Ewa Panasiuk

Czy ludzie mogą być rozumni?

Czy ludzie mogą być rozumni? To interesujące pytanie postawione przez Branda Blansharda w eseju pod takim samym tytułem[1] skłoniło mnie do samodzielnej próby udzielenia na nie odpowiedzi. Wprawdzie Blanshardowi chodziło o to, czy ludzie są w stanie działać zajmując bezstronny punkt widzenia, a w podjętych przeze mnie rozważaniach będzie chodziło o co innego, niemniej jednak to właśnie pytanie zadane przez tego amerykańskiego filozofa będzie punktem wyjścia moich rozważań.

Czy ludzie mogą być rozumni? Co to znaczy być rozumnym? Traktując rozumność bardzo szeroko, jako podporządkowanie własnych wyborów racjom rozumowym, czyli przemyślanym, a nie zdawanie się na przypadek, można powiedzieć, że człowiek rozumny to taki, który w toku życia określa to, kim jest oraz jaki jest. W sposób autonomiczny nadaje sens swojemu istnieniu i sam dokonuje wszelkich wyborów. Człowiek rozumny podejmuje decyzje oparte na rozumowej analizie sytuacji, uwzględniając wszelkie możliwe konsekwencje (które jest w stanie przewidzieć). Jednak przede wszystkim skupia się na celu, jaki powinien przyświecać każdej egzystującej jednostce. Celem, o którym tutaj mowa, jest, jak ujmował to Jean-Paul Sartre, „transcendowanie” siebie ku nowej jakości. Osiągnięcie tego celu jest możliwe wówczas, gdy człowiek skupiony jest na jego realizacji.

Rozglądając się wokół można zauważyć, że powyższe wytyczne stanowią istotny problem. Ludziom towarzyszy ospałość, brak apetytu na życie oraz lęk przed życiem. Dlaczego?

Z moich obserwacji (ograniczonych i stąd nie roszczących sobie pretensji do czegokolwiek) wynika, że największym zagrożeniem dla człowieka jest on sam. Idąc tym tropem, wyszczególniłam trzy kategorie ludzi, którzy samoczynnie hamują swój rozwój. Pierwsza kategoria charakteryzuje się brakiem pomysłu na siebie. Przyczyną tego może być bezrefleksyjność, nieustająca niesamodzielność lub innymi słowy brak poczucia odpowiedzialności za samego siebie. Druga kategoria dzieli się na dwie grupy ludzi. Jedni z nich to tacy, którzy mają pomysł na siebie, ale brakuje im mobilizacji, by go urzeczywistnić. Inni natomiast maja wprawdzie pomysł na siebie, ale pojawia się u nich obawa, że realizacja zamierzeń jest poza zasięgiem możliwości. Przyczyną takiego stanu, w przypadku dwóch wymienionych grup, może być niewystarczająca ilość wrażeń pobudzających do działania oraz brak utwierdzania się w przekonaniu o własnej wartości (lub utwierdzaniu się we własnej beznadziejności albo bezradności). Ostatnia kategoria wyszczególnia ludzi posiadających pomysł na siebie oraz realizujących podjęte działania. Jednak i w tym przypadku można wyróżnić dwa problemy uniemożliwiające dalszy rozwój. Pierwszym z nich jest nieodczuwanie satysfakcji i uczucia spełnienia w wyniku podejmowanych działań, natomiast drugim jest zbyt mała pewność siebie. Powodem tego pierwszego może być znudzenie lub wybór niewłaściwego dla siebie obszaru zainteresowań. Konsekwencją drugiego jest udaremnienie wszelkich rozpoczętych działań, a o dalszym postępie nie może być w ogóle mowy. W tym przypadku należałoby poszukać przyczyn problemów związanych z poczuciem własnej wartości i dążyć do ich rozwiązania.

Jedynie nieliczni potrafią wypracować w sobie pewność siebie oraz zawziętość w działaniu, są elastyczni w myśleniu i w postępowaniu, mają pomysł i odwagę by dbać o swój rozwój. Dopiero ten typ człowieka zasługuje na miano człowieka rozumnego.

