Arkadiusz M. Jasiński

Cudowne dziecko filozofii

Choćbyś wszystkie przeszedł drogi,
nie
dotrzesz do granic duszy; taka w niej głębia.
Heraklit z Efezu

Słuchacze studiów psychologicznych rozpoczynający swoją przygodę z tą dyscypliną naukową dowiadują się, iż psychologia jako nauka początek swój miała w roku 1879 w Lipsku. Wówczas to niemiecki filozof i psycholog Wilhelm Wundt założył pierwsze na świecie laboratorium psychologiczne. Cztery lata przed powołaniem pracowni Wundta, światło dzienne ujrzało fundamentalne dzieło psychologii empirycznej autorstwa Franciszka Brentana pt. Psychologia z empirycznego punktu widzenia. Według zdecydowanej większości psychologów, nie wspominając już o studentach tej dziedziny, przed wymienioną wyżej datą, psychologia nie istniała. Wyrosła jakby znikąd – nie uczyła się od nikogo i od razu zdobyła wiedzę wystarczającą do ogłoszenia światu swoich prawd. Stała się zajęciem praktycznym, przedstawianym ogółowi przez współczesnych psychologów jako pole działań ludzi mających niewiele wspólnego ze stereotypowym wizerunkiem naukowca (czyli osoby oderwanej od rzeczywistości przeciętnych ludzi). Przekonanie to nie powstało w próżni. Psychologia wszak jako nauka, możliwa jest wyłącznie w ramach metodologii empirycznej. Skąd w takim razie wzięły się pisma Platona, Arystotelesa, św. Augustyna, Kanta czy Kierkegaarda dotyczące umysłu albo szeroko pojmowanej duszy? Myśliciele ci nie stawiali hipotez badawczych, które poddawali weryfikacji empirycznej, snuli natomiast rozumowe spekulacje na temat istoty człowieka – stąd znaleźli się oni poza „naukową psychologią”, a ich ustalenia mogą co najwyżej zasilić dział literatury dodatkowej dla dociekliwych. Co więcej, nawet znakomici empiryści: Anglik J. Locke, Irlandczyk G. Berkeley, czy Szkot D. Hume, którzy wnieśli znaczący wkład w rozwój myśli psychologicznej są często pomijani w opracowaniach dotyczących historii psychologii.

Wydarzenie, które zostało przyjęte jako dające chronologiczny początek psychologii naukowej ujawnia priorytety reprezentantów tej dziedziny wiedzy. Chodzi o eksperyment, jest on jednym z podstawowych (jeśli nie najważniejszym) wyznaczników pozwalającym rozróżnić dwa rodzaje psychologii: pierwszą – empiryczną i eksperymentalną oraz drugą – racjonalną lub tradycyjną. W psychologii naukowej dokonuje się obserwacji zmysłowej, falsyfikuje hipotezy na podstawie faktów dostarczonych za pomocą narzędzi wypracowanych na gruncie tej psychologii, potrzebuje ona instrumentów pomiarowych – psychometria jest jej podstawowym działem. Psychologia racjonalna nie potrzebuje przyrządów i działa według metod racjonalnych, to znaczy prowadzący je badacz wyjaśnia zjawiska umysłu lub duszy siedząc w fotelu, podpierając głowę dłonią rozmyślając na ich temat – liczy się z doświadczeniem, ale nie uważa go za wyrocznię. Oba rodzaje psychologii funkcjonują doskonale i sprawnie, choć na różnych prawach, a starszej z „psychologicznych sióstr” nie uznaje się za dyscyplinę naukową i negowana jest ona przez swą młodszą odpowiedniczkę.

W tym krótkim tekście skupimy się na psychologii empirycznej i eksperymentalnej. Wśród przedstawicieli naukowej psychologii widać jakąś awersję do filozofii, jakiś wypierany ze świadomości kompleks na jej punkcie. Zarzuca ona [psychologia empiryczna] dyscyplinie macierzystej nieprzydatność we współczesnym świecie, bierze się to stąd, iż sama dążąc do obiektywności, sprawia wrażenie braku intersubiektywności – zapatrzona w metodę empiryczną nie przyjmuje żadnej innej, co więcej niekiedy adepci tej dziedziny wiedzy nie znają odmiennych sposobów myślenia, a ich mentorzy uznają inne metodologie za magię i zabobon.

Franciszek Bacon (1561-1626) pchnął naukę na nowe tory. Przez wielu autorów podręczników historii filozofii uważany jest on za jednego z twórców nowoczesnej metody naukowej. Dążenia epoki odrodzenia do osiągnięcia ścisłości i pewności poznania znalazły w jego twórczości ukoronowanie i piękny wyraz. Bacon (obok M. de Montaigne’a we Francji) wprowadził esej do dyskursu naukowego. Oprócz tego, a co z punktu widzenia tych rozważań najważniejsze, Bacon wyznaczył nauce cele praktyczne, a jej metoda miała mieć charakter empiryczny. Kontemplacyjna postawa, książkowa uczoność i aprioryczna spekulacja były dlań niemal bezwartościowe.

