Agnieszka Kot

Garb(aci)

 

 ”Chciałabym, żebyś uwierzyła w coś, co ci powiem” – rzekła pewnego razu Biała Królowa do Alicji[1]. Otóż w Lailonii jest takie miasto: bez garbatych, ale za to z garbami[2]. Właściwie to Królowa nie dokładnie to powiedziała Alicji. Królowa zdawała się jednak w ogóle tym nie przejmować, ewidentnie była dziwna, bo choć miała tendencję do gubienia rzeczy (np. szalu, to jej się notorycznie zdarzało!), to jednak jej natura była refleksyjna – ściśle mówiąc Królowa lubiła zadawać pytania…

Jak to jest zatem możliwe, że w tym mieście były garby, choć ani jednego garbatego? Trzeba być bardzo ostrożnym, by przypadkiem niczym Alicja nie krzyknąć: ”nie mogę w to uwierzyć!” Na co natychmiast odparłaby Królowa: ”Nie możesz? – Spróbuj raz jeszcze: zrób głęboki wdech i zamknij oczy”[3].

Dzięki dwóm dzielnym braciom dowiadujemy się o istnieniu tajemniczej Lailonii. Empirycznie rzecz ujmując, jeśli chcielibyśmy wychylić się, żeby zobaczyć przyczynę dla której bracia zdecydowali się odszukać ten kraj – nie ujrzymy jej… Poznajemy ich natomiast, kiedy są już w trakcie poszukiwań. ”Gdzie leży Lailonia?” – pytali każdą napotkaną osobę. Nikt tego jednak nie wiedział.

Bracia postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Tym sposobem nabyli różne książki geograficzne, globusy, mapy i albumy oraz wszelkie inne papiery, które mogłyby okazać się pomocne. ”Była to naprawdę ciężka praca, która zajęła im wiele lat”. W tym czasie bracia pozbyli się z mieszkania wszystkich funkcjonalnych przedmiotów, a także bardzo schudli – nie robili nic innego poza szukaniem Lailonii.

Zdążyli się już zestarzeć, kiedy w końcu wypatrzyli na jednej z map napis „Lailonia”. Niezmiernie uradowani bracia uznali, że jest to odkrycie permanentne i że wkrótce będą mogli osobiście poznać ten kraj oraz jego mieszkańców.  Zaczęli tańczyć i śpiewać, po czym udali się do pobliskiej cukierni, by tam za ostatki pieniędzy kupić coś słodkiego i trochę dłużej nacieszyć się swoim jakże cennym odkryciem.

Kiedy wrócili do mieszkania, okazało się, że mapa z niedawnym odkryciem zniknęła! Prawdopodobnie podczas tańca mapa została rozwiana. To na co bracia pracowali latami, zostało zrujnowane w jednym momencie. Bracia starali się wśród sterty papierów odszukać tej mapki. Niestety bez skutku. Popadli w melancholię[4]. Czyżby zapomnieli, że chwili nie da się pochwycić na dobre? W ogóle nie da się jej złapać. Po jednej chwili zjawia się następna, następna i następna…[5]

Toteż bracia niepotrzebnie byli przygnębieni, gdyż pewnego razu ponownie zobaczyli ten sam napis. Otóż listonosz dostarczył im przesyłkę z Lailonii. Nie mógł jednak powiedzieć, gdzie leży ten kraj, poradził im za to, by udali się do naczelnika poczty.

”Nie proszę panów, nie wiem absolutnie, gdzie leży Lailonia. Znam tylko geografię swojej dzielnicy. Ale dam wam radę. Idźcie do Jeszcze Większego Naczelnika poczty, który dostaje listy i paczki z zagranicy”.

Bracia postanowili tak zrobić. Nim jednak bardzo zapracowany Jeszcze Większy Naczelnik poczty zgodził się ich przyjąć, minęło wiele tygodni. W końcu nastał długo wyczekiwany dzień. ”Nie wiem, niestety, gdzie leży Lailonia” – odparł Jeszcze Większy Naczelnik. Bracia nie chcieli dać tak szybko za wygraną i poprosili, by zapytał któregoś ze swoich podwładnych.

