – wszelkie deformacje lalki pozwalają jej na tyle oddalić się od bycia przytłaczającym obrazem człowieka, że może się ona stać obecnością samą w sobie, z drugiej jednak strony ta „ucieczka” nie jest aż tak daleka, by nie ujawniać w obrazie czegoś ludzkiego… Autor nie widzi również możliwości oderwania lalki od jej twórcy, to znaczy, że ona go nigdy „nie przerośnie”, pozostając czymś niezmiennym. A może zmienia się, choć ciągle pozostaje taka sama?

Muniak co jakiś czas przywołuje twórczość Juana Munoza. Dzieła tego artysty (rzeźby) tłumaczyć można jako coś, co zabiera obecność, odmierza naszą doczesność, jest nową formą istnienia, źródłem niepokoju. Lalki również coś takiego wywołują, są obrazem, który wytwarza wyjątkowy fenomen uobecnienia nieobecności (efekt lalki).

Obecność jest, według Muniaka, nadrzędną funkcją lalki, ale i podstawową cechą człowieka. Antropomorfizacja uobecnia obraz istoty ludzkiej w czymś takim jak przedmiot. Kontakt z laką jest dla nas niepewną ontologiczną sytuacją… „Projektujemy na lalkę obraz własny, ale nie przyznajemy jej autonomii, personalizujemy choć nie uznajemy za osobę”. Kto tak naprawdę jest czyją obecnością w relacji człowiek-lalka? Jednakże fakt nieobecności rzeczy nie oznaczałby jej nieistnienia, niebytu w ogóle. Byt wywodzi się z niebytu…

Ogólnie rzecz biorąc, Muniak odnosi swoje rozważania raczej do przedmiotów, które można interpretować jako lalki, a nie do takich, które faktycznie nimi są. Dlatego też, jeśli już wymienia konkretnych twórców, to są to np. Paul Klee, Heinrich von Kleist czy Edward Gordon Craig – a myśląc o nich, mówimy o marionetkach lub pacynkach.

W całej publikacji nie ma ani jednego lalkowego zdjęcia. Jedynie na okładce zostały uwiecznione dwa manekiny…

Według mnie lalki i wszystko z rodziny lalkowatych to nadrzeczy, czyli coś więcej niż tylko przedmioty. Przedmiotów jest wiele, codziennie się nimi otaczamy, utrzymujemy z nimi kontakt, ale żaden nie oddziałuje na nas właśnie tak jak lalka… Rozumiem, że w XIX wieku straciła ona swój „nieprzeciętny status” i stała się ogólnie dostępna – jednak dziś z tej dostępności zostało tyle, że lalka to dziecięca zabawka, marionetka w rękach aktora, czasami ktoś skojarzy lalkę z konkretnym twórcą. Autor Efektu lalki również uważa, że lalki są traktowane powierzchownie.

Uważam, że lalki wytwarzają halucy-nacje, a nacja to z łacińskiego przecież: pokolenie, naród, plemię, szczep… Jednak nie jest złudzenie życia, ale jego braku. Prawie każdy przedmiot zawiera w sobie istotę swego gatunku…

Muniak uważa, że lalka jest zawieszona między życiem a śmiercią.

Ja uważam, że lalka jest raczej czymś, co jest nieprzytomne dla nas, dla otoczenia. Być nieprzytomnym oznacza żyć, ale właśnie nie w pełni, nie mieć do końca świadomości tego życia. Jednakże coś, co pozostaje nieprzytomne, na pewno nie jest martwe.

Prócz tego określiłabym człowieka i lalkę jako taką samą rzecz. Ale to nie lalka, ale istota ludzka rodzi się z brakiem, który przez całe życie musi wypełniać. Lalka jest skończona prawie w każdym aspekcie, jedynie niewypełniona jest tym, czym człowiek musi się całe życie dopowiadać – lalka nie ma świadomości własnych czynów… Muniak nazwałby to niepoznaniem, a więc i doskonałością.