A co z pozostałymi? Czy potrafią oni dążyć do życiowego celu jakim jest poprawa jakości swojego życia, przede wszystkim duchowego? Czy potrafią walczyć o siebie? Czy w naszych głowach nie ma zbyt wielu klatek, ograniczających myślenie? Czy sami nie stwarzamy barier dla własnego rozwoju?

Pytania te mogą owszem pomóc w wewnętrznym rozrachunku z samym sobą. Należy jednak pamiętać, że zbyt duża ilość pytań na drodze do realizacji celów może przysłonić cel główny.

Innym zagrożeniem, lecz istotnym elementem życia większości populacji, jest podleganie uświęconym tradycjom. Czym one są? Są tym, co spowalnia ludzką myśl, tym, co przerzuca energię życiową na niewłaściwy obszar. Nie chodzi przecież o to, aby być pobożnym, dążyć do osiągnięcia zbawienia w sensie chrześcijańskim. Nie chodzi również o bezrefleksyjne dążenie do tego, co nakazuje kościół, bądź jakakolwiek inna religia. Nie chodzi o jakikolwiek przejaw religijności, coś, za czym człowiek po prostu chce podążać. Człowiek powinien skupić się przede wszystkim na sobie, na własnym rozwoju intelektualnym i duchowym, a wiarę pokładać jedynie we własne możliwościach. Bóg, ani żadne inne wierzenia, nie są dobrą ścieżką do stania się pełnowymiarowym człowiekiem. Jest on niejako amortyzującą poduszką dla zbłąkanych myśli. Potrzebny jest w chwili zagubienia, smutku oraz wtedy, kiedy przemyślenia wybiegną za daleko.

Idei Boga nie można jednak odebrać ludziom, którzy uważają, że wiara jest istotną częścią ich życia. Nie można jej odebrać również tym, którzy zwyczajnie boją się cokolwiek zmienić w swoim życiu. Jakakolwiek próba pozbawienia tych ludzi idei Boga nie przyniosłaby żadnych rezultatów, a mogłaby im wręcz zaszkodzić.

Zatem, czy ludzi, których myśli uwikłane są w sprawy związane z wiarą w Boga (lub cokolwiek innego), mogą być rozumni? Oczywiście nie uważam ludzi religijnych za ograniczonych, niezdolnych do formułowania rozumnych przekonań dotyczących ich życia. Aby uniknąć takich niedomówień, pragnę zaznaczyć, że nie chcę nikomu ujmować inteligencji, czy też sugerować braku bystrości. Pragnę skupić się jedynie na sposobie gospodarowania energią życiową przez ludzi. Czy potrafią ją w pełni wykorzystać? Czy, mówiąc ogólnie, człowiek potrafi być perfekcyjnym organizatorem czasu, jaki ma, energii, którą posiada, a jednocześnie być człowiekiem o pogodnym usposobieniu, a więc człowiekiem szczęśliwym?

Wydaje mi się, że do takiego modelu człowiek powinien dążyć. Nie mówię tutaj o osiągnięciu doskonałości, ale o dążeniu do niej. Ideał, o którym tutaj mowa, idąc za myślą Sartre’a, nie może zostać osiągnięty, ponieważ przestałby być atrakcyjny. Konsekwencją tego byłby brak zainteresowania ową ideą.

Zatem co robić, jeśli nie wiadomo co robić? Należy obrać cel. Jaki? Przede wszystkim należy dopasować go do siebie i własnych potrzeb. Trzeba znaleźć w sobie wystarczająco dużo siły, aby zdobyć się na oryginalność i pozwolić sobie samemu na poprawę jakości życia, nie ograniczając się klasycznym − co pomyślą inni?