Podwładnych było czterech, każdy był kierownikiem od spraw jednej z czterech stron świata. Z tego co mi wiadomo na stanowiskach kierowników od (rzekomych) pozostałych stron świata nikt nie był zatrudniony. Jednak także i oni nie byli w stanie pomóc braciom. Chociaż swego czasu był jeszcze ktoś taki jak Bardzo Największy Naczelnik, który niestety odszedł i to na zawsze…[6]

Tak właśnie wyglądało poszukiwanie przez braci utraconego kraju. Ala recherche d’un pays perdu – Lailonia[7]. Przesyłka, którą otrzymali zawierała natomiast zbiór opowiadań. Jednym z nich była historia o garbach:

Pewnego razu kamieniarzowi o imieniu Ajio przytrafiła się osobliwa choroba – garb. Przytrafiła, bo nie było to zwyczajne zachorowanie na coś. Gdyby tak było, to garb podobnie jak wiele innych chorób można by po prostu (wy)leczyć. W tym wypadku garb był zdecydowanie czymś więcej niż tylko schorzeniem medycznym.

Nazwano go ”garbem-dziwolągiem”, ”garbem-jaki-tylko-raz-na-sto-osiem-lat-zdarza-się-w-całej-Lailonii-a-może-nawet-rzadziej”. Wnet zebrało się czterech medyków, by orzec, czy w tym wypadku możliwe jest wdrążenie jakiegokolwiek leczenia… Starsi stażem powołując się na swojego wielkiego poprzednika chirurga Głowa-biada oznajmili, że absolutnie nic nie powinni z tym garbem robić, gdyż nie ma tu żadnych widoków na uzdrowienie (”skoro nie wyleczono tego garbu sto osiem lat temu, to tym bardziej, rzecz jasna, my go nie możemy wyleczyć”). Młodsi uparli się jednak, by wdrążyć leczenie częściowe i tak może uda się wyleczyć Ajio z tej przedziwnej choroby. Wkrótce przekonali do swych racji także starszych medyków i razem pracowali nad wynalezieniem lekarstwa na garb.

Tymczasem garb ulegał przeobrażeniu – najpierw składał się tylko z pojedynczych ludzkich części, aż w końcu zaczął przypominać człowieka. Właściwie to Ajio na plecach wyrósł bliźniak. Obaj byli podobni kropla w kroplę. Nawet własna żona nie mogła rozróżnić, który Ajio to tylko garb, podobnie jak wszyscy mieszkańcy miasteczka… Jedynie mały chłopczyk (syn prawdziwego Ajio) wiedział, kto jest jego tatusiem. ”Nikt go jednak nie słuchał, bo małe dzieci nie mają tyle rozumu, żeby lepiej od dorosłych odróżniać, co jest prawdziwe”. Niewątpliwie mieli zupełnie różne charaktery…

Z każdym kolejnym dniem garb zaczął krzyczeć coraz głośniej, że to on jest prawdziwym Ajio. Do tego był opryskliwy i bezczelny. Potrafił także klnąc się na wszystko i tak skutecznie zapewniać, co do swoich racji, że w końcu ludzie w to uwierzyli i dziwili się tylko jak ten Ajio się zmienił, przecież był takim spokojnym, skromnym i ogólnie lubianym obywatelem. Tymczasem prawdziwy Ajio nadal taki pozostawał. Nikt tego jednak nie dostrzegał, bo ten drugi Ajio (garb) dysponował nieprzejrzystym czarem i z łatwością potrafił oczarować każdego. Skupił się więc na celu: pozyskaniu lekarstwa.

Tak też się stało. Lekarze w końcu przynieśli specyfik choremu. Pierwszy Ajio (ten prawdziwy) osłabł już tak bardzo, że nawet nie mógł się odezwać – zaczął tylko cichutko płakać. Drugi Ajio (garb) natychmiast chwycił lek i go spożył. Kiedy lekarstwo zaczęło działać, pierwszy Ajio zaczął się zmniejszać, aż w końcu stał się prawdziwym garbem (tak jak to się zwyczajnie rozumie, naroślą na ludzkich plecach). Lekarze zobaczywszy, że teraz mają do czynienia z rzeczywistym przypadkiem medycznym, polecili pacjentowi nadal zażywać lek. W końcu wypukłość zniknęła. Skoro też tak się stało wszyscy uznali, że ”tamten Ajio (…) nie mógł być od początku czym innym, jak tylko garbem”.