Zapoczątkowane przez F. Bacona pragnienie wyjaśniania zjawisk przyrodniczych za pomocą obserwacji jest po dziś dzień popularne. We współczesnej nauce eksperyment ma swoją mocną i niekwestionowaną pozycję jako empiryczna metoda badawcza. Warto jednak zwrócić uwagę, iż niebezpiecznie stał się on dominującym prądem w środowisku nazywanym naukowym. Dziś empiria jest wyznacznikiem naukowości – spekulatywny charakter nauki jako takiej wydaje się być w jej głównym nurcie nieobecny. Filozofia zaś, została zepchnięta na bocznicę. W wiodących gremiach ludzi nauki, jak i wśród zwykłych mieszkańców naszego świata, uchodzi ona – jak się wydaje – za synonim nienaukowości. Co więcej przedstawiciele nauk, które mają wobec filozofii pewnego rodzaju dług wdzięczności, zaciekle ją atakują i to argumentami o filozoficznym rodowodzie – popisując się przy tym w równym stopniu ignorancją, co hipokryzją. Ich przedstawiciele są zapatrzeni w metodę empiryczną, nie dostrzegając jej możliwych wad. Zapominają (lub co gorsza nie znają) tezy Karla R. Poppera dotyczącej uteoretyzowania obserwacji. Wspominał już o tym fakcie pośrednio m.in. Charles S. Peirce, który uwzględniał wpływ pamięci i oczekiwań na treść sądu percepcyjnego. Co więcej, także Edmund Husserl – o czym pisze Leszek Kołakowski – przedstawił mocne argumenty na rzecz tej tezy:

Ruch intencji nie tylko odsłania identyczność przedmiotu kolejno zjawiającego się w świadomości, ale konstytuuje przedmiot. Przedmiot nie jest czymś pierwotnie bytującym, co trzeba tylko uchwycić w jego tożsamości, ale jest rezultatem konstytucji, dokonującej się w akcie intencji. (…) Ukonstytuowane obiekty stanowią osad twórczych aktów świadomości, która jest niezbędnym warunkiem jej zaistnienia jako rzeczy właśnie[1].

Uogólniłem „dominujący świat nauki” do zagorzałych empirystów, często przedstawicieli nauk przyrodniczych lub społecznych spoglądających na filozofię z przymrużeniem oka – czytelnik, który poczuje się dotknięty tym redukcjonizmem powinien podziękować, ale tylko jeśli odkrył w sobie marnujące się dotąd pokłady spekulatywności. Moim celem jest między innymi wzbogacenie światopoglądu czytelnika o punkt widzenia empirysty, który z empiryzmem jest zaznajomiony jak z dobrym, pożytecznym narzędziem, ale nie zamyka się w nim jak w klatce. Klatka owa jest wygodna, spokojna, wolna od magii i subiektywności, ale jest to tylko więzienie – odgradza nas od świata. Ileż możemy zobaczyć przez jego małe okna? Najczęściej nienawykli do blasku słońca ludzie „empirycznej pieczary” złorzeczą na ów promień jako niewytłumaczalny i wymykający się ich metodzie, cieszą się jak dzieci, gdy mogą niczym zakuci w kajdany mieszkańcy jaskini Platona obserwować cienie snujące się po jej ścianach…

Psychologia eksperymentalna robiąc wszystko, by nie narazić się na choćby cień podejrzeń o nienaukowość, ma mimo tego jedną rzecz wspólną z najpospolitszymi umysłami tego świata – chwali matematykę za jej naukowość, ścisłość, praktyczność i wielość zastosowań, a także uniwersalność. Szczyci się najlepszymi dostępnymi, wypracowanymi na jej gruncie metodami statystycznymi, boską umiejętnością władania prawidłami sławionej przez pitagorejczyków nauki. Jednocześnie wyzbywa się racjonalizmu, o intuicji nawet nie wspominając – odgradza się murem niewiedzy od filozofii, która w jej mniemaniu jest całkowitym zaprzeczeniem wielbionej matematyki. Nic bardziej mylnego niż proste określanie matematyki jako nauki ścisłej, a filozofii jako nauki humanistycznej – największym zaś absurdem jest przeciwstawianie ich sobie. Epistemiczna podstawa matematyki nie jest empiryczna, a racjonalistyczna; nie ma przyrządów do mierzenia przedmiotów matematycznych. Poza tym, czy ktoś widział je w przyrodzie? Matematyka jest przez przeważającą część psychologów uważana za naukę przyrodniczą, lecz niesłusznie. Powód jest prosty, ma ona zastosowanie w naukach przyrodniczych, jak rzekł Galileusz „Księga natury pisana jest w matematycznym języku”. Skąd jednak taka awersja do filozofii? Czyż nie jest ona językiem humanistyki?