Po co to wszystko? Na co te starania, zadawanie pytań, wprowadzanie zmian? Nie odpowiem na postawione pytania, ponieważ rzeczywiście można dopatrzeć się tutaj braku sensu. Bo po co żyć, skoro samo życie i staranie się o siebie straciło dla kogoś ważność? To jak trwanie w nie-życiu. Życie związane jest z aktywnością, działaniem. Istotne jest odnalezienie w nim pomysłu na samego siebie i dążenie do osobistej atrakcyjności. To, o czym tutaj mowa, nie należy do najprostszych zadań. Wynika to z faktu, że człowiek ma większą tendencję do naśladowania, aniżeli do wytwarzania.

Czy są zatem jakieś uniwersalne obszary, które mogłyby znajdować się w obrębie myśli i działań człowieka? Już starożytni filozofowie podawali uniwersalne „receptury”, których ważność jest aktualna do tej pory. Z mojej strony powiem, że człowiek powinien szukać kontaktu z naturą. Nieważne, czy będzie to ogrodnictwo, uprawianie różnych sportów, czy coś jeszcze innego. Przyroda ma kojące właściwości dla rozszarpanych myśli oraz stwarza przestrzeń do dążenia ku nowej jakości.

To, w jaki sposób każdy poszczególny człowiek będzie o siebie dbał, zależy tylko i wyłącznie od niego samego. To on decyduje o samym sobie i o tym, jak będzie wyglądało życie jego i jego najbliższych. Bowiem to, w jaki sposób postępujemy my sami, znajduje swój oddźwięk wśród innych. Jeżeli dajemy sobie szansę, dajemy tę szansę również pozostałym, którym jeszcze trudniej jest zaakceptować samych siebie. Nasze działanie może stać się inspiracją dla innych, którym trudniej jest osiągnąć następny etap w samorozwoju.

To, w jaki sposób kreujemy naszą rzeczywistość oraz to, w jaki sposób ją postrzegamy, zależy przede wszystkim od nas samych. Im bardziej będziemy zajęci własnym rozwojem, tym mniej będą obchodzić nas problemy oraz codzienne frustracje. One zwyczajnie znikną z naszego życia, ponieważ zostaną wyeliminowane w procesie samorealizacji. Zostanie przekroczony próg w walce o siebie.

Idąc tym tropem, można sądzić, iż mogłaby się narodzić zupełnie nowa epoka − epoka świetności człowieka. Mogłaby się narodzić nowa kultura, nowych przyzwyczajeń, nowych działań − tyle, że na wyższym poziomie.

Brzmi bajecznie i zbyt prosto? Być może. Uważam jednak, że czasami nie potrzeba wielkich, wyszukanych słów, aby ująć głęboką myśl. Czasami wystarczą zaledwie proste słowa, które mogą stać się zaczątkiem wielkich − i godnych człowieka rozumnego − czynów. A przecież w życiu głównie o czyny chodzi − rzecz jasna − rozumowe.

Podsumowując wszystko to, co zostało tutaj napisane i odpowiadając na pytanie zawarte w tytule, uważam, że każdy człowiek ma szansę stać się rozumnym. Trzeba mieć w sobie wystarczająco dużo odwagi i determinacji. Trzeba mieć również na uwadze to, że najcichszym i najbardziej niepozornym wrogiem każdego człowieka może okazać się zwykła, szara codzienność. Brak inicjatywy w codziennym życiu jest bowiem tutaj największym utrapieniem.

Wtrącenie: Jeżeli ktoś uparcie tkwi w przekonaniu, że życie nie ma sensu, pomimo tego, co zostało tutaj napisane, sądzę, iż jest o krok od samobójstwa. Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest ponowne zastanowienie się nad swoim życiem i wskrzeszeniem w sobie energii i chęci do życia. W przeciwnym wypadku jest się człowiekiem niepełnowartościowym, a zatem nierozumnym.



[1] Patrz. B. Blanshard, Czy ludzie mogą być rozumni, [w:] Filozofia amerykańska, oprac. J. Krzywicki, Boston 1958, s. 117-145.