Nie mając już nic na plecach, Ajio zaczął być nie do wytrzymania. ”Kiedy wreszcie pozbędziesz się swojego garbu? Przecież teraz są takie doskonałe środki na leczenie garbu! Powinieneś zaraz udać się do lekarza!” – sugerował każdej napotkanej osobie. Kiedy tylko ktoś odważył się odpowiedzieć, że nie jest garbaty, Ajio śmiał się głośno i dodawał: ”wszyscy jesteście garbaci! Wszyscy macie potworne garby! Jakże możecie tego nie widzieć! Chyba jesteście ślepi!”.

”Strach i groza padły na ludzkość”. Każdy przeglądał się dyskretnie w lustrze, witrynie sklepowej i wszędzie, gdzie mógł tylko zobaczyć swoje odbicie, czy nie ma przypadkiem garba…

Niejasny czar Ajio pozwolił mu w krótkim czasie wmówić wszystkim mieszkańcom, że oni po prostu wyrośli na plecach ludzi, dokładnie tak jak to jemu kiedyś wyrósł sobowtór. On jednak zażył lekarstwo i skutecznie pozbył się tego ciężaru. Zjadły was garby, powinniście natychmiast powołać do życia prawdziwych ludzi! Chyba nie chcecie pozostać przez całe życie garbami?

”Trzeba rozwijać czerwony dywan przed tymi, których nie możesz znieść, żeby móc ich usunąć, tak szybko i efektownie, jak to tylko możliwe, w dodatku w kierunku, w jakim chcesz”[8].

W końcu każdy mieszkaniec zaczął spożywać cudowne lekarstwo. Przyjmowali jednak większe dawki niż zalecane. Robili to nawet ci, którzy już kiedyś mieli wypukłość na plecach, ale obecne byli już zdrowi.

”Ponieważ nikt z tych ludzi nie miał prawdziwego garbu, więc nie mógł też garbu stracić”. Stało się jednak coś bardzo dziwnego – ludziom zaczęły garby wyrastać! Kiedy już przybrały pełną formę i zaczęły przypominać konkretnych ludzi, nic nie można było z tym zrobić. Garby krzyczały i szydziły z każdego człowieka. Poza tym koniecznie chciały pozbyć się swoich garbów (to znaczy ludzi na plecach których wyrosły). Same zaczęły zażywać lekarstwa. I tak oto w krótkim czasie miasto przemieniło się w krainę garbów. Jedynym ocalałym okazał się syn Ajio, któremu udało się uciec z miasta…[9]

To, że w Lailonii ”powstało miasto, w którym nie było jednak ani jednego garbu”[10] jest anegdotą. Natomiast garb, którego historię ukazuje jedna z opowieści z Lailonii będąca w istocie bajką, to fikcja (inaczej ktoś mógłby uznać, że autor opowieści ma coś do garbatych, skoro oznajmia: ”garb-dziwoląg”, jakiś ”potworniak”, ”wszystkich obraża i skarży się”[11]). Niemniej jednak, ta fikcja być może pozwoli nam wydostać się z koszmaru, który dotyczy przecież każdego z nas[12]. Wszak tako rzecze Ajio (garb): wam wszystkim zdaje się, że jesteście ludźmi – tymczasem oprócz mnie (mnie tylko!) na świecie nie ma ani jednego człowieka[13].

Alicja wiedziała jednak, że w rzeczy niemożliwe nawet nie ma co próbować uwierzyć. Z rzeczami jedynie prawdopodobnymi nie ma już takiego kłopotu, bo niby co to za problem zobaczyć krainę, której topografia związana jest z wypukłościami (wzniesieniami): te mniejsze ledwo co widoczne nazwiemy pagórkami. Nieco większe pagórami. Natomiast te najbardziej rozległe garbami lub wyniosłościami. Mamy zatem miasto garbów (albo wyniosłych), w którym natomiast nie ma żadnych garbatych (z którego wszyscy się wynieśli).