Ponadto, filozofia jest nie tylko trzonem wszystkich istniejących nauk, ale także dyscypliną, na gruncie której między innymi rozwija się refleksja na temat sensowności pozostałych dziedzin wiedzy. Kryterium wartości nie może być tutaj tylko wielość zastosowań, wszak osiągnięcia wcale nie muszą oznaczać jakichkolwiek możliwości praktycznych. Filozofia ma, podobnie jak matematyka, charakter abstrakcyjny i potrzebuje w większej części rozumu niż doświadczenia.

Matematyka również nie potrzebuje niczego pochodzącego z doświadczenia; jest to wytwór samej tylko myśli. Jej osiągnięcia byłyby zdumiewające, nawet gdyby okazały się całkowicie bezużyteczne. Jest jednak rzeczą wątpliwą, czy to właśnie jej osiągnięcia, a nie jej zastosowania zagwarantowałyby to, że pozostaje ona integralnym składnikiem studiów uniwersyteckich[2].

Przykład podany przez Michaela Dummetta, rzecz znamienna, filozofa analitycznego, dowodzi, że samo myślenie bez udziału doświadczenia może poruszyć filary gmachu nauki w różnych, często zaskakujących kierunkach. Działy filozofii dotyczące emocji, intencjonalności i motywów ludzkiego działania mogą być badane w obrębie psychologii racjonalnej. Nie oznacza to jednak, iż filozofia może i powinna lekceważyć dane zmysłowe, a także wyniki pozostałych nauk.

Wracając do psychologii eksperymentalnej to jest ona więźniem pospolitego zawierzenia biologii, wyjaśniania ludzkiego zachowania na podstawie mechanizmów fizjologicznych. Zaprzecza istnieniu umysłu, próbując dowieść, że zdarzenia w mózgu są tożsame z epizodami umysłowymi. Udowodnienie, iż tak jest rozwiązałoby klasyczny problem filozoficzny, mianowicie zagadnienie dualizmu psychofizycznego. Mimo że badania nie potwierdzają tej hipotezy, główny nurt psychologii będąc jednocześnie piewcą wskazywania dowodów, sam bez ich zdobycia odrzuca inne punkty widzenia, przyjmując swoje twierdzenia jako element niezbędny do określenia naukowości dociekań.

W przeciągu kilkudziesięciu lat dokonał się ogromy postęp w neuronaukach. W ostatnich dwóch dekadach uzyskaliśmy dziewięćdziesiąt procent dzisiejszej wiedzy o mózgu. Psychologia empiryczna tryumfuje, sądzi, że prowadzi to do wzmocnienia jej naukowości, autonomiczności wobec filozofii i ostatecznie zastąpi pojęcia „ludowe” naukowymi – w dziedzinie tak starej jak filozofia byli już myśliciele ogłaszający cudowne systemy. Filozofowie wprowadzili w nich kult nauki, miały być owe systemy ostatecznym wytworem myśli ludzkiej. Jak widać, ogłaszając swe poglądy wpłynęli oni na rozwój cywilizacji, lecz zaproponowane przez nich rozwiązania nie zakończyły refleksji nad podstawowymi problemami człowieka. Psychologia ma jeszcze czas „uczyć się na błędach”.

Podsumowując, warto podkreślić, że troska o psychologię empiryczną jest uzasadniona. Fizykalizm, a więc przeświadczenie, iż każde zdarzenie mentalne jest identyczne z jakimś zdarzeniem fizycznym (pobudzeniem neuronów) zaprowadzi tę dziedzinę badań na manowce. W takiej sytuacji wisi nad nią widmo redukcjonizmu. Podążając za neuronaukami, zapominając o refleksji jako podstawowym pojęciu w nauce, psychologia stanie się neurofizjologią.

Znamy rozmaite rodzaje dociekań poznawczych o człowieku i jego psychice, która jest tym co w wielkiej mierze o nim stanowi. W jednych typach rozważań na ten temat ważniejsze są abstrakcje i moc rozumu, w innych prym wiodą – i powinny – badania empiryczne, uzbrojone w zmysłową obserwację oraz eksperyment. Nie można decydować się na wyłącznie jeden ze sposobów poznania. Będzie wtedy ono w najlepszym wypadku niepełne – niepodobna rozróżnić wszystkich barw cierpiąc na deuteranopię, niemożliwe by ptak mógł latać za pomocą jednego skrzydła. W końcu, żaden drakkar nie popłynie w górę rzeki napędzany tylko jednym rzędem wioślarzy.

Tam, gdzie nauka zapomina o zasadzie krytycyzmu staje się dogmatyczna, zaś gdzie nie ma miejsca na refleksję kończy się jakakolwiek naukowa psychologia.

[1] L. Kołakowski, Husserl Filozofia doświadczenia rozumiejącego, [w:] Filozofia i socjologia XX wieku, Cz. 1, red. B. Baczko Warszawa 1965, s. 287.
[2] M. Dummett, Natura i przyszłość filozofii, przeł. M. Iwanicki, T. Szubka, Warszawa 2010, s. 9.