Właśnie dlatego, że tylko byt ludzki umiera, lalka kresu nigdy nie zazna. Ona może gdzieś wokół niej krążyć, ale śmierć jest nieodłącznym składnikiem tylko ludzkiego życia. Śmierć czyni z nas człowieka. Tylko w momencie skończoności, możemy określić siebie jako Oto Ja. Lalka właśnie w takiej chwili, gdy wyeliminowana zostanie jej najbardziej „zagrażająca” rzecz, staje się nadrzeczą. Czymś najdoskonalszym spośród wszystkich przedmiotów…

Na ile lalka jest rzeźbą, na ile obrazem człowieka, a może jest czymś zupełnie innym? Skoro rzeźba zamyka się w prototypie – a on może być formą ściągniętą z człowieka, ale ostatecznie zdeformowaną, więc już na etapie prototypu zatraca się obraz człowieka – prototyp jest przed lalką. Lalka nie jest prototypem. Skoro prototyp lalki może być wzorowany na człowieku, to na kim/ na czym wzorowana jest lalka bądź czym lub kim ostatecznie jest?

Muniak ani słowem nie wspomina o Dollfie (potoczna nazwa lalki BJD, czyli takiej lalki, która ma ruchome, kuliste stawy, stringowane to znaczy – jej mobilne części łączone są ze sobą za pomocą np. elastycznych sznureczków). Każda Dollfie może być BJD, ale nie każda BJD może być Dollfie.

Zarówno Dollfie jak i BJD można portretować, to znaczy przedstawiać jak ludzi. Zobrazowanie to jest na tyle naturalne i realistyczne (można powiedzieć, że ponadnaturalne), że nie sposób odróżnić od siebie człowieka i lalki. W przypadku tych lalek można wręcz mówić o samostanowieniu, niezależności od człowieka –- prosi się wręcz o użycie słowa nie Co, ale Kto…

Jeśli mówimy o Dollfie, to myślimy o Volks, pierwszej firmie, która wprowadziła stosunkowo niedawno, bo pod koniec XX wieku, takie lalki do komercyjnej sprzedaży. Od tego czasu jednak pojawiło się wiele nowych firmy jak i twórców niekomercyjnych, trudzących się produkcją takich lalek. Mówiąc o Volks, kierujemy się w stronę Japonii – to punkt wyjścia jeśli chodzi o autonomię lalki.

Współczesne BJD wychodzą ponad schematy przedstawienia lalki, jej funkcji i lalki jako obrazu.

Dollfie nie czeka na nas na sklepowych półkach. To my oczekujemy na nią, na jej przybycie.

Muniak nie wspomina nic o lalce w kontekście fotografii. Coś jest w fotografii, czego nie ma w żadnej innej dziedzinie artystycznej. Lalki Hansa Bellmera jako obiekty nie poruszają nas tak, jak ich fotografie…

Muniak z kolei twierdzi, że dzieła Bellmera mają na celu jeszcze większe „ulalkowienie” lalki, a to ogranicza ich oddziaływanie… Według mnie jest wręcz przeciwnie. Twórczość Bellmera można rozpatrywać pod różnym kątem, jednak Bellmer to też twórca lalek BJD… Można powiedzieć, że ten artysta jako pierwszy zobaczył w lalkach coś więcej niż tylko dziecięcą zabawkę i zapoczątkował portretowanie ich. Dzisiaj trudno znaleźć dollfiarza, który nie fotografowałby swoich lalek.

Fotografia pozwala zobaczyć nam rzeczywistość, która przecież wcale nie jest jednoznaczna… Minimalna zmiana perspektywy rzuca światło na coś czego wcześniej może nie dostrzegaliśmy. Zdjęcie pozwala nam skupić się na danym obiekcie; fotografia nie kłamie, kłamać może jedynie ten, który ją wykonał lub w nią ingerował – fotografia broni obrazu, który utrwaliliśmy w pamięci…

Swoją drogą należy się również zastanowić, czy nie przyznajemy lalce każdorazowo autonomii, kiedy nasz świat przestaje mieścić się w jej świecie, np. domek dla lalek daje jej pewnego rodzaju autonomię; my jako ludzie nie możemy w nim zamieszkać, dlatego oddajemy go całkowicie na użytek lalki…