”Wzniesienie” z łacińskiego tumor, to także ”obrzmienie” lub ”guz”[14] (terra to natomiast ziemia, kraj[15]). Z kolei inny łaciński wyraz teratoma oznacza ”potworniak” i jest zbitką  greckich słów: teras-atos – ”potwór”, ”dziwoląg”, ”dziwny twór” oraz oma – ”narośl”, ”zmiana guzowata” albo po prostu ”guz”[16]. Jednakże jest też takie aramejskie słowo t’oma, to znaczy ”bliźniak”, ”podwójny” (podobnie jak greckie didymos. Z tego z kolei możemy wywieść faktyczne imię garba – Toma, Thomas, czyli Tomasz a nie żaden Ajio)[17].

Nie wiemy, skąd wziął się ten cudaczno-potworny-garb. Francuski chirurg Ambroise Paré w dziele Des monstres et prodiges (O potworach i cudach) zaznaczył jednak, że ”potwory (monstres) powstają niezgodnie z biegiem natury (…). Cuda (prodiges) zdarzają się natomiast całkowicie wbrew naturze (..)”[18]. Potwór (monstrum) może mieć zatem np. dwie głowy, cudo (cudak) nie będzie miało żadnych ludzkich części i będzie czymś zupełnie innym niż człowiek.

Narośl na ciele Ajio z każdym kolejnym dniem coraz bardziej zaczynała przypominać któryś z tych dziwacznych tworów. Bardziej był to jednak potwór (potworniak), gdyż wypukłość była przecież zlepkiem różnych części ludzkiego ciała.

Przy tej dziwnej chorobie nie jedna głowa stała się caput mortuum, czyli głowa nie tyle martwa, co biada! To dlatego (wcale nie nazbyt poważnie) Tweedledee wyraził przekonanie, że ”utrata głowy, jest to jedna z najpoważniejszych rzeczy, jakie mogą przydarzyć się w czasie bitwy walczącemu”[19]. Wbrew takiemu rozpoznaniu młodzi medycy za wszelką cenę starali się wyleczyć garb (”musimy coś robić, inaczej będziemy uchodzić za nieuków, spróbujmy go wyleczyć częściowo!”[20]). Tylko najstarszy z lekarzy upierał się przy tym, żeby garb zostawić i nie leczyć go… Jeżeli nie możemy usunąć garb w całości, to lepiej nie usuwać nic. Taki zabieg mógłby być obciążający i przynieść więcej szkody niż pożytku. To z kolei byłoby sprzeczne z etyką naszego zawodu. Primum non nocere! – czyż nie tak wołali nasi poprzednicy? Powinniśmy przede wszystkim nie szkodzić pacjentowi…. Co nam zatem pozostaje? ”Jak wiecie, leczenie chorego nie ma nic wspólnego z widokami na uzdrowienie” – powiedział inny lekarz[21]. Jeżeli weźmiemy się za jego leczenie, to możemy zostać uznani za cudo-twórców. Przez co moglibyśmy nie tyle zyskać chwałę, ale powołać do życia jakiegoś cudaka… Powinniśmy zatem pozostać ostrożni. Jak najbardziej możemy za to na garb patrzeć (przecież wszyscy ludzie tak chętnie oglądają dziwne rzeczy). Najpierw jednak musimy znaleźć jakąś wnękę, przez którą moglibyśmy mu się lepiej przyjrzeć, niczym przez soczewkę albo wizjer.

To nie pierwszy raz, kiedy słowo ”zrywa” z rzeczą. Nie chodzi nam przecież o garb zamknięty wyłącznie w dyskursie geograficznym. Niewątpliwie nie jest to także garb, tak jak to się zwyczajnie rozumie w terminologii medycznej gibba albo gibbes[22]. Nie, nie to też nie to. Dotknijcie mnie tylko z jednego i z drugiego boku – powiedział Ajio – żadnej wypukłości tu nie ma![23] A był to przecież garb jak się patrzy, garb jakiego mało… Garb to z angielskiego ”strój”, ”fason”, ”ubranie”, ”kostium”[24]. Garb, można rzec niczym Alicja – ”w moim przekonaniu trudno to uważać za strój”[25]. Zatem nie o sam garb tu chodzi… No to może garb to po prostu symbol?

Zatem o garbie należy ”nawiasem mówiąc”. Otóż garb to nie po prostu ”strój” czy ”ubiór”, ale np. ”garderoba twojej (a także mojej) duszy” bądź coś jeszcze bardziej rozległego jak np. ”krajobraz duszy” (skoro już o różnych wzniesieniach była mowa). Jeżeli garb jest symbolem, no to może być także ”odzieniem tekstualnym”. Wtedy w takim garbie zawierałoby się coś absolutnie intymnego – nasze myśli, ale zamknięte raczej w takim oto schemacie: o sobie myśli się – nisi bene – tylko dobrze, o innych już niekoniecznie… W tej krainie ludzie już tacy są, mało refleksyjni.  Byłby to z kolei także pewien rodzaj ludzkiej bezwzględności (”myśliwi”). Ponieważ myśli muszą się jakoś uzewnętrznić (np. w mowie, piśmie), to przechodząc do porządku rzeczywistego przyjmują one postać garbu, któremu jest z nami po drodze (pozostajemy z nim złączeni). Wtedy garb staje się także imago. Zresztą na niego wystarczyło po prostu popatrzeć, był tak odstręczający, że już nic nie trzeba było dodawać…

Garb w pojedynkę (w końcu od początku wszystkich mieszkańców interesował sam garb) był zdolny do popadnięcia w głębsze refleksje (wy nie jesteście zwyczajnie garbaci, ale wszyscy jesteście garbami, nie rozumiecie tego a może jesteście po prostu ślepi?). Cóż, mogłoby to zostać uznane za zwykłe ”igraszki umysłu”. Niewątpliwie jednak miało znamiona czegoś groźniejszego, czyli ”myślozbrodni”. To co mówił garb było dla ludzi zbyt skomplikowane (po prostu nie na rękę) i odstręczało ich (jaki on jest bezczelny oraz złośliwy i tylko wszystkim szkodzi!). Znalazł się więc pod ich ”odstrzałem”. W końcu każdy chciał się pozbyć garba…

Jak pamiętamy z historii Jak szukaliśmy Lailonii – Bardzo Większy Naczelnik jest nieobecny. Czy to znaczy że wszystko nam wolno, czy każda zbrodnia jest dozwolona? Nie, ale to nie oznacza także, że mamy być niestrudzonymi tropicielami np. ”myślozbrodni”, czy uprawiać powszechne ”myślistwo”.

Podobno tylko fikcja jest w stanie ożywić anegdotę (nie na odwrót!)[26]. No tak, kto chciałby spotkać ”garba-dziwoląga”?[27] Poza tym anegdota to z greckiego anekdota, czyli ”nieopublikowane”. Tylko w taki sposób możemy o czymś ”powiedzieć” nie narażając się na to, że zostaniemy wyśledzenie przez tropicieli myśli i zostaną nam przedstawione konkretne zarzuty[28], co najwyżej zostanie to uznane za ”igraszki umysłu”. ”Nasza” fikcja jest natomiast związana z łacińskim słowem fingo, z angielskiego to touch albo handle[29]. To znaczy, że fikcja może ”uchwycić” anegdotę, ”dotknąć” i ”poruszyć”. Innymi słowy garb można urzeczywistnić (”nadać czemuś kształt”), ale to nie znaczy, że on dosłownie stanie się człowiekiem… Jednak fikcja to także figura, która oznacza postać, z francuskiego personnage (także osobistość)[30].

Mamy zatem ”garb-osobliwość”. Garb z rodzaju tych kryptogennych wyraźnie nie zainteresowany problemem tożsamości osobowej[31]. Garb jako idée fixe tej bajki. Jest czymś, ”co z istoty zakryte i wydostaje się nagle na światło, ale nie staje się znaczeniem. Nie jest nicością, lecz czymś, czego jeszcze nie ma”[32]. Brzęczą temu czemuś jednak w uszach słowa Królowej (”powinieneś chcieć mieć znaczenie, inaczej jaki będzie z ciebie pożytek?[33]). Garb krzyczy zatem, jest głośny – tętni życiem. Życie zawsze robi dużo hałasu, śmierć jest raczej cicha i skromna. Ale najwięcej rabanu jest zawsze o to przemilczane…

Hans Bellmer wspominał, że ten zalążek – coś zakrytego, natrętna myśl czy pożądanie – zawsze czai się przed bytem. Żeby jednak jak garb (”ciało drugiego”) zyskało ręce, nogi no i jeszcze się odzywało, to u mnie, w moim ciele także musiało się coś równie potwornego wydarzyć. ”Takie multiplikacje muszą najpierw zajść w organizmie tego, który patrzy, muszą należeć do jego pamięci”[34]. Ludzie są podobnie ”wrażliwi” (lubią oglądać dziwne rzeczy). Garb dotyka więc najgłębszego dna człowieka – o tym, że on mógł zaistnieć decyduje nie tylko moja obsesja, ale także prze-wrażliwienie każdego z was…[35]

Mors tua vita mea – twoja śmierć jest moim życiem[36] – odparł garb do Ajio. Bez ciebie, to teraz jest mi właściwie wszystko jedno a zatem: Adieu, mon frere! – żegnaj mój bracie! Garb nie miał zamiaru już nigdy więcej zobaczyć się z Ajio. Z kolei dodając, że teraz w końcu jest mu ”wszystko jedno” garb miał zapewne na myśli, że właśnie teraz powstało coś co jest, jakaś jedność, byt – ale nie byle jaki – ”byt bez zwłoki” bynajmniej. Razem może byśmy tego uniknęli, ale jedno jest nie do uniknięcia[37].

Prywatny koszmar każdego z nas przybiera postać garbu, który każdego dnia  nosimy na swych plecach niczym plecak. Jest to odczuwalny ciężar, choć ten ”drugi” istniej wyłącznie jako ”wewnętrzna narośl”[38]. W Lailonii, w zgarbaciałej, potwornej krainie ta narośl jest zewnętrzna, a nasz świat to przecież nie Lailonia, czyż nie? (a może właśnie taki jest, tylko wywróciliśmy go sobie jak rękawiczkę na drugą stronę i tylko nam się wydaje, że nie jesteśmy garbaci?). Kiedy jakiś człowiek w końcu zachoruje (podobnie jak Ajio, na garb), to jest przekonany, że ktoś (”ten drugi”) dosłownie chce się dostać do jego wnętrza. Ale wtedy zdaje się, że na coś jest już za późno, no bo  nosi  się już w/na sobie te przeklęte części (które złożyły się na garb) i to wrażenie, że nasz sobowtór nie tylko podążą i wrzeszczy za nami, ale wręcz idzie z nami. My za to musimy pozostać milczący, bo jak mówić o tym, co przeklęte (jak mówić o garbie?)[39]

Mały chłopiec, który uciekł z miasta prawdopodobnie zdawał sobie sprawę z tego, że ”ludzie w tym krajobrazie mają szczególne piętno, to znaczy skłonność do uproszczeń. Są po prostu mało refleksyjni (…). Mają za to swój sposób odczuwania żyją zmysłami, nieskomplikowanie”[40]. Wydaje się, że tęsknił także za zupełnie nowym językiem, w którym dałoby się powiedzieć o garbie. ”Na pewno istnieje jakiś krajobraz, który coś takiego umożliwia”[41]. Dlatego też chłopiec postanowił wrócić do miasteczka, gdy tylko dorośnie i rozprawić się z garbami. Póki co, to złe (parszywe, kłótliwe, bezczelne i krzyczące) garby w  imieniu dobrych ludzi, którzy śpią sobie w swoich łózkach pod cieplutką kołderką – są gotowe popełniać ”(myślo)zbrodnie”[42].

Wszystkim nam przydałaby się pobudka.

 

[1] L. Caroll, O tym, co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra, przeł. M. Słomczyński, Warszawa 1972, s. 73.

[2] L. Kołakowski, Garby, (w:) 13 bajek z królestwa Lailonii dla dużych i małych, Warszawa 1963, s. 21.

[3] L. Caroll, O tym…, s. 73.

[4] L. Kołakowski, Jak szukaliśmy Lailonii, (w:) 13 bajek z królestwa Lailonii dla dużych i małych, Warszawa 1963, s. 5-6.

[5] G. Bataille, Historie oka i inne historie, przeł. T. Komendant, Kraków 1990, s. 29.

[6] L. Kołakowski, Jak szukaliśmy…, s. 7-11.

[7] H. Bienek, Opis pewnej prowincji (fragmenty), ”Nagłos”, nr 15-16, Kraków 1994, s. 112.

[8] K. Dutton, Mądrość psychopatów, przeł. M. Wyrwas-Wisniewska, Warszawa 2014, s. 216.

[9] L. Kołakowski, Garby…, s. 12-21.

[10] Tamże, s. 21.

[11] Tamże, s. 13 i 15.

[12] G. Bataille, Historie…, s. 18.

[13] L. Kołakowski, Garby…, s. 19.

[14]K. W. Zieliński, Słownik pochodzenia nazw i określeń medycznych – antyczne i nowożytne dzieje chorób w ich nazwach ukryte, Bielsko-Biała 2004, s. 124.

[15]Słownik łaciński. [dostęp: 17 listopad 2017]. Dostępny w internecie: <https://pl.glosbe.com/fr/pl/terra>.

[16]E. Estlin, R. Gilbertson, R. Wynn, Pediatric hematology and oncology: scientific principles and clinical practice, Hoboken/NJ 2010, s. 17.

[17]Św. Tomasz. [dostęp: 17 listopad 2017]. Dostępny w internecie: <http://www.bp.ecclesia.org.pl/sw.tomasz.html>.

[18]Cytaty lokalizuję w tekście za: A. Wieczorkiewicz, Skamieniały płód: dwie historie o nauce, zachwycie, lęku i zadziwieniu, ”Teksty drugie”, nr 1-2, Warszawa 2009, s. 291.

[19]L. Caroll, O tym…, s. 64.

[20]L. Kołakowski, Garby…, s. 14.

[21] Tamże, s. 14.

[22] Słownik anatomiczny. [dostęp: 17 listopad 2017]. Dostępny w internecie: <http://anationary.pl/slownik-anatomiczny>.

[23]L. Kołakowski, Garby…, s. 19.

[24] Słownik angielski. [dostęp: 17 listopad 2017]. Dostępny w internecie: <https://pl.glosbe.com/fr/pl/garb>.

[25]L. Caroll, O tym…, s. 67.

[26] G. Bataille, Historie…, s. 18.

[27] L. Kołakowski, Garby…, s. 13.

[28] J. A. Evans, Justynian i imperium bizantyjskie, przeł. B. Godzińska, Warszawa 2008, s. 8.

[29] Latin Word Study Tool. [dostęp: 17 listopad 2017]. Dostępny w internecie: <http://www.perseus.tufts.edu/hopper/morph?l=fingo&la=la>.

[30] Słownik francuski. [dostęp: 17 listopad 2017]. Dostępny w internecie: <https://pl.glosbe.com/fr/pl/personnage>.

[31] L. Kołakowski, Garby…, s. 14.

[32] E. Levinas, Całość i nieskończoność. Esej o zewnętrzności, przeł. M. Kowalska, Warszawa 1998, s. 309.

[33]L. Caroll, O tym…, s. 129.

[34] K. A. Jeleński, Bellmer albo anatomia nieświadomości fizycznej i miłości, Gdańsk 2013, s. 20.

[35] Tamże, s. 11.

[36] G. A. H. Stenzel, Scriptores rerum silesiacarum oder sammlung schlesischer geschichtschreibers…, t. 1, Breslau 1839, s. 333.

[37] L. Caroll, O tym…, s. 86.

[38] R. Syska, Kontener Lukasa Moodyssona – garb brzydkiego ciała, ”Interalia”, nr 11b, 2016, s. 30.

[39] G. Bataille, Historie…, s. 30.

[40] H. Bienek, Opis…, s. 108.

[41] Tamże, s. 112.

[42] K. Dutton, Mądrość…, s. 2015.